Rzeczywistość wirtualna już na stałe przeniknęła do świata polityki.
Terrorysta Zarkawi koordynujący porwania i zabójstwa w Iraku nie istnieje,
tak jak nie istniała w Iraku broń chemiczna itp.
To wymysł CIA, by przeprowadzić pacyfikację miast nie godzących się na okupację.
Kłamstwo usprawiedliwiające porażkę wojny i siłowe rozwiązania w Iraku.
Wymyślony Zarkawi to pretekst do samousprawiedliwienia ludobójstwa
- dowodzą (anonimowo) znający rzeczywistość Bliskiego Wschodu byli
funkcjonariusze CIA.
Zawodnik, za którego głowę Departament Stanu USA wyznaczył nagrodę 25mln dolarów
najprawdopodobniej nigdy nie istniał a jedyny dowód jego doczesnej bytności
to... stare zdjęcie.
Poważnie podchodzące do sprawy FBI nigdy nie umieściło Zarkawiego na liście
poszukiwanych
[czytaj].
Coraz więcej wskazuje też na to, że "globalna, terrorystyczna siatka Al-Kaida"
jest analogicznym mitem propagandowym.
Warto polecić doskonały dokument BBC, w którym dokonuje się analizy tego
zagadnienia
[czytaj1]
[czytaj2].
Cel kreowania tego typu bytów wirtualnych jest dość oczywisty.
Warto w tym miejscu zacytować fragmenty Apelu z Faludży do Kofiego Anana i ONZ:
My wiemy, ze żyjemy w świecie, w którym obowiązuje podwójna moralność.
USA stworzyły sobie w Faludży nowy, mglisty cel: Abu Musab al-Zarkawi.
Al-Zarkawi to nowa wymówka dla usprawiedliwienia zbrodniczych działań USA.
Rok mija odkąd wymyślono tę wymówkę i za każdym razem, kiedy atakują domy,
meczety i restauracje, zabijając kobiety i dzieci, mówią:
"operacja przeciw Zarkawiemu zakończyła się powodzeniem".
Nigdy nie powiedzą, że go zabili, bo on nie istnieje.
Mieszkańcy Faludży zapewniają, że takiej osoby nie ma w mieście,
prawdopodobnie nie ma jej nigdzie w Iraku. Wiele razy mieszkańcy Faludzy mówili,
że jeśli ktoś zobaczy Zarkawiego, niech go zabije. Teraz wiemy, że to nic innego
jak fantom, stworzony przez USA. Nasi przedstawiciele wielokrotnie potępiali
porwania i morderstwa cywili. Nie mamy nic wspólnego z żadnym ugrupowaniem,
działającym w sposób nieludzki. Wasza Ekscelencjo, wzywamy Pana i wszystkich
światowych przywódców do wywarcia jak największego nacisku na administrację Busha,
by skończył zbrodnie przeciw Faludży i wycofał wojsko z miasta.
W naszym mieście było bardzo spokojnie, gdy na jakiś czas się z niego wycofali.
Nie było tu żadnych niepokojów. Administracja cywilna działała bez zarzutu,
pomimo ograniczonych możliwości. Nasz jedyny występek to ten, ze nie
zaakceptowaliśmy okupacji. Mamy do tego prawo według Karty Narodów
Zjednoczonych, według prawa międzynarodowego i wszystkich ludzkich norm.
Finał znamy - 300 tysięczne miasto zostało zrównane z ziemią a gros jego
mieszkańców wymordowano używając do tego m. in. napalmu i broni chemicznej.
Tekst pochodzi ze strony
www.dysydent.home.pl
/ 12 czerwca 2005
|

Zbrodnie w Faludży
Już wiele miesięcy temu spotkałem się z opinią iż najgroźniejszy
dziś (według mediów) terrorysta świata - Al Zarkawi jest
prawdopodobnie jedynie wymysłem, stworzonym przez rząd USA
na potrzeby ukazania personalnego wroga głupawej opini publicznej.
W istocie nikt chyba nie wierzy by jeden człowiek był w stanie organizować
cały iracki ruch oporu i kierować poczynaniami rządu USA.
To tak jakby w czasie niemieckiej okupacji cała polska partyzantka miała
być skupiona wokół jednego fanatyka - nic bardziej absurdalnego.
Partyzantka organizuje się sama, a głównym motorem napędowym tego procesu
nie jest fanatyzm, lecz zbrodnie okupanta. Tak było w Polsce
ponad 60 lat temu, tak też jest dziś w Iraku.
