Nasz serwer sponsoruje CJ2 Hosting & Development

 
Uwaga! Prawda2 nie jest forum specjalizującym się w medycynie.
Przestrzegamy czytelników przed szarlatanami żerującymi na chorobach, na które rzekomo znają lekarstwo.
Uważaj by nie zniszczyć zdrowia swojego lub bliskich ufając poradom medycznym z tego forum!

NWO, narkotyki i inne; marihuana - dlaczego zdelegalizowano?   
Podobne tematy
Legalizacja Marihuany466
Przegraliśmy wojnę z narkotykami 80
I tak powiedział Pan do Mojżesza 110
Pokaz wszystkie podobne tematy (13)
Znalazłeś na naszym forum inny podobny temat? Kliknij tutaj!
Ocena:
5 głosów
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Prawda2.Info -> Forum -> Dyskusje ogólne Odsłon: 9005
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
AndyPSV




Dołączył: 30 Maj 2008
Posty: 341
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 23:17, 11 Cze '08    Pojedynczy post Temat postu: NWO, narkotyki i inne; marihuana - dlaczego zdelegalizowano? Odpowiedz z cytatem

http://nw0.info/ POLECAM kazdemu strone, sporo b. filmow (jesli co niektorzy jej nie znaja)
-------------------------------------------------------------------------------
http://ewahankiewicz.w.interia.pl/szaman2.htm
Uwaga to tylko ramka ! Idz do strony głównej

Szaman nr5 (106) maj 1999r.
Uryna - lek nadziei
"Jak odmłodzić się"

Wielu ludzi zastanawia się nad tym, jak przedłużyć lub odzyskać młodość, niezliczone rzesze naukowców poszukują cudownego środka na długowieczność. To wszystko, drodzy Czytelnicy, jest w zasięgu ręki każdego człowieka - cofnięcie się zmian zwyrodnieniowych stawów lub przynajmniej zatrzymanie ich rozwoju, wyczyszczenie naczyń krwionośnych z blaszek miażdżycowych, zniknięcie zmarszczek, odzyskanie przez siwe włosy naturalnego koloru, osiągnięcie lub utrzymanie sprawności ruchowej i umysłowej.

Podstawowym warunkiem osiągnięcia tego jest powrót człowieka do natury, a przede wszystkim do prostego, naturalnego odżywiania, o czym pisałam w poprzednim numerze.

A jak może nam w tym pomóc uryna? Przede wszystkim poprzez picie i lewatywy - oczyszcza ona nasz przewód pokarmowy z toksyn, pleśni, pasożytów. Oczyszczone jelita lepiej trawią i przyswajają produkty odżywcze. Profilaktycznie należy wypijać
ranną porcję moczu, najlepiej między 3 a 5 rano, środkowy strumień duszkiem. Lewatywy natomiast można robić nawet codziennie rano lub wieczorem z moczu podgrzanego do temperatury ciała, w ilości 1/4 do 1 litra.

Wcieranie moczu w skórę pięknie ją odmładza, oczyszcza, regeneruje. Do tego celu można używać moczu świeżego lub kilkudniowego, własnego, dziecięcego, lub osoby dorosłej tej samej płci. Przede wszystkim należy nacierać skórę twarzy, szyi i stóp przez minimum 15 - 30 minut dziennie. Po nacieraniu skórę należy spłukać wodą. Przynajmniej jeden raz w tygodniu powinno się wcierać mocz w owłosioną skórę głowy, a nawet robić na noc kompresy z moczu. Zabiegi te sprawiają, że włosy przestają wypadać, stają się miękkie, gęste, bez łupieżu, a u wytrwałych nawet odzyskują naturalną barwę lub wręcz odrastają. Oczy, do
ktrórych zakraplamy mocz, również odzyskują młodość. Mocz można zakraplać pipetą nawet kilka razy dziennie lub po prostu rano czy wieczorem przemywać oczy moczem.

Warto również profilaktycznie płukać zatoki. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że w zatokach mogą być zgromadzone
nawet dwie szkalanki zbitego śluzu, który utrudnia ich funkcjonowanie. Nie ma lepszego środka na oczyszczenie zatok, jak uryna.
Należy w tym celu, zatykając jedną dziurkę nosa, wciągać mocz w drugą. Poza usunięciem śluzu z zatok mocz poprzez kość sitową
kontaktuje się z tkanką mózgową, regenerując rownież ją.

Te wszystkie zabiegi połączone ze zdrową lub przynajmniej zdrowszą dietą nie odmłodzą nas oczywiście w ciągu tygodnia czy miesiąca. Ale wytrwali na pewno będą mogli cieszyć się wspaniałym zdrowiem i wyglądem swojego ciała przez długie, długie lata.

Ewa Hankiewicz| co o tym sadzicie ? ktos chetny Very Happy do przetestowania ;> ?
--------------------------------------------------------------------------------
http://www.eioba.pl/a82171/rfid_radio_fr.....i_radiowej bardzo ciekawy artykul o chipie RFID (zbior).

Pozdrawiam, zachecam do dyskusji.
----------------------------------------------------------------------------------
Mój prywatny słownik

Konopie

Trochę historii
Ojczyzną konopi jest Azja. Występują tam trzy gatunki tej rośliny. Jej środkowo-azjatycka odmiana, konopie siewne (cannabis sativa), została przewieziona do Europy, a po odkryciu Ameryki, również i na ten kontynent. Najstarsze wzmianki o użyciu konopi pochodzą z 2600 roku p.n.e. W Polsce konopie są znane od tysiąca lat. Odmiana siewna była uprawiana głównie na włókno otrzymywane z łodyg, z którego wyrabiano sznury, liny, worki, a nawet przędziwo tekstylne. Nasiona wykorzystywano do tłoczenia oleju. Na konopnych płótnach malowano obrazy, używał ich m. in. van Gogh. Znane były również narkotyczne właściwości tej rośliny. Odmianę indyjską (Cannabis indica) wykorzystywano od starożytności do wytwarzania haszyszu. Po skolonizowaniu Indii przez Wielką Brytanię wzrosło w Europie zainteresowanie narkotycznym, a także leczniczym działaniem konopi. Rozważano również możliwość zastosowania tej rośliny w medycynie. W 1839 została z powodzeniem użyta jako środek znieczulający przy bólach reumatycznych i bólach tężcowych. Również angielska królowa Wiktoria stosowała konopie dla złagodzenia bólów menstruacyjnych.

Na kontynencie amerykańskim konopie zaczęły być uprawiane z tych samych powodów, co i w Europie. Otrzymywano z nich mocne liny, żagle, worki, a z ich nasion – olej. Włókno konopne wykorzystywano również do produkcji tkanin. Niewiele osób wie, że pierwsze LEVIS-y były sporządzone właśnie z konopi. Wykonywano z nich również flagi amerykańskie. Zwyczaj palenia wysuszonej mieszanki kwiatostanu i liści rozpowszechnił się najpierw w Meksyku, ale na początku XX wieku został przeniesiony do Stanów Zjednoczonych poprzez imigrantów meksykańskich, którzy przywieźli również ze sobą meksykańską nazwę konopi - „marihuana”.

