Nasz serwer sponsoruje CJ2 Hosting & Development

 
Totalna hegemonia USA  
Znalazłeś na naszym forum temat podobny do tego? Kliknij tutaj!
Ocena:
8 głosów
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Prawda2.Info -> Forum -> Publicystyka Odsłon: 5475
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Venom




Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 1681
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 23:03, 05 Lut '12    Pojedynczy post Temat postu: Totalna hegemonia USA Odpowiedz z cytatem

Fragment książki "Nowa Sławia"
WALDEK PASTUSZKA, ŁUKASZ ROGALSKI

W całości możecie ją pobrać tu:
http://hostuje.net/file.php?id=d710eadbedc2a7e68e990ec6fcb0765c


Totalna hegemonia USA W światowym systemie kapitalistycznym (1945—1970)
Od końca XIX wieku do 1945 roku historię świata wyznacza walka i 30-letnia wojna (1914—1945) o sukcesję brytyjską między USA a Niemcami, zakończona zwycięstwem Stanów Zjednoczonych i ustanowieniem ich totalnej hegemonii w światowym systemie kapitalistycznym na okres 25 lat (1945—1970). Związek Radziecki nie był nigdy — poza sferą ideologu przekształconej w „fałszywą świadomość ludzkości” — pretendentem do panowania nad światem. W okresie wojen totalnych panowanie nad światem mogła zapewnić jedynie supermocarstwowość we wszystkich jej wymiarach, a szczególnie istotną stała się supermocarstwowość gospodarcza. Tymczasem Związek Radziecki pozostawał od 1917 do 1990 roku supermocarstwem ideologicznym i politycznym na gospodarczo glinianych nogach. Radziecka biurokracja totalitarna wykorzystywała antagonizm niemiecko-amerykański, by możliwością przechylenia szali zwycięstwa na stronę Niemiec lub USA, wymuszać ustępstwa terytorialne i polityczne. Tym radzieckim języczkiem u wagi były dla Niemiec zasoby energetyczno-surowcowe Związku Radzieckiego, a dla USA — radzieckie mięso armatnie.
Świat był poznawalny i rządzalny w okresie 1945—1970, a w latach 60. był wspaniale ustabilizowany wyłącznie dzięki temu, że Stany Zjednoczone sprawowały w światowym systemie kapitalistycznym totalną, przez nikogo nie kwestionowaną hegemonię. A Pax Americana spoczywała na dwóch filarach — gospodarczo na Układach z Bretton Woods, a politycznie — na Układach Jałtańskich.
Niemiecka próba przejęcia sukcesji amerykańskiej (1970—1981)
Pod koniec lat 60. zarysował się zmierzch totalnej hegemonii USA w światowym systemie kapitalistycznym, przede wszystkim w sferze gospodarczej. Rozpoczęła się III (ekonomiczna) wojna światowa między USA, Japonią i Niemcami. Najpierw, bo już pod koniec lat 60. podważony został ekonomiczny fundament totalnej hegemonii Stanów Zjednoczonych, tzn. Układy z Bretton Woods, które czyniły z dolara jedyną walutę światową, formalnie wymienialną na złoto. Zniesienie owej wymienialności, oficjalnie usankcjonowanej w 1971 r. prowadziło do faktycznej, gwałtownej dewaluacji dolara, dwóch szoków naftowych (1973 i 1979) oraz do „płynnych kursów” walut i destabilizacji gospodarki światowej. Jedynym pretendentem do sukcesji amerykańskiej mogły być w praktyce Niemcy pod warunkiem jednak, że uzyskają poparcie Związku Radzieckiego. Porozumienie radziecko-niemieckie z 1970 r. o demontażu Układów Jałtańskich, zjednoczeniu i odbudowie supermocarstwowości terytorialno-państwowej Niemiec, pozbawiało totalną hegemonię USA drugiego, politycznego jej fundamentu. W zamian Niemcy miały podjąć się gospodarczej kolonizacji Związku Radzieckiego, ratując od bankructwa politycznego radziecką biurokrację totalitarną, a ponadto dysponując supermocarstwowością nuklearną Związku Radzieckiego były w stanie zneutralizować ewentualny szantaż nuklearny ze strony USA. Kolonizacja gospodarcza Związku Radzieckiego otwierała przed Niemcami drogę na Pacyfik, gdzie od zakończenia II wojny światowej kształtuje się nowe gospodarcze centrum świata (dotychczas usytuowane na Atlantyku). W obliczu tego zagrożenia Stany Zjednoczone weszły w sojusz-symbiozę (NICHIBEI) z Japonią. Jednakże mimo załamania się w Polsce porozumienia radziecko-niemieckiego i powrotu w 1987 r. za sprawą M. Gorbaczowa do porozumienia radziecko-amerykańskiego, Stany Zjednoczone nawet w sojuszu-symbiozie z Japonią nie były w stanie podjąć się kolonizacji gospodarczej Związku Radzieckiego. W konsekwencji dopełniło się polityczne bankructwo radzieckiej biurokracji totalitarnej, którego konsekwencją był rozpad podporządkowanego politycznie Związkowi Radzieckiemu bloku komunistycznego oraz bałkanizacja i libanizacja Związku Radzieckiego.
