Nasz serwer sponsoruje CJ2 Hosting & Development

 
ART B spółka cicha i oscylator   
Podobne tematy
ArtB oszukana7
Zasada działania oscylatora finansowego3
Afera FOZZ2
Afera FOZZ Oszołom Michał Falzmann cz.1 z 7 13
Znalazłeś na naszym forum inny podobny temat? Kliknij tutaj!
Ocena:
11 głosów
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Prawda2.Info -> Forum -> Dyskusje ogólne Odsłon: 12148
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3904
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 18:05, 29 Sie '11    Pojedynczy post Temat postu: ART B spółka cicha i oscylator Odpowiedz z cytatem

ART B spółka cicha!


4 maja 1989
Andrzej Gąsiorowski - lekarz medycyny skazany 7 październik 1988 na rok w zawieszeniu na dwa lata i 70 tys grzywny za to , że ........
i Bogusław Bagsik -stroiciel fortepianów
trzeci wspólnik Jan Pagieła - adwokat
czwarty -Franciszek Juroszek
i nieznana z nazwiska katowiczanka
a reszta

Kim byli wspólnicy ciszi?

Art B została założona przez 7 osób + wspólnicy cisi!

Jaka role odegrał nasz geniusz ekonomiczny szybkobiegacz
i specjalista od ekonomi komunistycznej pan Balcerowicz?
czy był wspólnikiem cichym , czy jawnym , czy to była spólka partnerska , czy,
-czy tylko ........


Jednym z doradców ART -B był Walery Amiel doradca dyrektora Banku Światowego i to on według Gąsiorowskiego dyktował warunki

Jak premier Bielecki został wynagrodzony za kooperacje?

Czy Art-B poświęcono aby odwrócić uwagę od spółki "Telegraf" i Kaczyńskich?


Kto był ojcem chrzestnym Art-B?


Nu i kim jest Artur Birman?
Bagsik obok paszportu polskiego posiadał równiez paszporty - niemiecki i izraelski
_________________
JerzyS
"Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn."
Arystoteles
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3904
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 08:47, 30 Sie '11    Pojedynczy post Temat postu: Re: ART B spółka cicha i oscylator Odpowiedz z cytatem

Drugie życie afery Art "B"


Dziennik Zachodni Teresa Semik

2011-07-24 07

Spółka Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego
funkcjonowała na rynku zaledwie 2 lata. Jej likwidacja trwa prawie 20 lat i końca tej "żyły złota" nie widać.
Odzyskano dotąd tylko 256 mln dolarów z jej majątku - pisze Teresa Semik.




Drugie życie afery Art "B"


Andrzej Gąsiorowski uważa, że to jest przejadanie majątku spółki Art "B" - mówi Wojciech Koncewicz, pełnomocnik Gąsiorowskiego. - Wysoka, comiesięczna pensja nie zachęca do finalizowania tych prac.

Likwidator spółki Jerzy Cyran protestuje. - Od 1992 r. odzyskaliśmy 256 mln dolarów, a do odzyskania w Izraelu są jeszcze 44 mln. Mamy je zostawić? - pyta Cyran. - Nie moja wina, że procesy sądowe toczą się tak długo, a majątek spółki pochowany jest w różnych miejscach. W ciągu 20 lat prowadziliśmy ponad 700 spraw sądowych, postępowań układowych i upadłościowych, ugód.
Jerzy Cyran to były komunistyczny wiceprezydent Katowic, który w stanie
wojennym pertraktował z górnikami kopalni Wujek, by przestali strajkować.




Orły czy kaczki?


Bogusław Bagsik i Andrzej Gąsiorowski wyjechali z Polski tuż przed północą 31 lipca 1991 r., prawie dokładnie 20 lat temu. Właściwie uciekli, ostrzeżeni przed planowanym zatrzymaniem prokuratorskim. To był szok dla opinii publicznej, bo panowie pojawiali się na wszystkich politycznych salonach i niedawno odebrali od Stefana Kisielewskiego nagrodę dla orłów polskiego biznesu. Ta ucieczka to pewnie kaczka dziennikarska - spekulowali niektórzy.

Eugeniusza Piechoczka wiadomość o aferze Art "B" zastała w Ameryce, dokąd zdążył już dolecieć zakupionym przez Art "B" turboletem. - Spółka kupiła pięć turboletów za ruble transferowe i zamierzała je sprzedać w Boliwii. Zdążyłem przeprowadzić tylko jeden z tych samolotów - przypomina. W lipcu 1991 r. Piechoczek był dyrektorem Departamentu Lotnictwa Art"B" z siedzibą w Pyrzowicach. Za sprzedane samoloty spółka chciała rozkręcić biznes lotniczy, ale plany legły w gruzach.
Upadek Art "B" - proces likwidacyjny rozpoczął się 1 stycznia 1992 r. - pociągnął za sobą upadek Banku Handlowo-Kredytowego w Katowicach - też w likwidacji od lat. To ten bank jest dziś właścicielem spółki Art "B" w likwidacji. Kilka dni po ucieczce, w Hanowerze 4 sierpnia 1991 r. Bagsik i Gąsiorowski zawarli pisemną umowę z BHK reprezentowanym przez prezesa Ryszarda Janiszewskiego.

Bagsik i Gąsiorowski oświadczyli, że przenoszą własność udziałów w spółce na rzecz BHK "w celu zabezpieczenia wszelkich należności Banku wynikających z kredytu debetowego powstałego na skutek wystawienia przez Art "B" czeków płatnych z rachunku w Oddziale
Banku we Wrocławiu". Wprawdzie nie pogodzili się z utratą spółki, ale spór z likwidatorem przegrali.
Dr Marian Budka, który szukał majątku Art "B" po ucieczce byłych właścicieli, twierdzi, że podległe im spółki były puste, majątek pochowany.

Picasso, Renoir, Kossak


Los kolekcji Art "B" jest przesądzony. Od dwóch lat 34 obrazy i grafiki - wybitnych i znanych artystów polskich i europejskich - są własnością Narodowego Banku Polskiego.

W kolekcji tej było 218 prac, ale poszły pod młotek na spłatę długów. Do najciekawszych obiektów z zachowanej kolekcji należy niewątpliwie unikatowy dla polskich zbiorów dwustronny rysunek "La collation" francuskiego malarza Pierra-Auguste'a Renoira i dwie grafiki Pabla Picassa - Tauromachia i Cyrk. Te trzy prace kupił Bagsik ze swoich pieniędzy. Pozostałe nabyli za pieniądze spółki Art "B". Poznański biznesmen Aleksander Gawronik, który został prezesem Art "B" po ucieczce Bagsika i Gąsiorowskiego, już 1 sierpnia 1991 r zabrał z rezydencji zarządu spółki, Dworku Polskiego w Pęcicach pod Warsza-wą, 36 obrazów, grafik oraz rysunków i przetransportował do swojej posiadłości.

Stamtąd kilka tygodni później zabrał je UOP, a Gawronik trafił do aresztu. Kolekcja zaliczona została w poczet dowodów rzeczowych w toczącym się przeciwko niemu postępowaniu. Likwidator długo występował o zwrot kolekcji. Prace Picassa spółka Art "B" w likwidacji uzyskała na własność w drodze sądowej w 2006 r. Kolekcja przekazana została jako forma spłaty
zadłużenia do katowickiego Banku Handlowo-Kredytowego w likwidacji, a ten przekazał ją na NBP w zamian za własne zobowiązania. Zawiera prace m.in. Achenbacha, Malczewskiego, Axentowicza, Witkiewicza, Kossaka, Makowskiego. Dziś jest w depozycie Muzeum Narodowego.

Artyści biznesu skłóceni


Bagsik i Gąsiorowski wylądowali w Izraelu, są obywatelami tego kraju, ale pokłócili się o pieniądze.

W 1996 r. Gąsiorowski porozumiał się z likwidatorem, że wskaże mu, gdzie Bagsik ukrył pieniądze, a wtedy podzielą się "znaleźnym". Ujawnił, że podczas sprzedaży Grupie Liebermana akcji izraelskiego koncernu naftowego PAZ Bagsik wziął pod stołem od Liebermana 17 mln dolarów amerykańskich, mimo że płatności były objęte sekwestrem na rzecz spółki. Od 1997 r. Art "B" w likwidacji procesuje się z Grupą Liebermana o te pieniądze. - Przez Sąd Najwyższy Izraela zostałem zwolniony z zobowiązania płacenia informatorowi - chwali się Cyran. Ma zapłacić Lieberman.

W 1996 r. spółka odzyskała m.in. 80 mln dolarów za zwrot akcji koncernu naftowego PAZ i był to najlepszy czas dla likwidatora.
Od 1997 r. toczyło się postępowanie przed sądem w Jerozolimie przeciwko Bankowi Leumi Lelsrael Ltd, spółce Bartrade o 43,4 mln USD. Po negocjacjach w 2007 r. ostateczna kwota zaakceptowana przez obie strony wyniosła 13,5 mln dolarów. Sprawa dotyczyła rozliczeń z 1990 roku. Z dokumentów księgowych wynika, że nieznany darczyńca wpłacił na konto Art "B" 34 mln zł.

Wynika
też, że BRE Bank pożyczył Art "B" 43,4 mln dolarów na pokrycie zagranicznych zobowiązań - zakupu towaru. Art "B" złożyła polecenie wypłaty tych 43,4 mln wskazując jako beneficjenta spółkę Bartrade w Tel Awiwie oraz numer rachunku w Banku Leumi w Izraelu. Kwota transferu, jak się później okazało, wpłynęła na rachunek Bagsika w Banku Leumi. Pomimo tego zlecenia płatności Art "B" nie otrzymała żadnych towarów. Spór z BRE likwidator przegrał.

Co jeszcze można ugrać?


Spółka Art "B" w likwidacji przez te 20 lat tylko dwa razy była na plusie - w 1996 i 2008 r.

Poza tym przynosi straty milionowe (np. w 2010 r. 5 mln). Od maja 2006 r. czynności likwidacyjne prowadzi wyłącznie w siedzibie w Katowicach, gdzie pracują dwie osoby z wynagrodzeniem rocznym ponad 700 tys. zł. Żyć, nie umierać.

Zdaniem Jerzego Cyrana, do wygrania są jeszcze 43,3 mln dolarów od Grupy Liebermana dochodzone w postępowaniu polubownym. Ponadto wierzytelności dochodzone w postępowaniu egzekucyjnym, m.in. przeciwko Gąsiorowskiemu i jego żonie - 7 mln zł oraz ponad 37 mln zł od Bagsika. Na konto żony Gąsiorowskiego wszedł już komornik.

List żelazny dla Andrzeja Gąsiorowskiego? Wtedy przyjedzie do Polski


Andrzej Gąsiorowski mieszka w Izraelu i wciąż jest ścigany listem gończym

Z wykształcenia lekarz, z zamiłowania muzyk, z talentu - biznesmen. Pochodzi z Wałbrzycha. Stoi pod zarzutem m.in. wyłudzenia co najmniej
400 mln zł. Jak twierdzi jego pełnomocnik Wojciech Koncewicz, Gąsiorowski chce przyjechać do Polski pod warunkiem, że otrzyma list żelazny, a więc, że nie trafi od razu do aresztu. Wniosek w sprawie listu żelaznego ma wpłynąć do warszawskiej Prokuratury Okręgowej we wrześniu br.