Początkowo Amerykanie, tak jak i reszta świata nic nie mieli przeciw konopiom. Co prawda na początku dwudziestego wieku pojawiły się pierwsze lokalne zakazy na granicy z Meksykiem, ale skierowane one były bardziej przeciw imigrantom latynoskim niż przeciw samej marihuanie. W okresie tzw. „prohibicji” nie zwracano większej uwagi na marihuanę, ponieważ głównym celem ataków był wówczas alkohol, który obwiniano o zepsucie moralne społeczeństwa amerykańskiego. Prohibicja poniosła jednak kompletne fiasko, a jedynym jej efektem było powstanie potężnej mafii alkoholowej, która po zniesieniu zakazu dystrybucji alkoholu przekształciła się w mafię narkotykową. Wówczas to przyczyn degradacji moralnej zaczęto upatrywać w narkotykach. Równocześnie w tym czasie rozwijało się coraz bardziej przemysłowe wykorzystanie włókna konopnego, które znajdowało wciąż nowe zastosowania, m. in. podjęto zaawansowane próby przemysłowego wykorzystania tych włókien do produkcji papieru. Rezultaty były zachęcające. Pewną przeszkodą w masowym wykorzystaniu były trudności w pozyskiwaniu oraz obróbce włókna, ale i z tym sobie poradzono, wynajdując bardzo skuteczne maszyny przyspieszające przetwarzanie konopi. W połowie lat 30-tych zaczęto wiązać z tą rośliną duże nadzieje. Np. magazyn „POPULAR MECHANICS” przewidywał, że wkrótce uprawa konopi przyniesie miliardowe zyski oraz stworzy szansę na duży wzrost zatrudnienia, ponieważ będzie się z konopi produkować wiele różnych rzeczy. W 1937 roku wynaleziono maszynę, która dla konopi była tym, czym dla bawełny „odziarniarka”2. Maszyna ta w sposób rewolucyjny przyspieszyła i powiększyła produkcję, oraz znacznie obniżyła jej koszty.

Niestety, w dwa miesiące po wynalezieniu tej maszyny wprowadzono w USA zakaz uprawy konopi, poprzedzony kampanią na niespotykaną dotąd skalę, do której wykorzystano wszystkie środki masowego przekazu. Główną sprężyną tej kampanii był ówczesny szef Federalnego Biura do Spraw Narkotyków Harry J. Anslinger, który pełniąc swą funkcje przez ponad 30 lat (1930 - 1962) stworzył prawdziwe biurokratyczne imperium. Człowiek ten nazywał marihuanę „zabójczym zielskiem”, „zabójcą młodości”, „rośliną z piekła rodem” i twierdził, że „palenie prowadzi do aktów przemocy i do utraty zdrowia psychicznego”. To on przekonał Kongres Stanów Zjednoczonych o konieczności zakazu uprawy konopi, wygłaszając tam przemówienie o rasistowskim wydźwięku, w którym stwierdził, że „palenie marihuany propagują murzyni, Meksykanie i niektóre kręgi artystyczne”. Za przykład podał przypadek młodego latynosa, który zabił siekierą matkę, ojca, siostrę i dwóch braci, przypisując jego czyn wpływowi marihuany. Niestety, całkowicie pominął fakt, że ów człowiek był chory psychicznie i został zamknięty w zakładzie dla umysłowo chorych.

Dodatkowym nieuczciwym chwytem było to, że w antykonopnej kampanii używano zwykle obcojęzycznej nazwy „marijuana”, która wielu Amerykanom zupełnie nie kojarzyła się z anglojęzyczną nazwą „hemp” (konopie)3.

Zmienione w 1937 roku prawo przewidywało wysokie kary już za sam fakt posiadania marihuany. Pierwszą osobą skazaną w związku z nową ustawą antynarkotykową był 50-letni mieszkaniec Denver, który za posiadanie konopi dostał 4 lata ciężkich robót. Sędzia w uzasadnieniu wyroku stwierdził: „Marihuana jest najgorszym narkotykiem, pod wpływem którego ludzie przemieniają się w bestie”. Jednocześnie nasilono kampanię przeciw marihuanie, stosując bardzo prymitywne hasła, np. „jeżeli zapalisz, to dostajesz kręćka i zaczynasz szaleć”, „jeżeli zapalisz pierwszego papierosa będzie to pierwszy krok do samobójstwa”, „najpierw palisz a potem zabijasz”, „marihuana sprzyja rozwiązłości seksualnej i jest przyczyną demoralizacji amerykańskiego społeczeństwa”. W czasopismach publikowano opowieści o ludziach, którzy palili marihuanę i dopuścili się potem okropnych czynów. Propaganda przeciw konopiom okazała się niezwykle skuteczna zgodnie z zasadą, która głosi, że każda informacja powtórzona co najmniej 50 razy staje się prawdą.

Nagły zwrot w skierowanej przeciw konopiom polityce amerykańskiej nastąpił w 5 lat po wprowadzeniu zakazu ich uprawy, kiedy to amerykańskiej armii, biorącej wówczas udział w II Wojnie Światowej, zaczął dokuczać brak lin. Wtedy to rząd zaczął zachęcać farmerów do uprawy „diabelskiej rośliny” dla potrzeb wojska. Pojawiły się hasła „konopie na liny cumownicze”, „konopie do wielokrążków”, „konopie na buty dla amerykańskich żołnierzy”. Marihuana wróciła więc do łask, chociaż niektórzy dostrzegali w tym hipokryzję władzy. Jednak pod koniec wojny zapotrzebowanie na konopie się zmniejszyło i wtedy znowu wydano wojnę marihuanie.

Trzeba przyznać, że nie wszyscy Amerykanie ulegli antykonopnej propagandzie. Burmistrz Nowego Jorku Fiorello La Guardia nie podzielał opinii ogółu na temat narkotyku, uważał również, że nie można stanowić praw, których nie da się potem wyegzekwować. Odnosił się ze sceptycyzmem do rządowych zapewnień, że przestępczość wśród nieletnich jest spowodowana paleniem marihuany. Z inicjatywy La Guardii powstał zespół badawczy, w skład którego wchodziło 31 naukowców z różnych dziedzin. Mieli oni określić zagrożenia związane z paleniem marihuany. Badania trwały 6 lat, obejmując zarówno zagadnienia medyczne jak i socjologiczne. Komisja La Guardii ustaliła, że palenie marihuany nie prowadzi do powstania niekontrolowanych popędów seksualnych i nie narusza podstawowych struktur osobowości. Opublikowany w 1944 roku raport komisji punkt po punkcie podważał opinie głoszone przez Harrego Anslingera. Anslinger był wściekły. Użył wszystkich swoich wpływów w mediach by zdyskredytować raport. Ograniczył też owym naukowcom dostęp do marihuany, co uniemożliwiło kontynuowanie badań. Nakazał także inwigilację zwolenników konopi.

