| jarondo napisał: |
Ciekawe, czy jak nadejdzie epoka lodowcowa, nadal będą podatki od co2?
Banda złodziei. |
Tak ,będą. Po prostu zmieni się narracja, bo wówczas amerykańscy naukowcy odkryją, że dwutlenek węgla jednak nie ociepla klimatu, on pełni taką samą rolę jak pot kiedy skóra się rozgrzewa - schładza ją. Dotychczas patrzono na to w sposób średniowieczny, tak jakby łączono pojawienie się potu z przegrzewaniem organizmu. A okazuje się, że pot (w naszym wypadku CO
2) pełni rolę CHŁODZĄCĄ

. Więc należy się podatek.
No dobrze , a już mówiąc poważnie
Dwutlenek węgla (CO
2) pochłania promieniowanie podczerwone, i z tego faktu wyciągnięto wniosek, że jest kluczowym elementem mechanizmu efektu cieplarnianego. Cząsteczka CO
2, mając strukturę liniową (O=C=O), może wzbudzać się w drganiach zginających i rozciągających, które odpowiadają energii promieniowania o długości fali około 15 μm – pasmo to leży w pobliżu maksimum emisji ciepła wypromieniowywanego
przez powierzchnię Ziemi. A więc należy to zrozumieć: ziemia się nagrzewa w dzień, następnie (continuously, natychmiast) wypromieniowuje tę energię. Ale tu wkracza na scenę CO
2 - pochłaniając to promieniowanie,
emitowane przez Ziemię, -i rozpraszając je następnie w atmosferze (czyli zatrzymując ciepło w dolnych warstwach).
| Cytat: |
| Satelitarne pomiary pokazują, że w ciągu ostatnich 40 lat spada strumień energii promieniowania podczerwonego uciekającego w kosmos. |
Oczywiście nie pokazują czegoś innego: że to ciepło MUSI jakoś uciekać w kosmos
inną drogą.
Dokładnie taka sama ilość energii która dociera ze Słońca do Ziemii każdego dnia, musi zostać wypromieniowana w kosmos każdego dnia, gdyż gdyby tylko Ziemia zatrzymywała (gromadziła) na stałe, choćby ułamek tej energii, to przez miliony, tysiące, czy nawet setki lat (w zależności od tego ile by zatrzymywała) nagrzałaby się do temperatur milionów, czy też tysięcy stopni..
whatever. W każdym razie jej temperatura by rosła. Jedyna energia która jest realnie "zużywana" w tym procesie, to ta na hamowanie rosnącej entropii - czyli życia. Ale to też jest proces wypromieniowywania energii. Z fizycznego punktu widzenia Ziemia wypromieniowuje w każdej chwili DOKŁADNIE TYLE SAMO ENERGII ILE OTRZYMUJE ZE SŁOŃCA. Dlatego się nie nagrzewa do miliardów stopni. Ani nie stygnie.
No ale fakt, CO
2 może -na krótko- pochłonąć / zatrzymać część tej energii - i ją rozpraszać do atmosfery. Oczywiście jest to zjawisko tymczasowe i lokalne. To tak jakby wpuścić do zimnego pomieszczenia gorącą parę wodną, przez chwilę pojawi się wrażenie ciepła, ale ściany są zimne, pojawią się na nich kropelki wody, wystarczy na chwilę otworzyć okno -i cały efekt pryśnie w jednej chwili.
Na ile natomiast jest to znaczący i "przyczynowy" efekt podnoszenia tej temperatury - to jest już według mnie kwestia absolutnych domysłów i spekulacji. Może na przykład działać do pewnego momentu (poziomu temperatury), powyżej którego jego wpływ staje się coraz słabszy ...a wreszcie pomijalny - sprawność silnika maleje
kiedy spada różnica temperatur, czyli w tym wypadku kiedy wzrosłaby temperatura chłodnicy: w naszym przypadku atmosfery. Na przykład nie obserwuje się takiego samego wzrostu średniej temperatury w rejonach równikowych - tam (z ostrożności napiszę
chyba) w ogóle nie ma żadnego "globalnego" ocieplenia

(chyba że nocą jest cieplej). A zjawiska pogodowe nie stają się coraz bardziej
ekstremalne -jak usiłuje to przedstawiać hollywood- tylko odwrotnie: coraz bardziej łagodnieją (o tyle o ile owo ocieplenie się w ogóle utrzyma).
| Cytat: |
| Jego stężenie wzrosło znacząco od epoki przemysłowej : z ok. 280 ppm do ponad 415 ppm w 2025 roku |
Nawet przyjmując że te dane są wiarygodne i rzetelne (a mam szczere wątpliwości co do rzetelności pomiarów stężenia dwutlenku węgla w atmosferze w ubiegłym wieku, szczególnie w takich skalach,
ppm -czyli części na milion, 280 ppm to jest jedna trzecia promila (objętościowo). Argon, którego jest znacznie, bodaj 6-krotnie więcej, odkryto dopiero w 1894.
W każdym razie 280 ppm wcale nie znaczy, że to za mało by ogrzać. Ktoś, kto nie zna mechanizmu kwantowo-fizycznego, jak to się odbywa, może tak myśleć że to ilość niewarta splunięcia. Pojmowanie parafianina. Jednak te cząsteczki działałyby w rzeczywistości jak ciągły odpromiennik, ciągle pochłaniając energię (z Ziemi -nie mylić "przy ziemii") i zderzając się z innymi cząsteczkami atmosfery miliardy (albo miliony ..
whatever) razy na minutę. A zatem to, co ma znaczenie tak naprawdę, to jak bardzo zmieniła się ilość tego CO
2. Wzrost z 280 do 415 oznacza przyrost o 50%.
Czyli taką dodatkową efektywną sprawność uzyskał silnik podnoszenia temperatury. ..... Jednak na ile jest to realnie sprawny silnik - pozostaje dla mnie niewiadomą
_________________
Fahrenheit451 - piękna idea! Wszędzie pełno ogłupiających książek! (począwszy od tej najstarszej)