Zdaniem adwokata Koncewicza, zarzuty wobec Gąsiorowskiego przedawniły się w 2006 roku. Choć pisze do prokuratury o umorzenie sprawy, otrzymuje odpowiedź, że na to za wcześnie. Nosi się z zamiarem napisania skargi do Trybunału w Strasburgu.
Bogusław Bagsik był skazany na 9 lat więzienia

Na wolność wyszedł w 2004 r. Przebywa w Szwajcarii. Podczas podróży zagranicznych został zatrzymany w Szwajcarii w 1994 r. i wydany do Polski. Jego proces rozpoczął się w 1998 r.
Dzieciństwo spędził w Zabrzu-Rokitnicy, uczył się w szkole muzycznej. Po ślubie zamieszkał w Cieszynie, gdzie był radnym. Pracę zawodową rozpoczął jako stroiciel fortepianów.

Imperium Art "B" budował przelewając te same pieniądze przez różne banki, doprowadzając do ich wielokrotnego oprocentowania (tzw. "oscylator"). Znalazł się na 8. miejscu 100 najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost".

Po wyjściu z więzienia został prezesem Zakładów Futrzarskich Kurów i promotorem boksu zawodowego, ale nic już w Polsce mu się nie udawało.

http://www.dziennikzachodni.pl/stronaglo.....material_7
========================

Joanna Solska
21 lipca 2011


Bagsik i Gąsiorowski 20 lat po wielkiej ucieczce
Co zostało po Art B
To była najgłośniejsza afera w Polsce w latach 90. Ostatniego dnia lipca 1991 r. dwaj szefowie Art B, najbogatsi wtedy ludzie w Polsce, uciekli z kraju.

Bagsik wobec prawa już jest w porządku, swoje odsiedział. Główne zarzuty wobec Gąsiorowskiego – wyłudzenia z systemu bankowego co najmniej 424 mln nowych zł i kradzieży na szkodę Art B 45 mln zł – ulegały przedawnieniu w 2006 r. Na skutek nowelizacji prawa czas przedawnienia poważnych przestępstw gospodarczych przesunięto o kolejne pięć lat. Czyli, w tym przypadku, do końca lipca 2011 r. W sierpniu Andrzej Gąsiorowski mógłby więc przyjechać do Polski bez obaw, że zostanie zatrzymany. Tak jak stało się z Bagsikiem w 1994 r. na lotnisku w Zurychu na skutek listu gończego, jaki władze Polski wysłały za wspólnikami. Gąsiorowski jednak ryzykować nie zamierza.

Art B to miał być skrót od „artyści biznesu”, bo najpierw połączyła ich miłość do muzyki. Bogusław Bagsik, żydowskie dziecko z protestanckiej rodziny, zainteresował się biznesem, żeby zarobić na instrumenty. Stroił cudze oraz występował z zespołem kościoła baptystów. Andrzej Gąsiorowski, początkujący lekarz ginekolog ze szpitala górniczego w Wałbrzychu, grywał w zespołach przy kościołach ewangelickich. Poznali się w Warszawie w 1985 r. na koncercie Cliffa Richarda. Bagsik miał wtedy 23 lata, Gąsiorowski był o kilka lat starszy. W 1988 r. założyli Art B. Miała siedzibę w Cieszynie, gdzie zamieszkali.

Jeszcze nie skończył się PRL, a już zaczęła gospodarka rynkowa, w której „wszystko, co nie było zakazane, było dozwolone”. Art B sprowadzała do kraju każdy towar, który dawał stuprocentowe przebicie. Interes kontenerowy. Najpierw banany z Niemiec, potem elektronikę z Dalekiego Wschodu. Bagsik i Gąsiorowski dużo latali, to wtedy poznał ich Jerzy Dziewulski, wówczas szef brygady antyterrorystycznej na warszawskim Okęciu. – Wkrótce przenieśli firmę do Warszawy – wspomina. – Najpierw do hotelowego pokoju w Holiday Inn, po kilku tygodniach wynajęli już całe piętro w siedzibie Bumaru. Rozwijali się błyskawicznie. Znajomość zamieniła się w przyjaźń, Dziewulski bywał więc częstym gościem także na hucznych przyjęciach, które odbywały się w kupionym przez Art B pałacu w podwarszawskich Pęcicach. Ujęło go to, że choć whisky lała się tam litrami, Bogdan ani Andrzej nigdy nie pili. Do tej pory są abstynentami.

W Pęcicach bywali wszyscy. Marszałek Sejmu, Senatu, ministrowie, posłowie, szefowie banków. Potem, gdy Bagsik zaczął kolekcjonować dzieła sztuki, także marszandzi. Wielu tych polityków i bankierów do dziś pełni eksponowane funkcje publiczne. Pytani o znajomość z szefami Art B, twierdzą, że to pomyłka. Musieli być w Pęcicach przy innej okazji. – Chłopcy chwalili się tymi znajomościami, opowiadali, że ludzie z różnych partii zwracają się do nich po pieniądze – mówi były polityk, więc po co z nazwiska? Także tym, że zatrudniają wielu wiceministrów z czasów PRL i ludzi ze służb, również tych z nowego ustroju. Art B jako pierwsza prywatna spółka dostała koncesję na handel bronią. – Powiedziałem im wtedy, że to niebezpieczna zabawa. Wcześniej czy później musi się źle skończyć – wspomina były polityk.
Kupowali jak leci

Pieniądze, jakimi obracała Art B, mnożyły się w oczach. Można było dostać zawrotu głowy. Przedsiębiorstwa państwowe padały jak muchy. Firma Bagsika i Gąsiorowskiego jawiła się jako ich jedyny wybawca. Wykupywała jak leci potencjalnych bankrutów. Od PZU, któremu groził zarząd komisaryczny, odkupiła Laktopol (drugim udziałowcem była Agrotechnika), firmę, która zaczęła konsolidować polskie mleczarnie, miała też kontrakty eksportowe na mleko w proszku i laktozę. Według Bagsika, kontrolowała ona 60 proc. rynku mleka. Po co mu mleko? Bo dawało stały i pewny dopływ gotówki. Nabyli zakłady drobiarskie w Karczewie, olejarnie. Już wcześniej otworzyli montownię koreańskich telewizorów Goldstar w Wałbrzychu.

Dla ogółu społeczeństwa 1989 r. i następny to czas kilkusetprocentowej inflacji (w 1989 r. sięgnęła 640 proc., w następnym – 250), co oznaczało niebywałą udrękę życia codziennego. Za wypłatę, którą dostawało się pod koniec miesiąca, po dwóch tygodniach można było kupić ledwie połowę tego co w dniu wypłaty. Starano się więc pieniędzy nie trzymać, ale kupować cokolwiek. Kwitł też handel wymienny, a najcenniejszą walutą były półlitrówki wódki. Ale dla najbardziej przedsiębiorczych obywateli były to czasy, kiedy łatwo i szybko można było zarobić naprawdę wielkie pieniądze. Nie łamiąc prawa. Wystarczyło milion dolarów zamienić na złotówki i ulokować w banku. Po roku za włożony kapitał plus odsetki można już było kupić dwa miliony dolarów. Kurs dolara był sztywny (9,5 tys. zł), złotówka dewaluowała się błyskawicznie. Trzeba jednak było ten pierwszy milion mieć. Niektórzy mieli.

Art B obracała bilionami (były to jeszcze stare pieniądze, w 1994 r. obcięto im cztery zera). Media podawały, że obroty spółki porównywalne są z budżetem państwa. Mając liczne interesy za granicą, spółka transferowała gotówkę poza Polskę. Legalnie. Dziewulski pamięta, że samochody z workami dolarów konwojowała na lotnisko policja, a odprawy celno-dewizowej dokonywano w obecności przedstawiciela Narodowego Banku Polskiego.

Bagsik i Gąsiorowski stali się symbolami rodzącego się kapitalizmu. Ludźmi sukcesu. Gotowi też byli służyć państwu pomocą w rozwiązywaniu problemów społecznych. Na przykład związanych z wiecznymi kłopotami Ursusa, kolebki mazowieckiej Solidarności. To minister przemysłu miał o tę pomoc prosić. W pierwszej połowie 1991 r. Art B ogłosiła, że kupuje roczną produkcję traktorów! Będzie na wypłatę dla ludzi. 20 lat później Bogusław Bagsik powie, że miał to być tylko element umowy, która przewidywała prywatyzację... Orlenu. I że zaawansowane były przygotowania, by Art B weszła na giełdę w Nowym Jorku. Artur Andersen miał wtedy szacować jej wartość na 700 mln dol. Żadnych dowodów na to nie ma.
Trzy przyczyny upadku

Zarówno Bogusław Bagsik, jak Andrzej Gąsiorowski wspominają, że wcześniej odegrali pewną rolę w akcji pod kryptonimem Most. Była to ogromna, bardzo dyskretnie przeprowadzona operacja przerzucenia setek tysięcy rosyjskich Żydów do Izraela przez Polskę. Czym dwaj młodzi ludzie zasłużyli sobie na takie zaufanie nieufnego wywiadu Izraela? Gąsiorowski dziś w rozmowie telefonicznej przyznaje, że nie dziwi się, iż służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo naszego kraju takie pytanie sobie zadawały. W tym dopatruje się też jednej z przyczyn dramatu Art B. Uznano ich za izraelskich agentów. Tych przyczyn było jednak więcej.

Pieniądze, jakie nabywcy montowanych w Wałbrzychu telewizorów Goldstar wpłacali na konta Art B, praktycznie stawały się dostępne dopiero po miesiącu. Przy dużej inflacji straty były ogromne. Banki nie miały ani komputerów, ani systemu wzajemnej łączności. – Dokumenty bankowe wysyłano pocztą. Niesprawność systemu bankowego była potęgowana niesprawnością poczty – tłumaczy Krzysztof Pietraszkiewicz, wtedy dyrektor w Urzdzie Rady Ministrów, obecnie Związek Banków Polskich. Czy wspólnicy Art B byli finansowymi geniuszami, którzy sami wpadli na to, że jak ktoś na tej niesprawności traci, to musi być ktoś, kto na niej zarabia? Czy może, jak sugerują inni, podpowiedział im to ktoś z byłych pracowników FOZZ (Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, powołanego do dyskretnego skupowania za granicą polskich długów; uważano, że operacje te prowadzili ludzie związani ze służbami), których zatrudniali w spółce? W każdym razie narodził się ich największy wynalazek – oscylator. Mechanizm wielokrotnego zarabiania na odsetkach od tych samych pieniędzy. Możliwy do zastosowania wtedy, gdy czeki (wożone przez artystów do banków w całym kraju nawet helikopterem) wędrowały od banku do banku krócej niż dokumenty bankowe. Banki doliczały odsetki do pieniędzy, których na kontach już nie było. Przy ówczesnej inflacji sumy były znaczne.

Andrzej Gąsiorowski twierdzi dziś, że o oscylatorze dyskutował z bankowcami na łamach „Gazety Bankowej”. I nikt nie powiedział wtedy, że jest nielegalny. Oscylator był drugą przyczyną upadku artystów biznesu.