W latach powojennych, kiedy to zaczęły się badania „działalności antyamerykańskiej” i polowania na komunistów, doszły jeszcze nowe argumenty przeciw marihuanie. Ta diabelska roślina, mówiono, jest dostarczana do Ameryki przez komunistów, którzy chcą w ten sposób osłabić amerykańskie społeczeństwo. Walka z tym narkotykiem jest więc sprawą bezpieczeństwa państwa. Doprowadziło to ustanowienia w 1951 roku ostrzejszych kar za posiadanie narkotyku.

W roku 1956 prezydent Eisenhower podpisał ustawę wprowadzającą jeszcze surowsze kary. Za posiadanie tylko jednego „joint-a” z marihuaną groziło od 2 do 10 lat więzienia, a za handel można było dostać 50 lat (w niektórych stanach nawet dożywocie). Równocześnie propagowano nowe hasło: palenie marihuany prowadzi nieuchronnie do zażywania heroiny.

Rząd Stanów Zjednoczonych zainicjował także serię obrad w ONZ-cie, która miała na celu wprowadzenie zakazu uprawy konopi na całym świecie. Znamienne były przy tym oświadczenia przedstawicieli rządu USA, że żaden kraj nie otrzyma pomocy od Stanów Zjednoczonych, jeśli nie wprowadzi zakazu uprawy marihuany. Działania amerykańskie były nad wyraz skuteczne. Przeważająca większość krajów (ponad sto) wprowadziła zakaz uprawy tej rośliny. Jednocześnie szefowie światowych mafii zacierali ręce z radości. Cena marihuany przekroczyła cenę złota.

Richard Nixon chciał uchodzić za najbardziej nieprzejednanego obrońcę prawa z wszystkich dotychczasowych prezydentów USA. Powołał więc komisję pod przewodnictwem Raymonda P. Shafera, która miała zbadać szkodliwość marihuany. Liczył na to, że komisja uwiarygodni jego antynarkotykową politykę. Opublikowany w 1972 roku raport był jednak zupełnie inny. Komisja wyraziła przekonanie, że „nie należy traktować w kategoriach przestępstwa ani używania, ani posiadania marihuany na prywatny użytek”. Uzasadniano to tym, że „ludzie, którzy dopuszczają się eksperymentów na sobie samych nie powinni być z tego powodu karani”. Raport dalej stwierdzał: „Zażywanie marihuany samo w sobie nie powoduje wzrostu przestępczości”. Ponadto komisja zwróciła uwagę na to, że prawo jest wybiórcze i policjanci podejmując decyzje o aresztowaniu posługują się zwykle dodatkowymi kryteriami, jak wygląd, kolor skóry lub przekonania polityczne.

Po opublikowaniu raportu Nixon nie krył swojego oburzenia. Podobno nawet nie czytał tego dokumentu tylko od razu wrzucił go do kosza. Postąpił wbrew zaleceniom komisji i wydał marihuanie totalną wojnę. Walkę z narkotykami powierzył nowo utworzonej super agendzie DEA (Drag Enforcement Administration).

W latach siedemdziesiątych, zapewne w jakimś stopniu pod wpływem ruchu hippisów, w społeczeństwie amerykańskim zaczęły się coraz częściej pojawiać głosy na rzecz legalizacji posiadania konopi do użytku osobistego. Twierdzono, że istniejące restrykcje są zaprzeczeniem wolności, którą zawsze tak bardzo chlubiła się Ameryka. Palenie marihuany nikomu nie szkodzi, mówiono, a za to sprawia przyjemność. Za co więc wsadza się ludzi do więzienia na długie lata? Twierdzono również, że działania organów ścigania mają znamiona rasizmu, ponieważ często przymyka się oczy na łamanie zakazu posiadania narkotyków przez białych, natomiast bezlitośnie egzekwuje się prawo wobec kolorowych. Wówczas to powstał ruch na rzecz legalizacji marihuany. Symbolem walki o tę sprawę stał się działacz polityczny John Sinclaire skazany na 10 lat więzienia za wypalenie 2 joint-ów. John Lennon na jego cześć skomponował piosenkę.

Pod wpływem takich głosów w 1973 roku stan Oregon jako jedyny zalegalizował posiadanie marihuany. Po pięciu latach badań nie stwierdzono wzrostu spożycia narkotyku w tym stanie. Za przykładem Oregonu poszło więc 10 kolejnych stanów.

Pewna odwilż w całych Stanach nastąpiła z inicjatywy prezydenta Jimmy Cartera, który publicznie opowiedział się za legalizacją posiadania konopi. Jednak nie trwało to zbyt długo, bo wkrótce doradca prezydenta do spraw narkotyków został oskarżony o zażywanie kokainy. Sprawę rozdmuchały środki masowego przekazu. Prezydent J. Carter zdał sobie wtedy sprawę, że jego propozycje dekryminalizacji narkotyku nie mają w kongresie żadnych szans i całkowicie się z tego wycofał.

Wszyscy późniejsi prezydenci popierali walkę z marihuaną, przeznaczając na ten cel coraz więcej pieniędzy. Np. w latach 1948-1963 na walkę z marihuaną wydano tylko 1,5 miliarda dolarów, za to w latach 1980-1998 wydano na ten cel aż 214,7 miliarda dolarów. Tylko za prezydentury Billa Clintona aresztowano za posiadanie tej rośliny 3 miliony osób.

Do tej pory nic się nie zmieniło w sprawie konopi. Większość krajów utrzymała zakaz ich uprawy. Niektóre dopuszczają uprawę tej rośliny tylko w bardzo w ograniczonym zakresie, np. do produkcji papieru. Tylko w nielicznych krajach hodowla konopi jest dozwolona, np. w Chinach, które zresztą nigdy nie zakazały ich uprawy. W Europie ewenementem jest Holandia, w której dozwolone jest zarówno posiadanie marihuany jak i handel tym narkotykiem.

Czy warto uprawiać konopie?
Rzadko która roślina jest tak łatwa w uprawie i jednocześnie ma tak szerokie zastosowania jak konopie. Nie ma specjalnych wymagań klimatycznych, rośnie prawie na każdej glebie i jest bardzo odporna na działanie różnych szkodników, co czyni zbędnym stosowanie środków ochrony roślin (pestycydów).

Ziarno konopne jest źródłem białka i oleju, który może być użyty zarówno do celów przemysłowych jak i spożywczych. Nie ma bowiem w ziarnie narkotyku, zawiera ono za to substancje zmniejszające poziom cholesterolu we krwi.

