Wszystko sprowadza się do (próby) kontroli przepływu kapitału.
Rząd który posuwa się do tego przyznaje desperację sytuacji.
Zamiast sobie zadawać pytanie jak ściągnąć kapitał, on kmini jak zablokować jego własny kapitał przed spierdalaniem.
Z tym że kompletnie abstrahując od tego dlaczego ten kapitał chce spierdalać - na tym polu akurat czyniąc sytuacje coraz gorszą.
To tak samo jak pamiętam pod koniec komuny robili takie rzeczy jak "zamrożenie cen i płac" - ha