Wiosną 1991 r. do Krzysztofa Pietraszkiewicza zaczęły dochodzić sygnały, że w bankach dzieje się coś złego. Ktoś masowo puszcza do obrotu czeki. Z Art B wypłynęło ich 6,2 tys. W tym samym czasie na rynku obrazów zapanowała hossa. Takich cen, jakie wtedy płacili handlarze pracujący dla Art B, nie notowano nie tylko w Polsce, ale nawet na świecie. Mimo że wysłannicy Bagsika, penetrujący aukcje, starali się być dyskretni i nie przepłacać. Goście przyjęć w pałacu w Pęcicach mogli podziwiać nawet Picassa i Renoira. Na mieście opowiadano też o obiadach czwartkowych, na które Bagsik, wzorem króla Stasia, zapraszał wybrane grono prominentów.
Partie przychodziły po pieniądze

Trzecią przyczyną upadku Art B była polityka. 16 czerwca 1991 r., u szczytu powodzenia artystów biznesu, dzwoni do nich Maciej Zalewski, ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Lechu Wałęsie. Zaprasza na rozmowę dwa dni później. Kontakty są bardzo intensywne, Maciej Zalewski bywa w Pęcicach, panowie spotykają się też w znanych restauracjach. Dowiadujemy się o tym prawie rok po ucieczce Bagsika i Gąsiorowskiego z kraju z wywiadu, jakiego Maciej Zalewski, polityk Porozumienia Centrum i były podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, udziela „Gazecie Wyborczej” (ukazuje się 17 lipca 1992 r.). W kraju mówi się już o tym, że artyści podczas licznych spotkań z polskimi prokuratorami w Izraelu (dokąd uciekli i obaj są jego obywatelami) wskazują na Macieja Zalewskiego jako tego, który ostrzegł ich przed aresztowaniem. Później sąd uwolni go od tego zarzutu, ale skaże na 2,5 roku wiezienia za wymuszenie od Art B pożyczki dla spółki Telegraf. Miała być medialnym imperium PC.

„Kluczem do rozumienia każdej firmy jest pytanie, skąd wziął się pierwszy milion – czytamy w wywiadzie. – W przypadku Art B krążyło wiele wersji: czy to pieniądze byłej PZPR, czy zachodniego kapitału, a może finansował ich obcy wywiad? Czy trudno sobie wyobrazić, że jako urzędnik odpowiadający za bezpieczeństwo państwa, próbuję dowiedzieć się czegoś na własną rękę, kiedy nie udaje mi się uzyskać żadnych informacji?”. Z dalszej części rozmowy dowiadujemy się, że nie chodziło tylko o bezpieczeństwo państwa, ważna też była obawa o dalsze losy partii, PC. „Pierwszy pean na cześć Art B ukazał się u was, w »Gazecie«. Mogłem się obawiać, że jest to firma kapitałowa związana z wami i że ona będzie jedną z waszych lokomotyw. Że to wasza firma. Rany Boskie, kupią Ursus, sprzedadzą chłopom ciągniki i Unia [Demokratyczna – przyp. red.] zdobędzie 25 proc. głosów więcej. Poleciałem do Leszka Kaczyńskiego: Leć do prezydenta, bo jeszcze zaraz zaczną nas załatwiać od strony chłopów. Taka sprawa mogła zaburzyć równowagę polityczną w kraju” – obawiał się Maciej Zalewski.

Były polityk, zaprzyjaźniony z artystami biznesu, uważa dziś, że Bagsik i Gąsiorowski finansowali wszystkie liczące się wtedy partie. Wspomogli też finansowo kampanię prezydencką. – Ich ewentualne aresztowanie nikomu nie byłoby na rękę. Po ich ucieczce odetchnęli wszyscy.

Remanent

Andrzej Gąsiorowski cały czas z tą samą żoną i dwojgiem dzieci mieszka w Izraelu, Bogusław Bagsik w Szwajcarii, często jednak bywa w Polsce. Dzieci są poza krajem, nie mówią po polsku. Przed kilkoma laty „Dziennik” twierdził, że obaj panowie zerwali ze sobą kontakty, gdyż Gąsiorowski wyraził jakoby gotowość wskazania likwidatorowi Art B majątku spółki, ukrytego jakoby przez Bagsika. Żaden z nich nie chce o tym mówić, ale obaj przyznają, że nic ich już nie łączy. Wielu do dziś zastanawia się, gdzie podziały się ich wielkie pieniądze? Po wybuchu afery media podawały, że wytransferowali do Izraela od kilkudziesięciu do 120 mln dol. I dlaczego dwaj tak utalentowani do biznesu ludzie nie pokazali światu, że naprawdę potrafią zarabiać?

Wyraźnie dziś przygaszony Andrzej Gąsiorowski zapewnia, że ciągle jest w biznesie, że jest w bardzo dobrej formie. Jedną z dziedzin jego obecnej aktywności są zaawansowane technologie umożliwiające odzyskiwanie i magazynowanie wodoru. – Żeby można go było wykorzystywać jako źródło energii albo do produkcji wody – mówi Gąsiorowski. – Głównie na takich rynkach jak Indie czy Brazylia.

Sporo czasu poświęca muzyce. Daje mu ona możliwość kontaktów z ludźmi z innego niż biznesowy świata. Żeby organizować duże koncerty, nie musi przecież wyjeżdżać z Izraela. O przyjeździe do Polski nie myśli. Spekuluje, że państwo po raz kolejny wydłuży czas, po którym przedawniają się afery gospodarcze. Można odnieść wrażenie, że na swój sposób zazdrości Bagsikowi. Tego, że wyrok ma już za sobą, jest wolnym człowiekiem.

Bogusław Bagsik sam sobie chyba jednak nie zazdrości. Daje do zrozumienia, że doprowadzenie do zatrzymania na lotnisku w Zurychu było jego własną decyzją. Wywołaną chęcią, żeby zacząć odbywać wiszący nad nim wyrok. Niech już wreszcie będzie wiadomo, kiedy się skończy. Wcześniej, podobno, wyjeżdżał już z Izraela wielokrotnie. Do USA, krajów Ameryki Południowej, ale także na Wyspy Kanaryjskie.

Po 4,5 latach aresztu, gdy po wpłaceniu 2 mln kaucji wyszedł na wolność, wydawało się, że wraca do biznesu. Został prezesem słabo radzącej sobie na wolnym rynku fabryki kożuchów w Kurowie. Miał jej przywrócić lata świetności. Jego prezesowanie zakończyło się kolejną aferą. Wybuchła, gdy okazało się, że zamówienie od wojska na uszycie futrzanych kurtek lotniczych Kurów uzyskał bez przetargu. I że policzył sobie za nie wyjątkowo drogo.

Ówczesne przekonanie Bagsika, że jego nazwisko i związany z tym rozgłos to marka, dzięki której można robić kolejne interesy, dziś już nie jest aktualne. Utwierdził się w tym po kolejnej aferze, tym razem związanej z boksem zawodowym. Na wielką galę boksu w katowickim Spodku udało mu się ściągnąć Tomasza Adamka i amerykańskiego menedżera Dona Kinga, ale potem okazało się, że wiele osób uważa, iż się z nimi nie rozliczył. Na świecie człowiek, który odbył wyrok, jest czysty. W Polsce można obrzucać go błotem. To ostatnie przemyślenia biznesmena.

Po wybuchu afery Art B długo nie było wiadomo, kto jest pokrzywdzony. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że katowicki Bank Handlowo-Kredytowy. Byli wspólnicy już kilka dni po wyjeździe z kraju, w Hanowerze, na jego rzecz przekazali cały, pozostający w kraju majątek Art B. Polskim prokuratorom, licznie przybywającym do Izraela, próbowali wyjaśniać, że nie złamali prawa. Dziś BHK już nie istnieje, a zespół zajmujący się likwidacją Art B ciągle z niej żyje. Likwidator nie chce na ten temat rozmawiać.

Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/kraj/1517696,1,ba.....z1WUq7njF1


===========================================================
Bogusław Bagsik urodził się w Bytomiu. Mieszka w Szwajcarii
_________________
JerzyS
"Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn."
Arystoteles
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3904
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 22:46, 16 Sty '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bez listu żelaznego dla współwłaściciela ART-B
Aktualizacja: 2012-01-16 4:02 pm

Były współwłaściciel spółki Art-B Andrzej Gąsiorowski, ścigany przez Polskę międzynarodowym listem gończym m.in. za oszustwa wobec banków, nie dostanie od sądu listu żelaznego. Decyzja jest ostateczna. Adwokat Gąsiorowskiego jest nią “bardzo rozczarowany”.

List dawałby mieszkającemu od ponad 20 lat w Izraelowi “bohaterowi” jednej z najgłośniejszych afer III RP gwarancję, że nie zostałby aresztowany, jeśli przyjechałby do kraju.

W poniedziałek rzecznik Sądu Okręgowego Warszawie Wojciech Małek powiedział PAP, że sąd postanowił nie uwzględnić wniosku adwokata o taki list. Nie podał żadnego uzasadnienia tej decyzji. Nie przysługuje od niej odwołanie.

W 2011 r. mec. Wojciech Koncewicz wystąpił o list żelazny, by zapewnić Gąsiorowskiemu możliwość odpowiadania w Polsce z wolnej stopy. Obrońca ubiega się o umorzenie śledztwa, bo twierdzi, że nastąpiło już przedawnienie karalności większości zarzucanych mu czynów. Prokuratura Okręgowa w Warszawie uważa, że najważniejszy zarzut: oszustwa wobec polskich banków na ponad 4 biliony starych zł przedawnia się dopiero w 2016 r.

“Jestem bardzo rozczarowany; muszę zadzwonić do klienta i naradzić się co dalej” – powiedział PAP mec. Koncewicz. “Skoro wymiar sprawiedliwości RP nie potrzebuje pana Gąsiorowskiego, to zapewne będziemy czekali na przedawnienie wszystkich zarzutów” – dodał.

Podczas poniedziałkowego posiedzenia mec. Koncewicz argumentował przed sądem, że jego wniosek jest zasadny, skoro procedura zapewnia podejrzanemu czynny udział w postępowaniu. Mówił, że Izrael nie wydał Gąsiorowskiego Polsce jako swego obywatela i jedynie jego przyjazd do kraju na podstawie listu żelaznego “mógłby popchnąć do przodu” zawieszone śledztwo w jego sprawie.

Prokurator był przeciwny wnioskowi, bo “niezasadna byłaby gratyfikacja dla kogoś, kto ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości i utrudniał postępowanie” oraz “z bezpiecznego dystansu obserwował sytuację śledczą, w której część zarzutów już się przedawniła”. Koncewicz replikował, że Gąsiorowski nie utrudniał śledztwa, bo składał obszerne wyjaśnienia w Ambasadzie RP w Izraelu.

Adwokat powiedział PAP, że Gąsiorowski chce też brać udział w nadal trwającym postępowaniu likwidacyjnym Art-B, co do którego ma wątpliwości. “Jego ojciec mieszka w Wałbrzychu, jest chory i mój klient chciałby go odwiedzać” – dodał adwokat.

Sprawa Art-B była najgłośniejszą aferą początków III RP. Szybko wzbogaceni młodzi właściciele spółki – muzyk Bogusław Bagsik i lekarz Andrzej Gąsiorowski – zostali okrzyknięci “cudownymi dziećmi polskiego kapitalizmu”. Bagsik dostał nawet Nagrodę Kisiela. Latem 1991 r. holding Art-B składał się z ponad 200 spółek i zatrudniał ok. 15 tys. pracowników.

Szefowie firmy zasłynęli z tzw. oscylatora – wykorzystywania opóźnienia w księgowaniu operacji czekami rozrachunkowymi w bankach, co umożliwiało uzyskiwanie dodatkowych zysków z tytułu podwójnego oprocentowania czeków w czasie tzw. drogi pocztowej. Omijając prawo, mieli zarobić w ten sposób 4,2 bln ówczesnych zł (420 milionów dzisiejszych zł) Z czasem wkoło nich zaczęły narastać wątpliwości; spekulowano m.in. o ich związkach z izraelskim wywiadem.