Włókno konopi może mieć wiele zastosowań, od wspomnianej już produkcji sznurów i lin, poprzez bardzo twarde i mocne płyty paździerzowe nadające się do produkcji mebli, aż do przemysłowego alkoholu napędzającego ekologiczne silniki spalinowe. Z konopi można również otrzymać bardzo mocne tkaniny, nadające się nie tylko na worki czy żagle, ale również na bardzo wytrzymałe ubrania. Dżinsy z włókna konopnego są dziesięć razy mocniejsze od tych, które dziś można kupić w sklepach. Nie przecierają się one przez wiele lat używania i można je prać więcej niż sto razy.

Jednak największe korzyści przynosi użycie konopi do produkcji papieru. Można w ten sposób uzyskać papier doskonałej jakości, porównywalnej z jakością papieru drzewnego, przy znacznie mniejszym koszcie. Ponadto produkcja papieru konopnego nie wymaga tylu dodatkowych substancji chemicznych co produkcja papieru drzewnego. Włókno konopne może również wspomagać odzyskiwanie papieru z makulatury (recycling). Wiadomo, że po kilku cyklach wytrzymałość takiego papieru znacznie spada. Dodatek konopi bardzo wzmacnia tego rodzaju papier4.

Oprócz korzyści ekonomicznych uzyskuje się niewymierne korzyści ekologiczne, ponieważ chroni się w ten sposób lasy. Niestety, główny powód wycinania lasów to papier. Zużycie drewna przy produkcji mebli czy w budownictwie jest dużo mniejsze. Na papier zużywa się rocznie setki milionów ton drewna. Tylko niedzielne wydania gazet i magazynów wymagają ścięcia drzew z jednego, dużego, lasu. Tak więc dzień w dzień, rok w rok, ubywa nam drzew, a aby je odtworzyć potrzeba kilkudziesięciu, a w przypadku niektórych gatunków - nawet kilkuset lat. Konopie rosną tylko 120 dni.

Dziura ozonowa, pogłębiający się efekt cieplarniany to sprawy, które powinny zaniepokoić wszystkich. To paradoksalne, ale wprowadza się coraz więcej dwutlenku węgla do atmosfery i równocześnie wycina się coraz więcej lasów, które ten dwutlenek węgla mogłyby zamienić z powrotem na tlen. Coraz łagodniejsze zimy, topnienie lodów w okolicach podbiegunowych, zaburzenia pogody, huragany, gwałtowne ulewy, podczas których na ziemię w ciągu dwóch godzin spada więcej deszczu niż normalnie w ciągu miesiąca – to dowody na to, że człowiek naruszył równowagę ekosystemu. Jeszcze jest trochę czasu, aby to naprawić. Ale czy ci, którzy kierują światem, wezmą to pod uwagę?

Konopie – zabójca czy lekarz?
Substancje psychoaktywne zawarte w konopiach noszą skrótową nazwę THC (delta-9, delta-6 i delta-1-tetrahydrokannabinol). Wszystkie wymienione poprzednio odmiany tej rośliny zawierają ten narkotyk. Największa jego zawartość jest w kwiatostanie, występuje on również w liściach i w łodygach. Nasiona konopne są od niego wolne.

Wysuszona żywica z żeńskiego kwiatostanu konopi indyjskich nosi nazwę haszyszu i jest używana od dawna, zwłaszcza w krajach muzułmańskich. Wysuszone kwiaty z dodatkiem liści i łodygi różnych odmian5, to popularna marihuana, którą można palić w postaci skręta, joint-a, lub używając specjalnej fajki z filtrem wodnym zwanej bongo. Marihuanę można również spożywać w postaci nalewki czy dodatku do różnych potraw.

Jak działa marihuana, czy szkodzi czy leczy? W dwudziestym wieku przeprowadzono szereg badań naukowych. Wspomniany już zespół badawczy La Guardii nie wykazał szkodliwości tej rośliny. Również raport komisji powołanej przez Nixona, całkowicie zaprzeczył obiegowym opiniom na temat konopi. Jednak nie wszystkie badania naukowe były rzetelne. Np. już w drugiej połowie lat trzydziestych znaleźli się naukowcy popierający antykonopną krucjatę, którzy głosili, że marihuana popycha ludzi do zbrodni i powoduje zmiany w funkcjonowaniu mózgu. Te badania były jednak naciągane, ponieważ opierano je tylko na retrospektywnych spekulacjach. Obywały się one tak, że np. wyszukiwano pośród przestępców tych, którzy palili marihuanę, a następnie twierdzono, że to marihuana spowodowała te przestępstwa. Inny przykład nierzetelnych badań polegał na wyszukiwaniu ucznia, którego wyniki w szkole zaczęły się pogarszać i który palił marihuanę. Gdy znaleziono takiego ucznia, natychmiast przypisywano pogorszenie wyników paleniu marihuany, nie biorąc pod uwagę, że mogło być odwrotnie, tzn., że to złe wyniki w nauce mogły spowodować sięgnięcie po narkotyk.

Naukowcy amerykańscy do dnia dzisiejszego mają problemy z przeprowadzeniem rzetelnych badań, ponieważ za każdym razem muszą mieć zezwolenie na takie badania i na związaną z nimi kontrolowaną uprawę konopi. Jeżeli jakiś uczony występuje o zgodę na badania szkodliwości marihuany to zwykle taką zgodę dostaje dość szybko i oprócz tego może jeszcze liczyć na rządowe dotacje. Jeśli tematem badań są lecznicze właściwości tej rośliny, to wówczas długo czeka na pozwolenie, a jeśli je wreszcie dostanie, to na nic innego już liczyć nie może, nawet na firmy farmaceutyczne, które zwykle nie chcą finansować takich badań.

Tylko te kraje, które nie stosują restrykcyjnej polityki wobec konopi, popierają badania mające na celu wykorzystanie konopi do celów leczniczych czy przemysłowych. W Europie takim krajem jest Holandia, która już wydała dużo pieniędzy na ten cel. Np. w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych rząd holenderski przeznaczył piętnaście milionów dolarów na wyhodowanie beznarkotykowej odmiany konopi. Udało się w końcu taką odmianę uzyskać. Zawartość THC jest niewielka i próby palenia takiej rośliny kończą się bez efektu. Duże dawki powodują tylko ból głowy, nic więcej. Niestety, zarówno rząd Stanów Zjednoczonych, jak i rządy innych krajów które zakazały uprawy konopi, z niezrozumiałych względów nie zezwalają na uprawę tej odmiany.