Nasi partyzanci nie byli fanatykami, jak i nie są nimi Irakijczycy -
takie stwierdzenie nie jest nadużyciem, lecz nazwaniem sprawy po imieniu.
Oczywiście media i cała nasza władza twierdzą co innego.
Otaczający nas zewsząd zalew propagandy i kłamstw nie pozwalają nam wyrobić sobie
obiektywnego spojrzenia na problem napaści na Irak. Wręcz przeciwnie,
skłania się nas do tego byśmy wierzyli, iż działania podejmowane przez
Światowy Rząd idą w dobrym kierunku i że są moralne.
Ale czy może być moralnym coś, czego budowa opiera się na codziennych mordach,
skrzętnie ukrywanych przed opinią publiczną?
Albo, co gorsza, na mordowaniu tysięcy ludzi i zrzucaniu winy za to na kogoś innego?
Czy może być moralne morderstwo pomnożone przez kilkaset tysięcy,
ukryte za rzeką kłamstw i przeinaczeń?
Nie może i nie jest - takie postępowanie to najgorsze skurwysyństwo, jakie
można sobie wyobrazić.
Co gorsza, są to metody które stosuje, między innymi,
NASZ RZĄD - obecny jak i zapewne kolejne.
Wszyscy politycy, którzy znają prawdę o wydarzeniach politycznych
na świecie (a trudno jej nie znać gdy jest się politykiem) i ukrywają ją przed
opinią publiczną są WSPÓŁWINNI. Współwinni nie tylko ukrywania prawdy o
zbrodniarzach, ale również współwinni samych zbrodni.
W tej sytuacji działania irackich partyzantów,
są jak mordowanie hitlerowców przez żołnierzy AK. W każdym razie jedni
nie zasługują na większe potępienie niż drudzy.
Porównanie to wydaje się dość oczywiste, jednak czy słyszeliście kiedyś
w mediach podobną opinię? Oczywiście, że nie. I nie usłyszycie - nasze media
już dawno przestały nazywać walczących o niepodległość swego kraju
Irakijczyków partyzantami.
Zmieniło się to z dnia na dzień - mniej więcej w czasie gdy Bush ogłosił zakończenie wojny.
Dziś są to już tylko terroryści, pod sztandarem Al Zarkawiego, Ala Kaidy,
czy innego islamskiego czorta, mniej lub bardziej wirtualnego.
Kto przemianował partyzantów na terrorystów?
Wolne media? Rzetelne dziennikarstwo? Wolne żarty.
Wystarczy zauważyć, że hitlerowska propaganda również nie nazywała polskich partyzantów
żołnierzami, lecz bandytami - bezwzględnymi zwierzętami,
których jedynym celem było sianie
terroru. Podobnie jak dziś, wówczas też trwała napastnicza wojna, w której media miały
określoną misję do spełnienia; uczynić Niemców bezmyślnym tłumem, który
ślepo ufa swemu rządowi i posłusznie wykonuje jego polecenia.
Nawet wbrew sumieniu, za cenę własnej zguby.
Niemcy z lat 30-tych XX wieku wcale nie byli mniej bystrzy,
ani gorzej wykształceni niż Amerykanie początku XXI wieku.
Mimo to dali się zwieść socjotechniczym sztuczkom swoich władców.
Dlaczego historia nie miałaby się powtórzyć? Wszystko jest na dobrej drodze.
Tym właśnie jest dziś m.in. misja pokojowa ONZ (stabilizacyjna
- jakby ktoś nie wiedział), w której udział
bierze Wojsko Polskie na polecenie prezydenta Kwaśniewskiego,
z pełnym poparciem polskich mediów, rządu oraz, praktycznie całej, opozycji.
Kimże są ci ludzie i jakimi kierują się pobudkami? Czyje interesy reprezentują?
Trudno powiedzieć - ja w każdym razie nie jestem znajomym żadnego z nich.
Pretekstem do wojny było ludobójstwo przypieczętowane perfidnym kłamstwem
pod tytułem 11 września.
Dziś wydaje się, iż był to dopiero początek prawdziwej fali
propagandy, którą Światowy Rząd pisze naszą historię.
Czy mu się to udaje - sami wiecie najlepiej.
Komentarze na Forum...