Obaj mieli zostać latem 1991 r. zatrzymani przez UOP, który w spektakularny sposób “najechał” wynajęty przez nich dwór w Pęcicach i stołeczną siedzibę firmy. Oni sami – ostrzeżeni – uciekli z Polski i osiedli w Izraelu, którego obywatelstwo uzyskali. Trwały tam negocjacje z polskimi prokuratorami i likwidatorem Art-B w sprawie zwrotu części ich zobowiązań. Izrael odmówił ich ekstradycji. Bagsik został w 1994 r. zatrzymany w Szwajcarii, wydany Polsce i skazany w 2000 r., m.in. za oscylatora, na 9 lat więzienia (odbył większość kary). Bagsik twierdził, że oscylator nie był przestępstwem i nikt na nim nie stracił.

Sąd uznał, że niedoskonałość systemu bankowego, brak rozeznania NBP i nieuczciwość bankowców ulegających magii pieniądza, były przyczynami, dla których w ciągu roku Art-B z małej spółki stała się wielką firmą, kierowaną przez rzekomych “artystów biznesu”. “Nie bez winy są media, które pomogły wykreować ich jako czołowych przedstawicieli nowo powstającej klasy ludzi biznesu” – mówiła sędzia Barbara Skoczkowska.

Efektem afery było też kilka głośnych procesów. Czterech wysokich urzędników bankowych skazano w 1995 r. na kilkuletnie więzienie za ułatwienie Art-B wyprowadzenia pieniędzy z polskiego systemu bankowego. Od tego zarzutu uniewinniono zaś b. szefa NBP Grzegorza Wójtowicza.

Macieja Zalewskiego – b. posła Porozumienia Centrum i ministra w Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy – skazano w 2005 r. ostatecznie na 2,5 roku więzienia (odsiedział połowę; mówił, że proces był nieuczciwy; zarzuty oparto na zeznaniach Bagsika i Gąsiorowskiego). Uznano go za winnego próby wyłudzenia w 1991 r. od szefów Art-B pieniędzy dla spółki “Telegraf”, której prezesem był przed objęciem w marcu 1991 r. funkcji ministra w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Według szefów Art-B to on ostrzegł o planach ich zatrzymania – od tego zarzutu sąd go uwolnił.
Za: niezalezna.pl (2012-01-16 ) (" Bez listu żelaznego dla współwłaściciela Arb-B")
================================================================

a tu reszta ferajny
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
http://kefir2010.wordpress.com/2011/09/3.....y-czy-nie/

Cyt. „Lech Kaczyński osiągnął drugi po prezydencie Kwaśniewskim wynik zaufania w sondażach ośrodków badania opinii publicznej. Ufa mu już około 70 proc. Respondentów. Zdołał prześcignąć nawet ulubieńca emerytek – Jacka Kuronia.
Skąd się wziął ów wytrysk sympatii i zaufania do Lecha Kaczyńskiego? Ludzie mają kiepską pamięć, a media w większości bezkrytycznie wspierają Kaczyńskiego.
Równo dziesięć lat temu bracia Kaczyńscy również mamili ludzi obietnicami zwalczania korupcji. Gromiąc uwłaszczanie się na majątku skarbu państwa bracia bliźniacy patronowali powołaniu osławionej spółki „Telegraf”.
Lech Kaczyński był członkiem Rady Nadzorczej „Telegrafu” od września 1990 roku do lutego 1991. W czasie gdy w niej zasiadał, kapitał spółki wzrósł ponad osiemdziesięciokrotnie, do kwoty blisko 2 milionów dolarów. Pieniądze te pochodziły od firm należących do skarbu państwa. Państwowy wówczas Bank Przemysłowo – Handlowy wspomógł spółkę „Telegraf” 11 miliardami starych złotych, natomiast państwowy Budimex wykupił w spółce udziały za okrągłą sumkę 9 miliardów złotych. „Telegraf” wziął jeszcze 15 miliardów kredytu z państwowego wówczas Kredyt Banku (12.04.1991 r.), zaś z Banku Rozwoju Energetyki 18 miliardów złotych. Bracia Kaczyńscy w zamian za forsę, jaka przepłynęła z tych „nomenklaturowych”, państwowych firm, zapewniali ich „komuszym” prezesom polityczną osłonę.
Kaczyńscy nie mieli również nic przeciwko temu, aby „Telegraf” zasilały pieniądze pochodzące od biznesmenów podejrzewanych o korupcję. W artykule pt. „Modliszki z PC”, opublikowanym we „Wprost” (nr 22 / 92) Krystyna Naszkowska – powołując się na Bagsika i Gąsiorowskiego – podała, że działacze partii Kaczyńskich wzięli od właścicieli Art – B 57 miliardów złotych. [starych - dop. red.]

W latach 1990 – 1991 Kaczyńscy dobrali się do majątku skarbu państwa nie tylko poprzez „Telegraf”.
Założona przez nich Fundacja Prasowa „S” przejęła bez przetargu „Express Wieczorny” i po dwóch latach odsprzedała gazetę z godziwym zyskiem.
13 maja 1991 roku zapłaciła za „Express Wieczorny” ok. 16 miliardów złotych. 13 lipca 1993 roku sprzedała gazetę za 26 miliardów złotych, plus 9,1 miliarda, które kupujący wpłacił na poczet zwrotu pożyczki zaciągniętej przez Jarosława Kaczyńskiego w 1991 roku. Fundacja Kaczyńskich mogła sobie pozwolić na kupno gazety i dwóch drukarni m.in. dlatego, że dostała od państwowego wówczas Banku Przemysłowo – Handlowego 1,2 miliarda złotych (starych). Bank zapłacił jeszcze ich fundacji 39,4 miliarda skapitalizowanego czynszu za wynajem budynku należącego do skarbu państwa.
Warto pamiętać, że w myśl kuriozalnych zapisów statutu Fundacji Prasowej „S”, jej członkowie założyciele uzyskali dożywotnie prawo zawiadywania zgromadzonym majątkiem Fundacji, i to prawo dziedziczą także ich spadkobiercy!
Szczodrość państwowego banku na rzecz Fundacji Prasowej „S” i „Telegrafu” nie była, rzecz jasna, całkiem bezinteresowna. W rewanżu związany z Kaczyńskimi przywałęsowski minister Siwek osobiście naciskał na ówczesnego prezesa NBP Grzegorza Wójtowlcza, aby Bank Przemysłowo – Handlowy został sprywatyzowany w pierwszej kolejności.
To nie kto inny, tylko właśnie bracia Jarosław i Lech Kaczyńscy walnie przyczynili się do rozplenienia w Najjaśniejszej Pomrocznej poplecznictwa, klientelizmu i protekcjonizmu. Dzisiaj jakby nigdy nic powołują Komitety Społeczne „Prawo i Sprawiedliwość”.
Jarosław Kaczyński w przypływie szczerości zwierzył się swego czasu Teresie Torańskiej (w wywiadzie opublikowanym w książce pt. „My”), że wchodząc do wielkiej polityki nie miał nawet porządnego garnituru. Pertraktując w sprawie powołania solidarnościowego rządu, pocił się w marynarce odziedziczonej po zmarłym wujku. Ale jego droga z „nędzy do pieniędzy” nie była długa. Już w 1992 roku będąc tylko posłem jeździł najpierw Oplem należącym formalnie do Fundacji Prasowej „S”, a nieco później elegancką limuzyną Volvo.

Lech Kaczyński nie musiał brać auta od Fundacji, gdyż jako prezes NIK woził tytek w państwowej Hondzie lub Lancii w zależności od nastroju.
Szefując NIK – owi Lech Kaczyński zwiększył zatrudnienie w Izbie o ok. 20 proc. Do pracy w NIK przyjmował głównie „swoich”, prowadząc jednocześnie bezpardonową wojnę z miejscową „Solidarnością”.

Teraz Lech Kaczyński bardzo sprytnie przekształcił kierowany przez siebie resort sprawiedliwości w wydział ds. propagandy wyborczej. (…)

15 marca 2001 roku na procesie FOZZ zeznawał w charakterze świadka Grzegorz Wójtowicz, członek Rady Polityki Pieniężnej. W szczegółowej relacji z procesu „Rzepa” pominęła milczeniem ważny wątek z zeznań byłego szefa NBP. Wójtowicz ujawnił, że w 1991 roku Wojciech Włodarczyk i Adam Glapiński, politycy Porozumienia Centrum ściśle związani z braćmi Kaczyńskimi, naciskali na powołanie Grzegorza Ż., głównego podejrzanego w aferze FOZZ, na wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego.
Miało to miejsce już po odwołaniu Grzegorza Ż. z funkcji dyrektora FOZZ.
Ten passus z zeznań świadka Grzegorza Wójtowicza zasługiwał niewątpliwie na przytoczenie, gdyż pośrednio uwiarygodniał przynajmniej niektóre informacje zawarte w głośnej ostatnio książce Jakuba Kopcia i Cliffa Pineiro pt. „Po drugiej stronie lustracji”. Pineiro, niegdyś blisko zakolegowany z politykami PC, uparcie twierdzi, że przekazał Kaczyńskim co najmniej kilkaset tysięcy dolarów wyprowadzonych przez Grzegorza Ż. z FOZZ. Lech Kaczyński idzie w zaparte i publicznie zapewnia, że zarówno on, jak i jego brat bliźniak nie mieli nic wspólnego z przekrętami w FOZZ. (…)

Lech Kaczyński jako prokurator generalny dokonał świadomie i z premedytacją szeregu formalnych uchybień, co wykluczyło możliwość ekstradycji Meira Bara do Polski. Samoobrona zapowiedziała złożenie u marszałka Sejmu wniosku o powołanie komisji śledczej.


7 października b. wspólnik Art – B Meir Bar oświadczył m.in., że firma Art – B w czasie działalności w Polsce finansowała „partię polityczną Porozumienie Centrum założoną przez braci Jarosława i Leszka Kaczyńskiego, którzy byli przywódcami”. Pieniądze miały pochodzić „z operacji finansowej „Oscylator”. Bar oświadczył m.in., że „w czerwcu 1991 roku na żądanie braci Kaczyńskich środki z „Oscylatora” w wysokości 17 mld zł (ówcześnie wartość 1,7 mln USD) zostały przekazane bezpośrednio Maciejowi Zalewskiemu w gotówce na zakup akcji spółki „Telegraf” przez Art – B”.

Oscylator był mechanizmem ekonomicznym opracowanym i wykorzystanym w 1989 r. przez Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego z Art – B. Korzystając z hiperinflacji i niedrożnej informacji międzybankowej wielokrotnie pobierano oprocentowanie od tego samego kapitału.
Oscylator polegał na lokowaniu pieniędzy w bankach, a następnie pobierania czeków na ulokowane kwoty i w realizowaniu tych czeków w innym banku, gdzie zakładana była kolejna lokata, pobierany kolejny czek gwarantowany itd. W warunkach hiperinflacji i jednoczesnej niedrożności systemu przepływu informacji międzybankowej (dokumenty przesyłane były zazwyczaj pocztą lub kurierem) informacja o tym, że czek został zrealizowany w innym banku docierała nierzadko po kilku dniach lub po tygodniu, a do tego czasu lokata stworzona z tych samych pieniędzy była oprocentowana w kilku bankach równocześnie.
Jeden z wspólników Art – B, Meir Bar, na podstawie polskiego listu gończego trafił do aresztu ekstradycyjnego w Niemczech, w czasie kiedy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Lech Kaczyński. Do ekstradycji nie doszło, bo „Lech Kaczyński zdawał sobie doskonale sprawę, że mój pobyt w polskim więzieniu oraz moje zeznania w trakcie procesu w polskim sądzie mogą raz na zawsze skompromitować publicznie braci Kaczyńskich.