Wyniki rzetelnych badań wskazują, że konopie mają właściwości lecznicze i mogą służyć do produkcji skutecznych lekarstw. Marihuana pomaga w leczeniu astmy, miażdżycy, kurczów mięśni, bezsenności. Może być stosowana jako łagodny środek przeciwbólowy. THC zawarty w konopiach zmniejsza ciśnienie śródgałkowe oka, jest więc przydatny w leczeniu jaskry. Marihuana zapobiega również mdłościom i wymiotom, zwłaszcza wtedy gdy są one skutkiem ubocznym chemioterapii. Pomaga również zwalczać dolegliwości typowe dla chorych na AIDS. Najnowsze badania wykazują, że podana w małych dawkach i w odpowiedni sposób nie szkodzi, a przeciwnie – stymuluje ośrodki pamięci w mózgu usprawniając proces uczenia się. Szkodliwe jest tylko nadużywanie marihuany. Nie powinny jej również używać dzieci, kobiety w ciąży i kierowcy. Długotrwałe palenie w dużych ilościach może, podobnie jak palenie papierosów, prowadzić do chronicznych chorób górnych dróg oddechowych, jak nieżyt, zapalenie oskrzeli, itp., dlatego można powiedzieć, iż jest to najgorszy sposób przyjmowania tej substancji.

Działanie marihuany zależy w pewnym stopniu od psychiki przyjmującego ten narkotyk. Zwykle jest to działanie rekreacyjne, sedatywne (uspokajające), czasem lekko nasenne. Najczęściej opisywane efekty działania to: zwiększone poczucie humoru, euforia, empatia, poczucie jedności ze światem, wyczulenie zmysłów dotyku, smaku i słuchu. Większe dawki mogą powodować spowolnienie reakcji, zaburzenia w odczuwaniu mijającego czasu, kłopoty z pamięcią krótkoterminową oraz lekkie halucynacje. Do rzadko spotykanych objawów występujących w przypadku umiarkowanego przedawkowania należą: złe samopoczucie, nudności, zawroty głowy, zaburzenia widzenia i słyszenia, drżenie mięśni, palpitacje serca, utrata kontroli nad własnym ciałem, itp. Duże przedawkowanie może prowadzić nawet do śmierci. Dawka śmiertelna to około 3,5 kilograma szczytów roślin wypalonych lub zjedzonych w czasie 24 godzin6.

Zewnętrzne objawy rozpoznawcze, po których można się zorientować, że spożyto lub wypalono marihuanę to rozszerzenie naczyń, zwłaszcza gałek ocznych (przekrwione oczy), stan głębokiego zamyślenia, lub duże rozbawienie.

Jeśli chodzi o wpływ marihuany na zachowanie się człowieka, to najbardziej rzetelne obserwacje można poczynić w Holandii, gdzie użycie tego „miękkiego” narkotyku jest dozwolone. Ciekawe, że wprowadzenie takiego prawa nie spowodowało w ogóle wzrostu zainteresowania marihuaną. Nie zaobserwowano również wzrostu przestępczości, ani niczego innego, co mogłoby świadczyć o zgubnym wpływie tego środka na społeczeństwo. Przeciwnie, w USA bardzo często uczniowie strzelają do nauczycieli, zdarza się to również w innych krajach Europy Zachodniej. Nawet w Polsce były przypadki rzucania się uczennicy z nożem na koleżankę, nauczycielki z nożem na ucznia czy studenta z siekierą na wykładowcę. Czy ktoś jednak słyszał o takich przypadkach w Holandii?

Dokładne badania wykazały, że marihuana nie wywołuje uzależnienia fizjologicznego, tj. zaprzestanie przyjmowania narkotyku nie powoduje skutków ubocznych określanych potocznie mianem „zespołu odstawienia”, z jakim mamy do czynienia np. przy odstawieniu heroiny, kokainy, alkoholu, nikotyny czy innych narkotyków. Rzadko zdarzają się przypadki lekkiego uzależnienia psychicznego. Większość osób, które stosowały marihuanę twierdzi, że mogą ją odstawić na długie miesiące czy lata, bez odczuwania jakiejkolwiek potrzeby jej użycia.

Podsumowując należy stwierdzić, że marihuana na ogół nie prowadzi do uzależnienia, a jeśli nawet niektórych uzależnia, to na pewno nie więcej niż papieros. Za to wprowadza ludzi w pogodny nastrój. Nie ma tu miejsca na stany, które jej przypisywali przywódcy antykonopnej krucjaty. Już w starożytnych Indiach konopie były niezwykle cenione, ponieważ pomagały dokonywać wglądu w siebie i uzyskiwać stan oświecenia. Do czasu amerykańskiej krucjaty konopie były również dobrze traktowane w Polsce, czego mamy przykłady w literaturze, bo to już przecież pan Zagłoba wychwalał zalety konopnego oleum7. Teraz okazuje się, że marihuana może służyć również do produkcji skutecznych lekarstw.

W świetle przedstawionych faktów wydaje się zupełnie niezrozumiałe, dlaczego wywołano w USA histerię, skierowaną przeciw jednej roślinie, której nazwa brzmi konopie, skoro ta roślina ma tyle pożytecznych zastosowań, dzięki której można uratować lasy i ochronić środowisko naturalne przed dewastacją, a której szkodliwość jest niewielka. Dlaczego zakazano jej uprawy, pozwalając równocześnie na uprawę innej rośliny, zwanej tytoniem, która służy tylko do jednego celu jako używka i która wywołuje w dodatku choroby serca i raka płuc. Dlaczego wywierano naciski na inne kraje, doprowadzając do zakazu uprawy tej pierwszej rośliny niemal na całym świecie? Co się kryje za tym kolejnym przykładem hipokryzji rządu Stanów Zjednoczonych?

Dlaczego stało się to, co się stało?
Dlaczego w drugiej połowie lat trzydziestych dwudziestego wieku rozpętano krucjatę przeciw marihuanie, skoro równocześnie w tym czasie wiązano z konopiami wielkie nadzieje, spodziewano się miliardowych zysków? Dlaczego zakaz uprawy konopi wprowadzono dwa miesiące po wynalezieniu wspaniałej maszyny do ich obróbki, która pozwalała na wielokrotne obniżenie kosztów produkcji?

O co tu chodzi? Możemy się tylko domyślać. Mądrość narodów głosi, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Lata trzydzieste ubiegłego wieku to okres dynamicznego rozwoju przemysłu chemicznego. Powstawały na świecie koncerny chemiczne, które przygotowywały się do masowej produkcji tworzyw sztucznych i tkanin syntetycznych. W Stanach Zjednoczonych wiodącą rolę odgrywały wielkie zakłady chemiczne, kontrolowane przez znaną francuską rodzinę Du Pont8, które właśnie przygotowywały się do masowej produkcji nylonu. Du Pont promował nylon jak tylko mógł, ponieważ planował robić z niego niemal wszystko. Nylon miał być wielkim przebojem, Du Pont reklamował go jako „syntetyczny len” czy „syntetyczne konopie”. Potentaci przemysłu chemicznego perspektywę masowej produkcji tkanin konopnych uważali za duże zagrożenie dla potencjalnych zysków z wytwarzania włókien sztucznych, zwłaszcza wobec wynalezienia rewelacyjnej maszyny do przetwarzania konopi. Producenci drewna bali się plajty z powodu możliwości przestawienia się na papier konopny, a właściciele fabryk chemicznych obawiali się też spadku sprzedaży chemikaliów potrzebnych do produkcji papieru z drewna, a zbędnych przy wytwarzaniu papieru konopnego.

