Tak, Sylwek w aktorstwie i odgrywaniu zapierających dech w piersi ról, to dobry był od maleńkości!
Pamiętam jak na pogrzebie naszego wujka w październiku 1974 roku, zanosił się od płaczu przy trumnie wujasa, którego wcale bynajmniej nie darzył nadmierną atencją, jak zawodowa płaczka, której za to zapłacono. Kątem oka spoglądając spode łba co chwila ilu uczestników tej smutnej uroczystości zgromadzonych w kaplicy eksportacyjnej, wzięło to jego zawodzenie za dobrą monetę i kupiło jako real ten teatralny cyrk, który odstawiał. Sama ciotka była tym jego zachowaniem po prostu zdumiona, dosłownie babkę zatkało.
Kilkanaście minut później już nad grobem, zachowywał się tak jakby w ogóle nic się nie stało. Pamiętam jak mój ojciec w przeciwieństwie do reszty ludzi, ledwie się hamował wtedy by nie wybuchnąć śmiechem, gdy zobaczył Sylwka w akcji.
Jako małolat Sylwek wpadł na pomysł, coby symulować chorobę serduszka, która uwolniła by go od pomocy w domu swojej matce. Po powrocie ze szkoły grał w piłę ponad godzinę na pobliskim boisku, a gdy wiedział, że starsza za niedługo wróci z pracy, gnał do chaty i włóżeczku zawodził jak to dziś on się strasznie źle czuje i matka kupowała to przez całe lata.
Po skończeniu Technikum Mechanicznego wziął się za jakieś studia, których chyba nie dokończył, bo ożenił się z bardzo fajną i porządną było nie było dziewczyną, co dziś należy do rzadkości, coby taką spotkać. Niezadługo jednak, bo po dwóch chyba latach zrobił ją w konia i odszedł do jakiejś rozwódki mamei z córką, która wykiwała go po również chyba dwóch latach. Chciał potem wrócić do swojej pierwszej żony, ale tak wyjechała w międzyczasie do Szwecji. Nie wiedząc, że jego pierwsza wybranka w miedzyczasie wyszła w Szwecji po raz drugi za mąż, pojechał tam za nią licząc, że walnie skruchę i dziwczyna wpadanie mu w ramiona, ale się biedak przeliczył. Potem imał się różnych zajęć i w końcu, jak opowiadała mi o tym ciotka, wyruszył do Warszawki na podbój świata, i udało mu się wreszcie poskładać do kupy swoje życie. Osobiście cieszę się, że odniósł sukces. Zyczę mu, aby wiodło mu się jak najlepiej. A to, że ciągle odgrywa aktorskie role, byleby tylko o nim było głośno. No i co z tego? Aktorem był już od dziecka i to znakomitym. Wielu popaprańców po studiach aktorskich może Sylwkowi buty czyścić po względem talentu, bo tę iskrę tegoż talentu aktorskiego to trzeba mieć od Boga, gdyż nie da jej żadna aktorska szkoła, jeśli się jej nie posiada od urodzenia. Pierwszy menager Rolling Stones'ów mawiał do swoich podopiecznych: ,,Nieważne co o was i jak o was będą mówić, ważne jest żeby mówili. Bo będzie źle, gdy przestaną o was mówić cokolwiek''. Sylwek jak widać wziął sobie do serca tę złotą radę, wartą więcej niż samo złoto. I niech się chłopakowi wiedzie!