Cyt. „Do Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie został złożony wniosek o zbadania zasadności nadania ich przodkom polskiego obywatelstwa. Wszystko bowiem wskazuje na to, że zostało ono wyłudzone. Na wstępie trzeba powiedzieć, ze Kaczyńscy nie są to żadnymi filosemitami, nie są oni też zwykłymi Żydami. To czystej wody i największej próby nacjonaliści żydowscy, probujący w sposób wyjątkowy budować na gruzach RP… Judeopolonię.
Rajmund Kaczyński, urodzony w Grajewie z matki Franciszki ze Świątkowskich, zrodzonej w Gronowce koło Odessy, z rodziny Naczelnego Prezesa Sądu Wojskowego z okresu stalinizmu, pułkownika armii czerwonej Wilhelma Świątkowskiego – też urodzonego w tej samej Gronowce. Sami bracia Kaczyńscy podają, że przodkowie Rajmunda Kaczyńskiego po mieczu byli wysokimi oficerami armii carskiej.
Co to oznacza? Jedno! Nie mógł on być Polakiem, bo ci byli na ogół albo prawie zawsze – wyznania katolickiego. W imperium Rosyjskim obowiązywał od polowy XIX wieku carski ukaz, który zakazywał piastowania wysokich urzędów przez Polaków wyznania rzymsko-katolickiego oraz Żydów mojżeszowego wyznania. Identyczna sytuacja dotyczyła innych wysokich posad, np. dyrektora stacji kolejowej. Zatem funkcja oraz imiona zarówno Rajmund jak i Wilchelm wskazują na to, że mogli to być Żydzi wyznania ewangelickiego. Nic dziwnego. Zarówno w Polsce zaborowej jak na wschodzie Europy było całe mnóstwo takich haskalizowanych (Haskala) Żydów. Do Rosji przenosili się w ramach kolonizowania południowych rubieży cesarstwa rosyjskiego tj. tworzenia tzw. „Nowej Rosji”.
Pierwotnie Nazwisko Świątkowski, brzmiało Sviatkowski, co można potwierdzić w bazie genealogicznej jewishgen.org. Interesującym źródłem informacji o żydowskich i ewangelickich osadach i ich składzie są żydowskie strony www, pokazujące osadnictwo, budowanych na zasobach archiwów rosyjskich państwowych. Na wschód Europy szli polscy i pruscy (menonici) Żydzi.
Cudowne przypadki z życia Kaczyńskich-Kalksteinów:
-Pierwszy cudowny przypadek w życiu Jarosława to zawrotna kariera jego ojca Rajmunda.
Tuż po wojnie żołnierzy AK, rozstrzeliwano, osadzano w więzieniach, sadzano na nogach od stołka, torturowano, w najlepszym razie wykluczano z życia społecznego. Tymczasem Rajmund Kaczyński, żołnierz AK, tuż po wojnie, dostaje od stalinowskiej władzy wypasiony apartament na Żoliborzu, jak na tamte czasy rzecz poza zasięgiem zwykłego obywatela, nawet szarego członka PZPR.
-Cud drugi, żołnierz AK, mąż sanitariuszki AK, dostaje posadę wykładowcy na Politechnice Warszawskiej i oboje żyją sobie z jednej pensji jak pączki w maśle. W tym czasie gdy w Polsce rządzi Bierut, a właściwie Stalin rządzi Bierutem, posada dla Akowca na uczelni brzmi jak ponury żart, jednak rzecz miała miejsce.
-Cud trzeci, rodzą się bliźniaki i jako dzieci akowskiego małżeństwa, na początku lat 60, kiedy większość dzieci akowców opłakuje swoich rodziców, albo czeka na ich powrót z więzienia, nasze orły zabawiają się w reżimowej TV.

-Cud czwarty. Jarosław Kaczyński jako jedyny działacz opozycji kręgu doradców Lecha Wałęsy, nie zostaje internowany.

-Cud piąty, Jarosław Kaczyński odmawia (tak twierdzi) podpisania lojalki i jako jedyny opozycjonista odmawiający władzy PRL zostaje zwolniony do domu, co więcej nikt go nie nęka, w okresie 1982-1989.

-Cud szósty, Jarosław Kaczyński jako jedyny opozycjonista ma sfałszowaną teczkę i jako jedyny opozycjonista domagający się powszechnej lustracji, ujawnia swoja teczkę dopiero po naciskach prasy.

-Cud siódmy to cud zagadka. Jaki jest związek między ofiarowanym Rajmundowi Kaczyńskiemu przez PRL apartamentem na Żoliborzu, pracą w czasach stalinowskich na Politechnice Warszawskiej, karierą filmową bliźniaków i brakiem internowania Jarosława Kaczyńskiego w stanie wojennym? Kto wie? Czym aż tak bardzo mógł zaimponować władzy ludowej żołnierz AK Rajmund Kaczyński, że władza otoczyła jego samego, jego żonę z AK i dzieci szczególna troską. Opowieściami o wykańczaniu bolszewików?
Kto wie, czym mógł zaimponować oficerowi SB Jarosław Kaczyński, że ten po odmowie podpisania lojalki wypuścił go wolno i nigdy już nie nękał?” źródło – blog marucha.wordpress.com

Ja wymienię cuda z czasów współczesnych:

-zatrzymanie eksumacji w Jedwabnem – to działanie żyda Kalksteina w perfidny i odrażający sposób nie tylko obciążyło naszą Ojczyznę za zbrodnię w Jedwabnem (kłamliwie i niesłusznie), ale wytworzyło także negatywny stereotyp Polaka za granicą. Oczerniania nas nie było końca.

-nazywanie z mównicy sejmowej wojny z Irakiem „naszą”. Polski żołnierz m.in. dzięki zaangażowaniu Kalksteina uczestniczy w jankeskim ludobójstwie narodów arabskich.

-publiczny podziw dla Ariela Szarona, izraelskiego zbrodniarza – syjonisty i konstruktora światowego „nowego ładu”.
-miłe przyjęcie Bnai Brith. Ta skrajnie antypolska loża została zdelegalizowana przed wojną, zaś otworzyła swoją siedzibę w Polsce po roku 2000, na prośbę… Kaczyńskiego.
-hannukowe święta w pałacu. Święto hannuki, czyli święto triumfu żydów nad gojami jest obchodzone przez wszystkich prezydentów III RP (wszyscy są żydami).

-ogromna zajadłość wobec Rosji wykraczająca poza wszelką polska logikę, a zrozumiała gdy się gra w orkiestrze architektów globalizmu

-udawany sceptycyzm wobec UE, jawny serwilizm wobec USA – a więc sympatia dla imperiów sterowanych przez Żydów. Te imperia budują Jew – NWO. jeden wielki kraj na wzór dzisiejszego Izraela i gojskiej Palestyny.
-naiwna, markowana lustracja, infantylna wersja patriotyzmu. Do tego stopnia, że każąca zadać pytanie: z glupoty? Wielu dało się nabrać i nazywa tą dywersję „romantyzmem”.
-Kalkstein spotwarzył Pałac prezydencki zakładając tam jarmułkę, wielokrotnie. Podczas wielu wizyt w Izraelu, gdzie Kaczor jechał konsultować swoje decyzje i po instrukcje, jak kiedyś do Moskwy – też paradował w jarmułce.
-kontakty Kaczyńskich i większości polskojęzycznych polityków (tzw: „pełniących obowiązki Polaka”) z George Sorosem i Fundacją Batorego.

Andrzej Szubert by dodał:
cyt. „Bliskie jego związki z żydowskim KOR-em. A ten był sterowaną przez zachodnich dziennikarzy – pośredników agenturą CIA i Mossadu. Był koniem trojańskim światowego syjonizmu. KOR – owcy byli w ogromnej większości Żydami. Ich zadaniem było wyrwać PRL spod dominacji sowieckiej i oddać ją w łapska syjonistów. Osiągnięto to w Magdalence i przy okrągłym stole.
-Jego udział w Magdalence i w okrągłym stole (wtedy był jeszcze tylko drugorzędnym doradcą Bolka). W Magdalence Żydzi z PZPR i Żydzi z drużyny Bolka dogadali się co do wyrwania Polski spod dominacji ZSRR i oddania jej w łapska bilderbergowskiej Unii
-Jako prezydent brał on udział we wszystkich nakazanych z Tel Awiwu i Waszyngtonu akcjach antyrosyjskich i antybiałoruskich. I tak:
-W prowokacji gruzińskiej poparł Kalkstein amerykańskiego agenta rządzącego Gruzją (a Gruzję Tel Awiw przerabiał akurat wtedy na niezatapialny lotniskowiec Izraela).
-W inspirowanej z Waszyngtonu i Telawiwu pomarańczowej rewolucji kontynuował jej wspieranie rozpoczęte już przez Kwaśniewskiego / Stolzmana.
-Brał aktywny udział w nagonce na prezydenta Białorusi – Łukaszenkę. Jedyną winą Łukaszenki było i jest nadal to, że nie chce on, wstępując do Unii i NATO, oddać Białorusi w łapska globalistów. Kaczyński honorował żydowką agentkę Borys, cmokał ją w rączkę w Belwederze. A fakty notorycznego odmawiania wiz wjazdowych do Polski setkom zasłużonych dla Związku Polaków na Białorusi działaczy ignorował. Nie tylko zresztą ignorował. Sam brał aktywny udział w wyciszaniu działalności nieagenturalnej wobec Żydów większości Polaków na Białorusi.
-Zatajał przed społeczeństwem do spółki z bliźniakiem premierem fakt istnienia w Polsce w czasach Stolzmana tajnych i nielegalnych więzień CIA. Dopiero po umiędzynarodowieniu się tego skandalu PO oficjalnie wszczęła w tej sprawie śledztwo, całkowicie zresztą utajniane przed opinią publiczną.
-Jako jedyny polityk europejski Kaczyński vel Kalkstein bardzo mocno przeciwstawił się Raportowi Goldstone’a, przygotowanemu dla ONZ, w którym oskarża się Izrael o dokonanie przestępstw wojennych w Gazie.
-Był pierwszym prezydentem, który zapalił świecę z okazji święta Chanukah w pałacu prezydenckim. Nawet Kwaśniewski / Stozman nie okazał takiej gorliwości w promowaniu żydowskich tradycji i świąt w siedzibie Prezydenta RP.

-W grudniu 2008 r. jako pierwszy polski prezydent odwiedził synagogę Nożyka, centrum życia społeczności żydowskiej w stolicy, aby zapalić pierwszą świecę Chanukah.
-Poparł ideę utworzenia w Warszawie Muzeum Żydowskiego, obecnie już w budowie.
-Brał niezwykle aktywny udział w wielu akcjach promowania żydów i ich kultury w Polsce.
-Zabiegał o strategiczne partnerstwo z Izraelem.
-Gorąco popierał udział polskich wojsk w brudnych wojnach USA, które prowadziła i prowadzi rządzona przez syjonistów Ameryka na podstawie fabrykowanych przez CIA i Mossad „fałszywek”. Kaczyński jest jednym z głównych współodpowiedzialnych za zhańbienie polskiego munduru udziałem w zbrodniczych okupacjach w napadanych przez USA suwerennych krajach.
-Nadgorliwie zabiegał Kaczyński o uczynienie z Polski wasala USA.
-Posłusznie, ślepo i gorliwie wzmacniał Kaczyński / Kalkstein nastroje antyrosyjskie w Polsce. Jego ulubioną metodą było utożsamianie dzisiejszej Rosji z rządzoną przez Żyda Stalina zbrodniczą ZSRR. Zwalał na Rosję winę za żydowskie zbrodnie stalinizmu i żydowskiej NKWD.
-Celem jego ostatniej podróży było ponownie w Katyniu zbrodnią żydowskiej NKWD obciążyć Rosję. Przy czym „pojednawczo” zachęcał Rosjan do przeproszenia Polski ze Katyń. Tak, jakby to Rosjanie ponosili za żydowskie zbrodnie odpowiedzialność i powinni nas za nie przepraszać.
Powyższa wyliczanka to tylko przegląd najważniejszych, prożydowskich działań Kaczyńskiego / Kalksteina. Zasług dla Polski i polskiej racji stanu nie miał on absolutnie żadnych. Wręcz przeciwnie – był wyjątkowym szkodnikiem polskich interesów”. powyższy tekst pochodzi z artykułu „Odżydzić Wawel i oddać go Polakom!