Z przedstawionych faktów wynika, że Du Pont mógł być osobiście zainteresowany w tym, aby w trosce o zabezpieczenie popytu na nylon, nie dopuścić do masowego wykorzystania konopi. Ten potentat chemiczny był powiązany ze swoim bankierem, prezesem jednego z największych banków w Ameryce, Andrew Mellonem, który mu pożyczał miliony dolarów. Mellon był w swoim czasie także ministrem skarbu USA. To on powołał na stanowisko Pełnomocnika Rządu do Spraw Narkotyków Harrego J. Anslingera, który bardziej niż ktokolwiek domagał się wprowadzenia zakazu uprawy konopi. To właśnie Anslinger, już jako szef Federalnego Biura do Spraw Narkotyków, rozpętał później krucjatę przeciw konopiom i swoimi wystąpieniami w Kongresie doprowadził do zakazu jej uprawy. Mellon był nie tylko jego szefem. Anslinger był bowiem mężem bratanicy Mellona. A więc wszystko zaczyna tworzyć logiczną całość.

Zatem wydaje się być bardzo prawdopodobne przypuszczenie, że to koncerny chemiczne doprowadziły do ustanowienia zakazu uprawy konopi, aby pozbyć się konkurencji. Właściciele tych koncernów wiedzieli dobrze, kto zagraża ich produktom nafaszerowanym chemikaliami i usunęli ich z drogi.

Ciekawe, że do dzisiejszego dnia stanowisko Stanów Zjednoczonych w sprawie konopi nie zmieniło się ani na jotę, mimo wyhodowania beznarkotykowej odmiany tej rośliny. To również świadczy samo za siebie. Zresztą trudno spodziewać się, że prezydent G. W. Bush będzie chciał dbać o środowisko i ratować lasy, jeśli wycofał się z układu z Kioto o ograniczeniu emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Może inne kraje jednak postąpią inaczej. Jedna Holandia to stanowczo za mało. A może następna będzie Australia?

1 Niniejszy tekst został zainspirowany przez dwa filmy: film australijski - „Plon wart milion dolarów”, reż. Barbara A. Chobocky i Michael Cordell, 1996 i film kanadyjski - „Trawka”, reż. Ron Mann, 1999. Niektóre informacje zawarte w tekście, zwłaszcza na temat pewnych wydarzeń historycznych a także dotyczące pewnych wartości liczbowych, zostały zaczerpnięte z tych filmów. Autor niniejszego tekstu nie jest ani zwolennikiem narkotyków ani przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych, ale czasami trzeba dać świadectwo prawdzie na przekór obiegowym opiniom, zwłaszcza gdy chodzi o dobro naszej Matki Ziemi, a tym samym dobro nas wszystkich.

2 Po wynalezieniu tej maszyny ceny wyrobów bawełnianych spadły tak znacznie, że wyroby te przestały być towarem luksusowym i stały się dostępne nawet dla uboższej części społeczeństwa.

3 Ten zabieg zaowocował również w Polsce. Do dziś wielu Polaków nie wie czym naprawdę jest marihuana. Nawet Słownik Wyrazów Obcych PWN z 1996 roku i później wydane słowniki komputerowe pod hasłem „marihuana” podają: „meksykańska odmiana haszyszu”. Jest to nieprawda, ponieważ haszysz to wysuszona żywica z żeńskiego kwiatostanu konopi indyjskich, a marihuana to wywodząca się z języka hiszpańskiego meksykańska nazwa konopi, których susz pali się w papierosach. Poza tym nie istnieje żadna odrębna meksykańska odmiana, wszystkie odmiany konopi zostały do Ameryki przywiezione, a przed odkryciem amerykańskiego kontynentu nie było tam żadnych konopi.

4 Dodawanie włókna konopnego do papieru z makulatury stosuje się w Holandii.

5 Ponieważ wszystkie naturalne, nie wyhodowane sztucznie odmiany mają THC, więc wszystkimi można się narkotyzować. Najlepsza jest odmiana indyjska, ale najbardziej rozpowszechnione są konopie siewne (Cannabis sativa).

6 Taka ilość konopi, potrzebna do zatrucia śmiertelnego, wydaje się być bardzo duża. Dane na temat dawki śmiertelnej zaczerpnięto z Multimedialnej Encyklopedii Powszechnej, edycja 2002, hasło „marihuana”.

7 W Polsce, w czasach gdy uprawa konopi nie była zakazana o narkomanii konopnej w ogóle się nie słyszało.

8 Hipotezy dotyczące roli, jaką w sprawie konopi miała odegrać rodzina Du Pont, oraz informacje na temat jej powiązań z Andrew Mellonem i Harry Anslingerem zaczerpnięto z filmu australijskiego „Plon wart milion dolarów”, reż. Barbara A. Chobocky i Michael Cordell, 1996. Są to jednak tylko przypuszczenia, nie poparte, jak dotychczas, żadnymi dowodami.
----------------------------------------------------------------------------------
+ http://portalwiedzy.onet.pl/4868,5130,1490968,1,czasopisma.html :O ze ten onet pisze o globalnym "ocipieniu" to wydaje sie nazbyt podejrzane, piszcze co o tym wszystkim myslicie.


======
@AQuatro: jesli chodzi o mocz, to jest silny narkotyk zwany JENKEM: daje haj 15 minut, jest ponoc silniejszy niz sama kokaina: czytaj


a jesli chodzi o te forum to jestem jawnie dyskryminowany 1/post | 24h ;/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
AQuatro




Dołączył: 25 Gru 2007
Posty: 3236
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 23:40, 11 Cze '08    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tekst o konopiach jest raczej w porządku,
ale z tym moczem, to troszeczku przegięcie pały !!
I bzdura na resorach.
Ja znam jeden tylko przypadek picia moczu,
a to nie w celach leczniczych, lecz halucynogennych.
Po prostu, dwa alkaloidy indolowe zawarte w muchomorze czerwonym, przedostają się do moczu praktycznie nie ruszone.
Toteż ludy zachodniej syberii pili mocz innych, i tak w kółko.
W ten sposób wszyscy skorzystali:
http://www.aztekium.pl/baza/ksiazki/halucynogeny/goldenguide/g21-30.shtml.htm
Ale to co piszesz o to raczej bajki.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Goska