Zobacz także:
- Eksterminacja ludności cywilnej w Faludży. Fotografie
- Masakra. Raport z oblężonej Faludży do ONZ
- GrazingSheep.com - Terroryzm - część I
- irak.pl
Six years after the intense fighting began in the Iraqi town of Fallujah between US forces and Sunni insurgents, there is a disturbingly large number of cases of birth defects in the town.
Fallujah is less than 40 miles (65km) from Baghdad, but it can still be dangerous to get to.
As a result, there has been no authoritative medical investigation, certainly by any Western team, into the allegations that the weapons used by the Americans are still causing serious problems.
The Iraqi government line is that there are only one or two extra cases of birth defects per year in Fallujah, compared with the national average.
'Daily cases'
But in the impressive new Fallujah General Hospital, built with American aid, we found a paediatric specialist, Dr Samira al-Ani, who told us that she saw two or three new cases every day.
Most of them, she said, exhibited cardiac problems.
When asked what the cause was, she said: "I am a doctor. I have to be scientific in my talk. I have nothing documented. But I can tell you that year by year, the number [is] increasing."
The specialist, like other medical staff at the hospital, seemed nervous about talking too openly about the problem.
They were well aware that what they said went against the government version, and we were told privately that the Iraqi authorities are anxious not to embarrass the Americans over the issue.
There are no official figures for the incidence of birth defects in Fallujah.
The US military authorities are absolutely correct when they say they are not aware of any official reports indicating an increase in birth defects in Fallujah - no official reports exist.
Mothers warned
But it is impossible, as a visitor, not to be struck by the terrible number of cases of birth defects there.
We heard many times that officials in Fallujah had warned women that they should not have children.
We went to a clinic for the disabled, and were given details of dozens upon dozens of cases of children with serious birth defects.
One photograph I saw showed a newborn baby with three heads.
While we were at the clinic, people kept arriving with children who were suffering major problems - a little girl with only one arm, several children who were paralysed, and another girl with a spinal condition so bad I asked my cameraman not to film her.
At the clinic we were told that the worst problems were to be found in the neighbourhood of al-Julan, near the river.
This was the heart of the resistance to the Americans during the two major offensives of April and September 2004, and was hit constantly by bombs and shells.
River water
We went to a house where three children, all under six, were suffering from birth defects.
Two boys were partially paralysed, and their sister clearly had serious brain damage.
Like all the other parents we spoke to, their mother had no doubt that the American attacks were responsible.
Outside, a man who had heard we were there had brought his four-year-old daughter to show us. She had six fingers on each hand, and six toes on each foot.
She was also suffering from a number of other serious health problems. The father told us that the house where they still lived had been hit by an American shell during the fighting in 2004.
There may well be a link with drinking-water, especially in al-Julan.
After the fighting was over, the rubble from the town was bulldozed into the river bank, and most people in this area get their water from the river.
The true causes of the problem, and the question of the effects of the weapons the Americans used, can be resolved only by a proper independent inquiry by medical experts.
And until the security situation in and around Fallujah improves, it will be difficult to carry that out.
Tekst pochodzi ze strony
news.bbc.co.uk
/ 4 marca 2010
|
CANCER—THE DEADLY LEGACY OF THE INVASION OF IRAQ
Cancer is spreading like wildfire in Iraq. Thousands of infants are being born with deformities. Doctors say they are struggling to cope with the rise of cancer and birth defects, especially in cities subjected to heavy American and British bombardment.
The cancer rate in the province of Babil, south of Baghdad has risen from 500 diagnosed cases in 2004 to 9,082 in 2009.
In Basra there were 1885 diagnosed cases of cancer in 2005. According to Dr. Jawad al Ali, director of the Oncology Center, the number increased to 2,302 in 2006 and 3,071 in 2007. Iraqi doctors say cancer cases increased after both the 1991 war and the 2003 invasion.
Abdulhaq Al-Ani, author of “Uranium in Iraq” told Al Jazeera English that the incubation period for depleted uranium is five to six years, which is consistent with the spike in cancer rates in 1996-1997 and 2008-2009. Pentagon used more than 300 tons of depleted uranium in 1991. In 2003, the United States used more than 1,000 tons.
Title: Cancer-The deadly legacy of the invasion of Iraq
Source: One World. New America Media, January 6, 2010
URL: newamericamedia.org
And aljazeera.net
Author: Jalal Ghazi, Student Researcher: Kristy Nelson Faculty Advisor: Julie Flohr Sonoma State University
mediafreedominternational.org
|
|