==================================================
Powyżej:
-Informacje i opinie
Trzeba odsiać informacje od opinii i bez emocji ocenić

_________________
JerzyS
"Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn."
Arystoteles
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
pps




Dołączył: 27 Lis 2011
Posty: 132
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 15:58, 18 Sty '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

jeżeli interesujesz się tą sprawą sprawdź spółki "polser" "polser2" , tuż przed końcem art b namiętnie wykupowało mleczarnie. A w tym czasie powstawało imperium Bakomy i pana Komorowskiego. I tyle, kto chce to sobie poukłada. A durnie niech wierzą w artykuły wyborczej.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bimi
Site Admin



Dołączył: 20 Sie 2005
Posty: 18493
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 17:31, 23 Kwi '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem








Andrzej Gąsiorowski (ur. 1959 w Nysie) - z wykształcenia lekarz, polski biznesmen i przedsiębiorca, od 1991 roku mieszkający i działający w Izraelu.

Początkowo pracował jako ginekolog w szpitalu górniczym w Wałbrzychu. W 1985 poznał Bogusława Bagsika na koncercie Cliffa Richarda w Warszawie. W 1989 wraz z Bogusławem Bagsikiem założył spółkę Art-B z siedzibą w Cieszynie, z kapitałem zakładowym 100.000 złotych.

Spółka Art-B, dzięki wykorzystaniu mechanizmu oscylatora ekonomicznego, w krótkim czasie zamieniła się w potężny holding i obracała towarami wartości bilionów ówczesnych złotych. Główny Inspektor Nadzoru Bankowego już w grudniu 1990 dostrzegł nieprawidłowości w obrocie kapitału holdingu Art-B, ale dopiero po pół roku prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego – Maciej Zalewski - ostrzegł Bagsika i Gąsiorowskiego kilkanaście godzin przed szykującym się aresztowaniem (potwierdził to m.in. sam Bagsik). W nocy z 31 lipca na 1 sierpnia 1991 roku, dwie godziny przed zamknięciem dla nich granic kraju, obaj właściciele Art-B wyjechali do Izraela. Tam szybko uzyskali obywatelstwo, co uchroniło ich przed wysłanym za nimi międzynarodowym listem gończym, ponieważ Izrael zawsze odmawia ekstradycji własnych obywateli do innych krajów.

Bogusław Bagsik podczas jednej ze swych podróży zagranicznych został zatrzymany i aresztowany w Szwajcarii, wydany do Polski, gdzie został osądzony i skazany na 9 lat więzienia. Na wolność wyszedł w 2004 po 6-letnim pobycie w więzieniu.

Andrzej Gąsiorowski wciąż jest ścigany międzynarodowym listem gończym. Niektóre zarzuty polskiej prokuratury wobec niego (o działanie na szkodę spółki Art-B) przedawniły się w lipcu 2001, tj. po dziesięciu latach od wyjazdu z Polski. Inne, dotyczące narażenia na stratę polskiego systemu bankowego w wysokości co najmniej 424 mln USD, i drugi - narażenia na szkodę spółki Art-B 45 mln PLN miały przedawnić się w roku 2006 (po piętnastu latach), ale zmiana prawa w Polsce uchwalona w 2005 spowodowała, iż przedawnienie nastąpić może dopiero w 2011. Gąsiorowski ze swej strony oświadczył publicznie, że nie zamierza na razie opuszczać Izraela, a do Polski przyjedzie najwcześniej w roku 2031.


http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_G%C4%85siorowski_(przedsi%C4%99biorca)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Bimi
Site Admin



Dołączył: 20 Sie 2005
Posty: 18493
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 17:33, 23 Kwi '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

"Firma Art-B została oszukana przez braci Kaczyńskich"

Wśród polityków opozycji krąży fotokopia oświadczenia Izraelczyka Meira Bara, wspólnika Bagsika i Gąsiorowskiego, osławionych właścicieli Art-B i twórców tzw. oscylatora bankowego. Twierdzi on, że firma Art-B została oszukana przez braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich - donosi "Trybuna".

Chodzi o powszechnie znaną aferę Telegrafu. Jak pisze gazeta Meir Bar nie wnosi w swym oświadczeniu wiele nowego. Natomiast ciekawe są jego stwierdzenia odnoszące się do nieudanych zabiegów polskiego wymiaru sprawiedliwości o to by postawić tego Izraelczyka przed sądem, m.in. za współudział w wyłudzeniu wielomilionowych kwot.

Na podstawie polskiego listu gończego Meir Bar trafił do aresztu ekstradycyjnego w Niemczech, w czasie kiedy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Lech Kaczyński. Do ekstradycji nie doszło, bo "Lech Kaczyński zdawał sobie doskonale sprawę, że mój pobyt w polskim więzieniu oraz moje zeznania w trakcie procesu w polskim sądzie mogą raz na zawsze skompromitować publicznie braci Kaczyńskich... Lech Kaczyński jako prokurator generalny dokonał świadomie i z premedytacją szeregu formalnych uchybień, co wykluczyło ostatecznie możliwość mojej ekstradycji do Polski", twierdzi Bar.

To, o czym pisze Bar, potwierdza w internecie sam Gąsiorowski, pisze "Trybuna". Też mówi o finansowaniu PC przez Art-B. Twierdzi, że do czasu, gdy spółka odmówiła współpracy z bliźniakami, wszystko było cacy. Obaj bracia znali mechanizm i szczegóły działania oscylatora. Dopiero gdy kurek z kasą zakręcono - jak twierdzą Gąsiorowski i Bar - bracia uznali, że działalność Art-B jest nielegalna, stanowi "zagrożenie dla systemu państwa" i może "zdestabilizować sytuację polityczną" w kraju.


http://wiadomosci.wp.pl/kat,8172,title,F.....omosc.html


Wiem, że JerzyS wkleił to już powyżej, ale stwierdziłem, że jego wersja jest zbyt długo, to zapodałem skróconą. Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
realista




Dołączył: 27 Sty 2010
Posty: 203
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 21:37, 24 Kwi '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurde chłopaki - albo jesteście tak młodzi albo nie oglądaliście telewizji i czytaliście prasy (jeszcze mniej zależnej wtedy) jakieś 20lat temu - to już wszystko było. Tylko skutecznie i cicho ukryte...
_________________
Brak ideologii jest najlepszą ideologią.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bimi
Site Admin



Dołączył: 20 Sie 2005
Posty: 18493
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 22:02, 24 Kwi '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

właśnie ukryte.
dlatego trzeba powtarzać - tak długo, aż każdy się o tym dowie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3904
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 18:45, 03 Maj '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bimi napisał:
właśnie ukryte.
dlatego trzeba powtarzać - tak długo, aż każdy się o tym dowie.


Sprawa dla ABW: Bizoń kontra Zapel



_________________
JerzyS
"Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn."
Arystoteles
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3904
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 11:15, 09 Maj '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

JerzyS napisał:
Bimi napisał:
właśnie ukryte.
dlatego trzeba powtarzać - tak długo, aż każdy się o tym dowie.


Sprawa dla ABW: Bizoń kontra Zapel





PRYWATYZACYJNE DRAŃSTWO
- jedno z bardzo wielu.
Wszyscy ślepi. Wszyscy głusi.
Wszystkich chroni jakaś rękojmia.
Przepis na szybkie uwłaszczenie
majątkiem narodowym Polaków.
Przedsiębiorstwo państwowe Zakłady Porcelany Elektrotechnicznej "ZAPEL" w Boguchwale
- 16 hektarów gruntu w wieczystym użytkowaniu,
z prawem własności na:
- 53 000 m2 powierzchni użytkowej budynków [według odpisu księgi wieczystej z 03 stycznia 1997 r.], wraz z logo i całym dobytkiem na tej powierzchni, z 207 mieszkaniami zakładowymi,
- znany na rynkach światowych producent porcelany wysokonapięciowej (energetyka),
ZA 5 MILIONÓW polskich złotych (słownie: pięć milionów zł.). No i to wszystko ma być niby zgodne z prawem.
Na http://jozefbizon.wordpress.com/
===============================================

Teraz obiecano komuś szpitale.
Lada chwila zaczną sie ich prywatyzacje i wysprzedaże.
Szpitale to budynki i przede wszystkim tereny w atrakcyjnych miejscach miast.
Oczywiście kupi ten kto ma pieniądze, a kupi je za czapkę śliwek.

Po szpitalach zostaną w kolejce do "prywatyzacji" już tylko Lasy Państwowe

Jak już wyprzedadzą Lasy Państwowe, to przyjdzie kolej na kościoły

Smile
_________________
JerzyS
"Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn."
Arystoteles
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3904
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 22:08, 21 Lip '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

JerzyS napisał:
[

Teraz obiecano komuś szpitale.
Lada chwila zaczną sie ich prywatyzacje i wysprzedaże.
Szpitale to budynki i przede wszystkim tereny w atrakcyjnych miejscach miast.
Oczywiście kupi ten kto ma pieniądze, a kupi je za czapkę śliwek.

Po szpitalach zostaną w kolejce do "prywatyzacji" już tylko Lasy Państwowe

Jak już wyprzedadzą Lasy Państwowe, to przyjdzie kolej na kościoły

Smile



Lasy Państwowe w niebezpieczeństwie


W ostatnich dniach znowu powrócił problem Polskich Lasów Państwowych. Podobnie jak w przypadku pakietu klimatyczno-energetycznego i GMO nigdy ze strony prominentnych polityków PO – PSL nie można było usłyszeć, że będą dążyć do destabilizacji tej świetnie funkcjonującej organizacji, zapewniającej każdemu z nas dobre powietrze, dobrą wodę, możliwość rekreacji i trwałość dziko występujących gatunków.

A.Kulesza/Nasz Dziennik

Wielkie dobro w postaci Polskich Lasów Państwowych to wielkie dziedzictwo kulturowe Polaków powstałe dzięki konsekwentnej polityce leśnej dobrze wykształconych leśników. Polskie Lasy Państwowe prowadzą działalność na zasadzie samodzielności finansowej. Dzięki temu są w stanie realizować swoją misję w całym kraju, mimo że część z nich jest deficytowa w sensie finansowym.

Zrównoważony rozwój

Polskie Lasy Państwowe są bardzo dobrym przykładem realizacji koncepcji zrównoważonego rozwoju, tak modnej w państwach wysoko rozwiniętych. Wycinaliśmy lasy, pozyskiwaliśmy drewno, służyło ono człowiekowi i tworzyło miejsca pracy i mamy coraz więcej lasów i coraz więcej drewna w tych lasach. Zbieraliśmy grzyby, jagody oraz polowaliśmy i nie straciliśmy ani jednego z dziko występujących gatunków. Wręcz przeciwnie, jest zdecydowany wzrost występowania ilościowego wielu z tych gatunków, które zginęły już dawno z mapy tzw. wysoko rozwiniętej Europy.