Dołączył: 18 Wrz 2007
Posty: 2540
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 05:53, 01 Lip '08    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W Holandii marihuane palic wolno, papierosow nie !

http://www.dziennik.pl/swiat/article2009.....w_nie.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
jarondo




Dołączył: 30 Wrz 2006
Posty: 1666
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 16:48, 22 Wrz '10    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dziś rano w telewizorni, jakiś program państwowy, cykliczny, nie pamiętam tytułu.
Była madame Pitera, i ludzie od marszu zalegalizowania konopii.
Mam pytanie, czy ktoś to widział, czy może nagrał?
Madame gubiła się i odbiegała od tematu, a rozmówcy wytykali jej błędy.
W pewnym momencie zamilkła, bo widać było, że rozmowa toczy się o czymś, czego nie może pojąć.
Proszę o wrzucenie tego gdziekolwiek.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
somebody




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 36
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 20:07, 25 Wrz '10    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.wykop.pl/link/473891/wiedza-julii-pitery-na-temat-marihuany/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3982
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 22:48, 25 Wrz '10    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

somebody napisał:
http://www.wykop.pl/link/473891/wiedza-julii-pitery-na-temat-marihuany/


Gdyby nauczyć moja suke mówić,
to przy swojej psiej inteligencji i tak okazałaby sie sto razy inteligentniejsza od tej Praczki.
Ta baba ośmiesza Polskę!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mamamia




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 504
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 09:38, 26 Wrz '10    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

somebody napisał:
http://www.wykop.pl/link/473891/wiedza-julii-pitery-na-temat-marihuany/


Ci Panowie powinni miec ze sobą dokumenty/raporty/twarde dane i przede wszystkim narzucic wlasny scenariusz dyskusji w tej sprawie. Moge sie zalozyc ze po obejrzeniu tego programu nie przybyl zaden zwolennik legalizacji. Dyskusja, nie tylko ze strony pitery, ale rowniez tych dwoch panow byla chaotyczna i niekonsekwentna. Takie podejscie ze strony polityka to rozumiem, od 20-tu lat tak wygladaja argumenty politykow Polskich. Po prostu zwolennicy legalizacji dali sie sprowadzic do poziomu Pani minister i na tym poziomie ona rozegrala ich jak mlodych leszczy. Jedyna osoba ktora jako tako poruszala sie merytorycznie po temacie byla Pani prowadzaca...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
EaZy




Dołączył: 06 Lut 2010
Posty: 63
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 21:57, 24 Sty '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

chyba najlepszy dokument w temacie.......polecam


Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Krzysiak




Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 410
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 01:47, 26 Sty '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ja sie co do moczu nie zgadzam. Organizm wywala smieci poprodukcyjne i to jest normalne, NIEnormalnosc zaczyna sie, kiedy madrzy ludzie zaczynaja spozywax swoj mocz. Bazujac na takich talentach to mozna jesc gowno, smar z ucha i rzygowiny..

Moze autor lubi to robic i stara sie jakos to wytlumaczyc zeby nie wyszedl na dziwaka a na Szamana. Dla mnie nie jest Pan Szamanem bo rezygnuje Pan z sokow i suplementow, tego nigdy dotad nie bylo"

Szaman powie wam "Kochajcie wszystko dookola - nawet smietniki, latarnie, asfalt pod nogami i w ogole wszystko vo wszyscy jestesmy z tego samego zbudowani Smile
_________________
Nikt nie ma monopolu na prawdę
www.chomikuj.pl/Filmyprawdy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
PanDante




Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 285
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 10:54, 26 Sty '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Z chemicznego punktu widzenia mocz to w 96% czysta chemicznie woda, 1,5% niepotrzebne związki mineralne (nieorganiczne - nie dające się powtórnie przyswoić przez organizm) i 2,5% moczu, czyli CH4N2O, który rozkłada się na wolnym powietrzu do amoniaku NH3 i paru innych substancji. Mocz jest sterylny w przeciwieństwie do takiej kupy, która ma w sobie bakterie Salmonelli, Schigelli i Esterichia coli, trochę grzybków i pierwotniaków, w tym wiciowce oraz już tkankowce: nicienie, ale to zależne od tego kto jakie ma pasożyty.

Wracając do mocznika:
Cytat:
Jest wydalany z moczem, a w niewielkich ilościach z potem.

Chyba jest jakiś cel wydzielania moczniku przez gruczoły potowe, czyż nie? Po co organizm miałby się męczyć z transportem tego związku chemicznego od nerek do takich pachwin, skoro mógłby w całości pozbyć się tego przez siusianie? Czy wydalamy kupę przez skórę? Mam tezę, chociaż moja wiedza jest raczej marna, że niewielkie ilości mocznika rozkładając się na powierzchni skóry, nie dają zbyt przykrego zapachu, a obniżają pH skóry, przez co nie mogą się tam rozwijać bakterie saprofagiczne żerujące chyba na obumarłym naskórku (bakterie rozwijają się optymalnie w środowisku obojętnym lub lekko zasadowym). Tak więc picie mocznika może chyba działać bakteriobójczo.
Z tego co wyczytałem z internetów, mocz był wykorzystywany do polewania ran (czyli de facto, do dezynfekcji rany - zatrzymania rozwoju organizmów chorobotwórczych). Niektórzy też łączą picie rozcieńczonego moczu (proporcja 1:5 moczniku do wody albo i więcej + sok) z postem, dodatkowo piją wtedy dużo wody. Nie umarli. Czasami też picie moczu to mus, kiedy nie ma wody i nie chce zdechnąć się z pragnienia (reguła trójki - 3 minuty bez tlenu, 3 dni bez wody, 3 tygodnie bez jedzenia) - mocz zawiera przecież w przeważającej większości (ponad 95%) wodę.

Woskowina z ucha ma również działanie anty miko- i bakteriobójcze. Moja matka przy regularnym pozbywaniu się woskowiny nabawiła się grzybicy ucha.
Gówno natomiast to delicje dla mikroorganizmów, oraz kiedy już zostanie rozłożone - dla roślinek. Tak naprawdę dla nas gówno śmierdzi (żebyśmy je nie jedli potem Very Happy pomijam kaprofilów którzy dostają orgazmu smarując się kupą), ale pod względem chemicznym to po prostu zbędne dla nas produkty przemiany materii, które zostaną powtórnie wykorzystane w przyrodzie do biosyntezy tkanek, najpierw roślin, potem zwierząt. Zwyczajny obieg materii i energii w przyrodzie.

Pamiętaj Krzysiak, że jesteśmy częścią tego świata. Cywilizacja i technologia oderwały nas od bezpośredniego kontaktu z naturą. Wycinamy lasy i tworzymy jałowe pustkowia które trujemy nawozami NPK i środkami ochrony roślin (pestycydami które dzielą się na insektocydy, fitocydy, fungicydy i takie tam chujstwa) żeby wyrosła roślinka zombie i trafiła w sterylnym opakowaniu (bo w innym przypadku została by w trymiga zjedzona przez saprofity) na nas talerz. A jakie pożywienie takie społeczeństwo.