Polskie Lasy Państwowe dzięki konsekwentnie prowadzonej od dziesiątków lat gospodarce nagromadziły ogromny majątek.
Występują na ponad 8 milionach hektarów i zajmują prawie 1/4 terytorium kraju.
Ta jedna czwarta terytorium kraju to około 2 mld m3 drewna o wartości ponad 400 mld złotych.
To miejsce pracy setek tysięcy ludzi, miejsce rekreacji milionów ludzi, to miejsce uzupełniania budżetów rodzinnych tych,
którzy zbierają grzyby i jagody i często, aby przeżyć, sprzedają je przy drogach.

Jest jeszcze jeden aspekt, który warto poruszyć. Lasy rosną na gruntach bogatych w wiele dóbr, począwszy od piasków i żwirów, a skończywszy na węglu kamiennym, węglu brunatnym, gazie łupkowym i przeogromnych zasobach geotermalnych. Wszystkie te dobra stanowią własność Skarbu Państwa, służą Narodowi i są obiektem pożądania kół liberalnych.

Lasy w niebezpieczeństwie

W okresie III RP pierwszą próbę przejęcia tych dóbr podjęto za czasów koalicji AWS – UW. Wtedy to rząd chciał stworzyć z Polskich Lasów Państwowych jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, co miało być przedsionkiem prywatyzacji. Społeczeństwo zorientowało się co do intencji rządu i na skutek ogromnego protestu społecznego, zorganizowanego przez ówczesne Porozumienie Centrum, gabinet Jerzego Buzka wycofał się z tego haniebnego pomysłu.

Jeśli szumowiny z PO postawią na swoim, poszczuje cię stąd psami prywatny, zapewne korzenny właściciel (fot. gajowy Marucha)

Drugą próbę podjął rząd PO – PSL Donalda Tuska w roku 2010, starając się włączyć Polskie Lasy Państwowe do sektora finansów publicznych. Celem tej koncepcji było zabranie możliwości samofinansowania się Lasów Państwowych co miało doprowadzić je do bankructwa, a następnie prywatyzacji. Ta próba również nie powiodła się i przed wyborami, w świetle masowego protestu społeczeństwa zorganizowanego przez Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski, przy wsparciu Prawa i Sprawiedliwości i przy pomocy Radia Maryja, Telewizji Trwam oraz “Naszego Dziennika” (1,5 mln zebranych w rekordowym czasie podpisów), rząd Donalda Tuska został zmuszony również do wycofania się z tego pomysłu.

Trzecią próbę podjęto w ostatnich dniach, oczywiście bez jakiegokolwiek rozgłosu i jakichkolwiek konsultacji społecznych. Tym razem, motywując to racjonalnością i oszczędnością, postanowiono rozpocząć proces destabilizacji Polskich Lasów Państwowych od sprzedaży małych kompleksów leśnych, nieprzynoszących zysków ze sprzedaży drewna, o łącznej powierzchni kilkudziesięciu tysięcy hektarów. Pomysł ten jest z jednej strony całkowicie sprzeczny z misją lasów państwowych, a z drugiej niezwykle niebezpieczny dla całej organizacji, jaką są Polskie Lasy Państwowe.

Małe kompleksy leśne nie odgrywają wprawdzie dużej roli w zakresie produkcji drewna, ale są to miejsca – z uwagi na sąsiadowanie z takimi systemami przyrodniczymi, jak pola, łąki, jeziora, rzeki, ugory – tętniące rodzimą bioróżnorodnością.

Małe kompleksy leśne przeważają również na terenach o małej lesistości, a więc tam, gdzie lasy pełnią bardzo istotną rolę dla miejscowej ludności wiejskiej w zakresie korzystania z takich dóbr, jak grzyby i jagody.


Małe kompleksy leśne to w końcu pojęcie względne, i znając możliwości interpretacyjne polityków PO – PSL, mogą nim być w niedalekiej przyszłości całe, “niedochodowe” leśnictwa czy też nadleśnictwa.

Wiele nadleśnictw Polski Południowo-Wschodniej, Wschodniej czy też Polski Centralnej nie jest samowystarczalnych finansowo. Deficytowe nadleśnictwa wspiera Fundusz Leśny działający na szczeblu centralnym, którego aktywa pochodzą od tych nadleśnictw, które są dochodowe. Znając obecną determinację koalicji rządzącej PO – PSL, by zdestabilizować podstawy państwa, zagrożenie Polskich Lasów Państwowych wydaje się bardzo duże, a proces zachwiania ich równowagi może rozpocząć się w każdej chwili.

Specjalną przeszkodą nie będzie tu brak podstaw prawnych.
Z jednej strony prawo można łamać, a przykładem tego może być skandal wokół koncesji dla Telewizji Trwam.
Z drugiej strony zmiany w prawie można bardzo szybko procedować w Sejmie. Najlepszym przykładem tego były ekspresowo przeprowadzone zmiany w ustawie o paszach przedłużające możliwość importu pasz GMO o cztery lata. Tam, gdzie są pieniądze, tam też koalicja PO – PSL jest niezwykle szybka i nie zważa na prawo, a podejrzenie o łamanie Konstytucji, o ile zmierza do destabilizacji państwa, wydaje się wręcz cnotą.

Wizja przyszłości

Powracając do sprawy Polskich Lasów Państwowych, należy zaznaczyć, że zgodnie z opracowaniami naukowymi zapewnienie bezpieczeństwa ekologicznego państwa wymaga, aby obszar Polskich Lasów Państwowych osiągnął 30 proc. powierzchni kraju.
Nie należy więc sprzedawać lasów państwowych, a wręcz odwrotnie – kupować lasy od podmiotów prywatnych i to w imię dobrze rozumianych interesów Narodu.

W tym miejscu nie należy zapominać o tym, że po roku 1945 część lasów została przejęta na rzecz Skarbu Państwa z krzywdą ludzką i pogwałceniem prawa.

Za te lasy trzeba ich właścicielom zapłacić.

Należy tu również zaznaczyć, że jest w Polsce miejsce na lasy prywatne. Muszą one mieć jednak zdecydowanie inny charakter niż lasy państwowe.

O ile misją lasów państwowych musi być bezpieczeństwo ekologiczne państwa, o tyle lasy prywatne muszą zapewniać potrzeby ich właścicieli, które mogą, ale nie muszą być zbieżne z potrzebami całego społeczeństwa.

Pamiętajmy, że Polskie Lasy Państwowe, stanowiące własność Skarbu Państwa, są udostępniane dla ludności w odróżnieniu od lasów prywatnych, gdzie właściciel lasów może zakazać do nich wstępu. Brońmy więc Polskich Lasów Państwowych, gdyż ich obrona to jednocześnie obrona naszych praw do korzystania z żywych zasobów przyrodniczych, to obrona państwa, to obrona polskiej racji stanu.

Staje się oczywiste, że co innego możemy usłyszeć w oficjalnych wypowiedziach prominentnych polityków koalicji rządzącej PO – PSL, a co innego jest realizowane. Nigdy pan premier, lider PO, czy też pan wicepremier, lider PSL, nie powiedzieli przecież, że będą starać się rujnować bezpieczeństwo energetyczne państwa, że będą działać przeciwko interesom polskiej wsi, że będą blokować rozwój infrastruktury drogowej północ – południe, że będą niszczyć podstawy bytu Narodu.

Działalność rządu jest jednak zupełnie inna. Pakiet klimatyczno-energetyczny przyjęty przez PO – PSL to blokada polskiego węgla, to uzależnianie Polski od gazu rosyjskiego i obcych technologii, to niebotyczny wzrost cen energii, to w końcu wzrost bezrobocia na terenach przemysłowych. Mimo sloganów o Polsce wolnej od GMO rząd PO – PSL, forsując zmiany w ustawie o nasiennictwie i ustawie o paszach, konsekwentnie dąży do tego, aby wprowadzić te organizmy do hodowli roślin i zwierząt. Dąży więc do tego, aby Polska straciła markę jako kraj produkujący najlepszą żywność na świecie. To cios w polską wieś, to stymulacja wzrostu jej bezrobocia, to zmuszanie właścicieli gospodarstw rolnych do sprzedaży ziemi i emigracji zarobkowej.

Ewidentnym przykładem niszczenia polskiej wsi jest również takie wprowadzenie systemu Natura 2000 przez rząd PO – PSL, aby w najbliższej perspektywie nie budować infrastruktury drogowej północ – południe, która jest wielką szansą rozwoju terenów wiejskich wschodnich i zachodnich rubieży naszej Ojczyzny.

Skandal Rospudy jest tego najlepszym dowodem. Z powodu Rospudy droga ekspresowa S-19, mająca łączyć Skandynawię z Bałkanami i Azją Mniejszą po wschodniej stronie Polski, nie powstanie w najbliższej przyszłości.

Jak informują wpływowe koła biznesowe UE, ten szlak komunikacyjny ma przebiegać w formie autostrady przez Białoruś i Ukrainę. Podobny los spotkał trasę S-3, która również miała łączyć Skandynawię z Bałkanami po zachodniej stronie Polski.
Według dochodzących informacji ten szlak komunikacyjny z kolei będzie rozbudowywany po zachodniej stronie Odry.


To również wielki cios w tereny wiejskie wschodniej i zachodniej Polski, zabierający możliwość rozwoju tych terenów chociażby poprzez sprawny eksport wyśmienitych polskich płodów rolnych zarówno do Skandynawii, jak i na Bałkany. Polska jest więc konsekwentnie niszczona i odpowiedzialność za to ponosi koalicja rządowa PO – PSL.

Prof. Jan Szyszko

http://naszdziennik.pl/mysl/4371,lasy-panstwowe-w-niebezpieczenstwie.html
_________________
JerzyS
"Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn."
Arystoteles
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3057
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 15:15, 16 Lip '17    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Andrzej Gasiorowski: Jak zarobić pierwszy milion. BY NETINTELL 26/05/2016

Polska bez cenzury: Jak zarobić pierwszy milion

Felieton Andrzeja Gąsiorowskiego


Na czym zarobiłem swój pierwszy milion? Na poprzednich milionach. Pierwszego nigdy nie zarobiłem, nie ukradłem, nie odziedziczyłem, ani nie wygrałem na loterii, ani w kasynie. Wbrew kreacji medialnej, nie zakładałem spółki ART-B i nie finansowałem jej pierwotnej działalności.

Spółkę złożył Bogusław Bagsik, który zaprosił mnie najpierw do współpracy, a potem spontanicznie zaoferował mi 40% udziałów i funkcję wiceprezesa Art-B. To już była bardzo silna spółka. Miałem „pojęcie” o funkcjonowaniu współczesnego kapitalizmu, a Bogusław zawsze podejmował decyzje błyskawicznie. Nie pod wpływem impulsu. Błyskawicznie, bo zawsze umiał szybko analizować rzeczywistość. Tak też się stało w tym przypadku.

I w ten oto sposób będąc jeszcze lekarzem medycyny, ale już początkującym biznesmenem zarobiłem swój pierwszy milion. Później to był intensywny proces pomnażania i akumulacji kapitału firmy Art-B, udział w przygodzie współtworzenia holdingu kilku tysięcy firm, a także przyrostu obrotu firmy do ponad 22 miliardów dolarów w niecałe półtora roku.

Ja miałem wtedy 30 lat. Było to 25 lat temu. To były zupełnie inne czasy. To był zupełnie inny świat. Kończyła się długa era komunistycznego socjalizmu. Świat wchodził w nieznane.

A gdyby to było dzisiaj? Żyjemy w czasach, gdzie nastąpił fenomenalny przyrost kumulacji kapitału. Zmieniły się normy w kontekście wymiernej i bezwzględnej wartości bogactwa. Zmieniły się trendy głównych kierunków tworzenia nowych fortun.