Natomiast swój kompostnik gromadzimy w takich stężeniach, że staje się zanieczyszczeniem. Zamiast walnąć kloca po bożemu pod krzakiem, robimy wielkie doły kloaczne (tak samo z śmieciami - zamiast wywalić odpady organiczne do ziemi aby się tam rozłożyły i użyźniły ziemię, wywalamy je w jedno miejsce - wysypiska śmieci).

Nie mówię abyśmy wracali do życia jak zwierzęta, po prostu podejście "masowe" do wszystkich dziedzin naszego życia prowadzi do patologii. Do tego punktu, że żarcie które moglibyśmy uprawiać na działce przy domku, sprowadzamy z innego kontynentu - a ile to trudności logistycznych, jaki koszt i w ogóle. Pomyślcie - nasionka marchewki kosztują 1 złotego za paczkę, wysiać je na spulchniony kawałek gleby et voila - macie darmowe żarcie. Normalnie za taką samą ilość marchewek zapłacilibyście 30 razy więcej, w dodatku dostając strute chemiczne, słabe i półżywe marchewki.

To że rośliny chorują jest spowodowane albo skażeniem środowiska, albo chujowej jakości gleby. Już wyjaśniam - roślinka w procesie wzrostu wegetacyjnego pobiera z gleby wodę i rozpuszczone w niej związki nieorganiczne, głównie azot i sole mineralne. Jeżeli gleba jest jałowa = trudno z niej wydobyć jakieś minerały. Jałowa gleba to piasek, żyzna to taka która jest gliniasta, wilgotna, pełna życia: promieniowców, grzybków, bakterii, pierwotniaków, skąposzczetów glebowych: wazonkowców i dżdżownic - w takiej glebie jest pełno łatwo przyswajalnych związków chemicznych, a roślinka z tego korzysta - rośnie, jest silna, odporna na szkodniki i choroby, wydaje solidny plon. Związki węgla roślinka czerpie w procesie fotosyntezy, gdzie CO2 i H2O przy udziale energii świetlnej jest przekształcane w wysokoenergetyczny związek organiczny - glukozę C6H12O6 dając przy tym dużo więcej tlenu niż wykorzystuje w procesie spalania glukozy w mitochondriach. Glukoza jest odkładana w postaci ziaren skrobiowych - bo jest łatwa do magazynowania. Tak powstaje coś z niczego.

Związki mineralne są potrzebne roślince aby usprawnić fizjologię, jeżeli fizjologia roślinki szwankuje, jest ona podatna na działanie patogenów. Proste? A "nowoczesne" rolnictwo tworzy pola zbóż po horyzont, ogromna produkcja masowa, a efektem jest wysokokaloryczne papu, ale nie sprawiające że człowiekowi pracuje lepiej głowa. Chyba o to chodzi właśnie władzy - stworzyć roboli którzy pracują, ale nie myślą.

Istnieje inny sposób życia, w zgodzie z naturą i przy jednoczesnym udziale technologii. Kluczem do tego jest wpasowanie się w przyrodę, a nie ignorowanie jej i forsowanie sprawy na chama.
Nawet nie potrzebuję innych ludzi czy organizacji aby to odkryć i wprowadzić w życie. Sam to zrobię, czy ktokolwiek będzie tego chciał czy nie.

Brzydzę się ludźmi którzy przyjmują że nic się nie da zrobić i lepiej czekać na cud. Nawet jeżeli teraz nic nie wiem, to dążę do tego aby wiedzieć, zrozumieć i wykorzystać to.


edit: ja pierdole, o czym ten temat był? :C
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Krzysiak




Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 410
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 01:34, 28 Sty '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Poleciales troche sobie ale spoko, zdarza sie Very Happy

Uwazam, ze gdyby mocz mial byc dla nas pozyteczny to by nam zaczal z czasem smakowac a tak sie nie dzieje dziwnym trafem.. Z calym szacunkiem ale nie lansuj tutaj jakiegos meczenskiego trybu zycia - Pijmy mocz, spijmy w lesie, miejmy kontakt z natura niech podgryzaja nas robaki. Pomysl po prostu, ze komus to moze zaszkodzic, jak moj kolega, ktory wrocil od jakiegos Szamana co tam je mrowki i mial takie zatwardzenie ze wyladowal w szpitalu i prawie sie przekrecil..

Obejrzyj filmy z tego tematu i sam wyznacz granice - co jest naturalne a co nie
viewtopic.php?t=18876
_________________
Nikt nie ma monopolu na prawdę
www.chomikuj.pl/Filmyprawdy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
PanDante




Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 285
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 03:38, 28 Sty '12    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czosnek też nie jest jakoś specjalnie super smaczny. Ale wykorzystuje się go aby przytępić rozrośniętą populację mikrobów chorobotwórczych. Wódkę też się stosuje w tym celu. Dezynfekuje się rany alkoholem, który wysusza i tym samym nie daje możliwości rozwoju mikrobom. Przecież spirytus salicylowy stosuje się nawet u dzieci. Albo czy ktoś uważa, że tran jest smaczny?

Kiedyś specjalnie poparzyłem sobie przedramiona pokrzywą. O boże, jak piekło. Ale za to niesamowicie poprawiło krążenie. Na drugi dzień już nic nie piekło. Na podobnej zasadzie działają inne rośliny, które zawierają alkaloidy takie jak kofeina, nikotyna lub inna substancja jaką jest tetrahydrokannabinol w maryśce.

Mówisz o życiu jak w naturze jako dzikus. Nie o to mi chodzi. Chodzi mi o wyśrodkowanie. Wszystko jest dla ludzi. Pewnie znasz tą sentencję "dawka czyni truciznę".

Spanie w lesie - w drewnianym domku, w środku zimy przy kominku z wesoło strzelającym ogniem - czemu nie? Picie moczu? Jeżeli komuś to nie szkodzi to w sumie who cares? Chcącemu nie dzieje się krzywda.

Nie chodzi mi o radykalizację, ale o ustabilizowanie się. I żeby żyć w zgodzie z naturą i innymi, nie rezygnując z technologii.Przestać być szkodnikiem, albo w zasadzie czymś gorszym od szkodnika - zwykłym destruktorem. Owady będące szkodnikami roślin, atakują tylko słabe rośliny, więc w zasadzie robią one przysługę przyrodzie. Człowiek niszczy wszystko po równo, tak aby przekształcić to na swoją widzimisię.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Prawda2.Info -> Forum -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz moderować swoich tematów


NWO, narkotyki i inne; marihuana - dlaczego zdelegalizowano?
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group.