Do niedawna metale szlachetne, takie jak złoto lub platyna, uważane były za najdroższe substancje świata. W obecnych czasach w porównaniu z innymi materiałami ich cena może wręcz śmieszyć. Najdroższą substancją na świecie jest Kaliforn. Jednak nie on jedyny bije złoto i platynę na głowę. Za gram złota trzeba zapłacić około 36-38 dol., platyna wyceniana jest na około 40 dol. za gram. Droższy jest od nich sproszkowany róg nosorożca, którego gram wyceniany jest na około 55 dol., kokaina 60 dol., krem do twarzy – Creme De La Mer 70 dol., heroina 100 dol., LSD 3 tys dol., Pluton 4 tys dol., diament 60 tys dol., inhibitor HDAC 100 tys dol., Kaliforn 180 mil dol. za gram.

Największa grupa finansowa świata – Depository Trust & Clearing Corporation (DTCC) z siedzibą w Nowym Jorku posiada 23 bilionów dolarów w aktywach oraz 1.5 biliardów (1 500 000 000 000 000) dolarów wartości dokonanych transakcji finansowych – czyli wartość 18-krotnego rocznego światowego PKB. Światowy PKB to dziś około 80 billionów (80 000 000 000 000) dolarów.

Jeden procent najbogatszych ludzi na świecie posiada więcej niż reszta świata. 62 najbogatsze osoby na świecie posiadały majątek równy majątkowi 3,6 miliarda najbiedniejszych, czyli połowy ludzkości.

Różnica między nieliczną grupą najbogatszych a resztą populacji spektakularnie zwiększa się z każdym rokiem. Ludzie bogaci stają się coraz bogatsi, a biedni ubożeją. Majątek najbiedniejszych mieszkańców świata zmalał w ciągu pięciu lat o 41 proc., podczas gdy najbogatszych wzrósł o 45 proc.

Najszybciej rosnące fortuny należą do ludzi młodych tworzących aplikacje serwisów społecznościowych oraz branżach IT. Evan Spiegel (wiek: 25 lat, majątek 2,1 mld dol.) zarobił majątek zaledwie w 4 lata, od kiedy w 2011 roku stworzył aplikację Snapchat. Nathan Blecharczyk (32 lata, majątek: 3,3 mld dol.) założył w 2008 roku AirBnB. Jack Dorsey (38 lat, majątek: 2,2 mld dol.) założył w 2006 roku Twittera. Mark Zuckerberg (31 lat, majątek 40,3 mld dol.) w 2004 roku założył Facebook. Jan Koum (39 lat) w 2009 roku założył WhatsAppa – dziś największy mobilny serwis komunikacyjny z 800 mln użytkowników. Facebook wykupił go za 19 mld dol. w akcjach i gotówce w 2014 roku. Dziś Koum zasiada w radzie nadzorczej Facebooka i poświęca się działalności charytatywnej. Travis Kalanick (39 lat) założyciel Ubera w 2009 roku, w tym roku zebrał od inwestorów 7 mld dol., co sprawiło, że wycena jego firmy osiągnęła 50 mld dol.

Obecnie ultrabogatych na świecie to około 200 tysięcy osób, którzy dysponują majątkiem w wysokości co najmniej 30 billionów dolarów. Oznacza to, że 0,004 proc. dorosłej populacji świata ma w swoich rękach równowartość 40 proc. światowego PKB. W Polsce takim majątkiem może się pochwalić nieco ponad 800 osób, którzy łącznie posiadają aktywa o wartości blisko 350 miliardów zł.

Aż 88 proc. z ultra zamożnych może pochwalić się wyższym wykształceniem, które z pewnością pomogło im w budowaniu biznesu. Wielu, bo aż 12 proc., udało się osiągnąć status milionera bez dyplomu. Chociażby szef Facebooka Mark Zuckerberg czy twórca Apple – Steve Jobs, obaj nie ukończyli uczelni.

Przedsiębiorczość jest pierwszorzędną cechą wspólną wśród ultrazamożnych ludzi. Większość z nich to biznesmeni, którzy do wszystkiego doszli własnymi siłami. Wciąż są zaangażowani w stworzone przez siebie przedsięwzięcia.

A więc, jak zarobić pierwszy milion w dzisiejszych czasach? Tak jak kiedyś – na poprzednich milionach. Być przedsiębiorczym, wykształconym, kompetentnym, zdeterminowanym na sukces. Wymyślać i wdrażać coś nowatorskiego i niekonwencjonalnego. Następnie spotkać swojego Bogusława Bagsika, który zaprosi do współpracy i współdziałania w intensywnym procesie tworzenia, pomnażania i akumulacji kapitału. Wtedy wejść w nowy, zupełnie inny świat, który będzie się zmieniał każdego następnego dnia.



https://agasiorowski.wordpress.com/2016/.....zy-milion/
_________________
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3057
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 01:32, 02 Wrz '17    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Ruszył ponowny proces Bogusława B. za "piramidę finansową" 1 września 2017 PAP

Przed warszawskim sądem okręgowym rozpoczął się w piątek ponowny proces b. szefa Art-B Bogusława B. ws. wyłudzeń za pomocą tzw. piramidy finansowej. B. - oraz drugi oskarżony w sprawie Maciej G. - nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień.

W styczniu br. Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił poprzedni wyrok sądu I instancji zapadły w listopadzie 2015 r. i skazujący B. oraz G. SA uznał jednak, że Sąd Okręgowy w Warszawie wówczas źle ocenił szkodę osób pokrzywdzonych.

Według prokuratury oskarżeni w latach 2005-2007 oszukali około 170 osób, które zainwestowały łącznie ponad 33,5 mln zł. Grozi za to do 12 lat więzienia.

W pierwszym procesie SO wymierzył B. karę pięciu lat więzienia, a Maciejowi G. - roku więzienia w zawieszeniu. Skazano ich na kary, o jakie wnioskowała wtedy prokuratura. Obrońcy i oskarżeni wnosili o uniewinnienie. W wyroku sąd nałożył też wówczas na B. i G. solidarny obowiązek naprawienia wielomilionowej szkody, poprzez zapłatę określonych kwot poszczególnym, wymienionym w sentencji orzeczenia, pokrzywdzonym.

Rozpatrując apelację II instancja uznała, że doszło do wad postępowania SO właśnie w kwestii naprawienia szkody. "Był to jedyny powód uchylenia wyroku i zwrotu całej sprawy SO" - informował PAP w lutym sąd apelacyjny.

"SO poczynił ustalenia w faktycznym zakresie wysokości szkody wyrządzonej poszczególnym pokrzywdzonym w sposób nielogiczny, niezrozumiały i w oderwaniu od prawidłowo ocenionych dowodów. Miało to oczywisty wpływ na zawarte w wyroku rozstrzygnięcie" - głosiło uzasadnienie orzeczenia SA. Według II instancji SO nie uargumentował też "solidarnego obowiązku naprawienia szkody przez obu oskarżonych, ustalając jednocześnie, że rola Macieja G. była podrzędna i nie odniósł on żadnych korzyści majątkowych z przestępstwa".


Zwracając sprawę I instancji SA wskazał, że w ponownym procesie nie trzeba będzie powtarzać całości postępowania; SO powinien się skoncentrować na "poczynieniu prawidłowych ustaleń faktycznych ws. wartości przedmiotu przestępstwa i wysokości szkody wyrządzonej poszczególnym pokrzywdzonym".

W piątek obaj oskarżeni pytani przez sąd o sytuację majątkową oświadczyli, że są obecnie utrzymywani przez osoby najbliższe. Na kolejnej rozprawie - wyznaczonej na 29 września - ma zostać ustalone, których spośród pokrzywdzonych oraz świadków należy przesłuchać podczas ponownego procesu. "Proces nie zakończy się dzisiaj, ani na kolejnych terminach" - oceniła sędzia Izabela Ledzion.

W sprawie chodzi o podejrzenie przestępstwa polegającego na prowadzeniu działalności w zakresie obrotu maklerskimi instrumentami finansowymi, bez wymaganego zezwolenia.

Dochodzenie wszczęto w 2007 r., po zawiadomieniu Komisji Nadzoru Finansowego. W śledztwie ustalono, że Bogusław B. działał w imieniu spółki z siedzibą w Wlk. Brytanii; prezesem innej ze spółek był Maciej G. Oskarżono ich o to, że wprowadzali inwestorów w błąd, zawierając z nimi poprzez siatkę pośredników umowy. Ich przedmiotem było zarządzanie wpłacanym przez klientów kapitałem; w zamian mieli otrzymywać odsetki.

"W rzeczywistości tworzyli oni pozory profesjonalnej działalności inwestycyjnej. Zamiast gwarantowanego inwestorom jednoprocentowego zysku tygodniowo, czyli 52 proc. rocznie, oraz gwarancji zwrotu kapitału, stworzyli system służący jedynie do wyłudzania środków na zasadzie tzw. piramidy finansowej" - informowali śledczy. Przez jakiś czas umowy były obsługiwane terminowo. Pieniądze pochodziły z wpłat nowych klientów lub z tych samych środków, które przekazał inwestor. Znaczna część zainwestowanych środków nigdy nie została zwrócona.

Pierwszy proces w SO zaczął się w 2012 r. Obrona B. twierdziła, że dowody nie wykazują, by uczestniczył on w działalności spółek będących przedmiotem postępowania - nie zakładał ich, nie był w ich władzach. Jak ocenił SO, takiej linii obrony przeczą ustalone fakty. "Nie ma wątpliwości, że to B. decydował, co i jak w ramach tego czynu przebiega i co się dzieje" - ocenił wtedy sąd.

W warszawskim sądzie okręgowym od września zeszłego roku trwa oddzielny proces, w którym Bogusław B. i jeszcze inna osoba są oskarżeni o "pranie brudnych pieniędzy". Chodzi o kwotę 2,7 mln euro, pochodzącą z oszustwa dokonanego na szkodę szwajcarskiej spółki. Według prokuratury, pieniądze których dotyczy sprawa wpłacono w styczniu 2014 r. na rachunek bankowy w Polsce, a - jak się okazało - pochodziły one z oszustwa dokonanego na niekorzyść jednej ze spółek w Szwajcarii. W tej sprawie termin kolejnej rozprawy wyznaczony jest na 27 września.

Z kolei sprawa spółki Art-B była najgłośniejszą aferą początków III RP. B. ze wspólnikiem Andrzejem Gąsiorowskim mieli, omijając prawo za pomocą tzw. oscylatora (czyli wielokrotnego oprocentowania tych samych pieniędzy w różnych bankach), zarobić 4,2 bln ówczesnych zł (420 mln dzisiejszych zł). W 1991 r. wspólnicy uciekli z Polski i osiedli w Izraelu. Bogusław B. został w 1994 r. zatrzymany w Szwajcarii, wydany Polsce i skazany w 2000 r. na dziewięć lat więzienia.

W 2014 r. prokuratura, prowadząca sprawę Gąsiorowskiego, umorzyła z powodu przedawnienia wątek śledztwa dotyczący oscylatora. Do sądu trafił zaś akt oskarżenia wobec Gąsiorowskiego ws. przywłaszczenia w latach 1990-91 mienia spółki Art-B. Zarzut mówił o blisko 71,8 mln zł - w przeliczeniu na obecne złotówki. W 2015 r. Sąd Okręgowy w Kaliszu umorzył ten wątek ze względu na przedawnienie. Gąsiorowski - który zgodził się na podawanie nazwiska - mówił, że żałuje, iż został pozbawiony możliwości stwierdzenia przez sąd jego niewinności.

Marcin Jabłoński (PAP)
http://forsal.pl/wydarzenia/artykuly/106.....nsowa.html
_________________
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Prawda2.Info -> Forum -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz moderować swoich tematów


ART B spółka cicha i oscylator
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group.