Koniec złudzeń w krajach kapitalizmu zależnego
Paradoksalnie w latach 70., kiedy rozpoczął się definitywny zmierzch światowego systemu kapitalistycznego, zrodziły się w krajach rozwijających się i niektórych krajach tzw. realnego socjalizmu największe nadzieje na szybki, autentyczny rozwój gospodarczy. Nadzieje te rozbudzone zostały za sprawą łatwych kredytów obficie udzielanych przez wysoko rozwinięte kraje kapitalistyczne wybranym krajom rozwijającym się (Meksyk, Argentyna, Brazylia) i niektórym krajom tzw. realnego socjalizmu (np. Polska) bez warunków wstępnych, na długie terminy i przy stopie oprocentowania kształtującej się często poniżej stopy inflacji. Miało to być zapowiedzią nowego światowego ładu gospodarczego, w którym kraje rozwijające się miały w perspektywie 2000 roku wytwarzać 30% światowej produkcji przemysłowej.
W rzeczywistości wysoko rozwiniętym krajom kapitalistycznym groził największy w dziejach światowego systemu kapitalistycznego krach finansowy, a „łatwe kredyty” okazały się najlepszym dla nich rozwiązaniem. Brutalna dewaluacja dolara w wyniku zniesienia jego wymienialności na złoto wyzwoliła powódź dziesiątków miliardów euro-dolarów gorączkowo szukających lokaty. Główni (arabscy) producenci ropy naftowej dokonujący transakcji przede wszystkim w dolarach zareagowali gwałtownym, 5-krotnym wzrostem cen ropy naftowej (I szok naftowy), wyzwalając jeszcze większą powódź petro-dolarów szukających nie mniej gorączkowo niż euro-dolary lokaty.
Kredytobiorcy z krajów rozwijających się i krajów tzw. realnego socjalizmu łudzili się, że „łatwe kredyty” będą istniały wiecznie. Dlatego też budowali gigantyczne programy inwestycyjne w zakresie infrastruktury technicznej i socjalnej oraz produkcji podnosząc jednocześnie wysoko place. Nie byli oni jednak w stanie, zwłaszcza w krajach rozwijających się z uwagi na brak kadr i korupcję, o czym doskonale wiedzieli kredytodawcy racjonalnie wykorzystać udzielonych kredytów.
Uwolniwszy się od „zatorów kapitałowych” już pod koniec lat 70. wysoko rozwinięte kraje kapitalistyczne przeszły nagle do polityki „trudnych kredytów” podwajając już w 1979 r. stopę procentową. Okazało się wówczas, że kraje rozwijające się i kraje tzw. realnego socjalizmu nie są w stanie spłacać nawet odsetek. Kolejna powódź petro-dolarów w wyniku II szoku naftowego (1979 r.), który oznaczał 4-krotny wzrost ceny ropy naftowej nie stworzyła już zatorów kapitałowych. Niewypłacalni dłużnicy, którym na szyję zarzucono pętlę zadłużenia, stojący wobec konieczności rekonstrukcji długów musieli przyjmować warunki narzucane przez wierzycieli, których interesów broniły dwie potężne międzynarodowe instytucje finansowe zrodzone w Bretton Woods — Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Międzynarodowy Fundusz Walutowy narzuca swoje „programy dostosowawcze”, w których oficjalnym celem jest przywracanie równowagi bilansu płatniczego i zabezpieczenie spłaty zadłużenia. Istotny jest fakt, że „nowe” kredyty są udzielane przy pomocy kroplomierza na krótkie terminy. Destrukcyjne skutki tej działalności Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego są najbardziej widoczne w Afryce subsaharyjskiej, którą z coraz większą częstotliwością nawiedzają klęski głodowe.

U progu Trzeciego Tysiąclecia
III (ekonomiczna) wojna światowa oznacza, że trzy supermocarstwa gospodarcze (USA, Japonia, Niemcy) łagodzą obecnie swoje wzajemne antagonizmy kosztem reszty świata, a w szczególności kosztem krajów rozwijających się i byłych krajów komunistycznych. W tej ostatniej grupie krajów likwidują one przemysł i rolnictwo, by wyeliminować z rynku światowego potencjalnie bardzo groźnych konkurentów i zyskać tam chociażby niewielki rynek zbytu. W krajach rozwijających się nie muszą niszczyć przemysłu przetwórczego. gdyż nie dopuścili do jego powstania, a w dziedzinie rolnictwa kraje te z uwagi na eksplozję demograficzną, w szczególności miejską, stały się w gwałtownie rosnącej skali importerami żywności.
W sytuacji totalnej destrukcji gospodarczej istnieje groźba niekontrolowanych wybuchów społecznych, zarówno w krajach rozwijających się, jak i w byłych krajach komunistycznych, a żadne supermocarstwo gospodarcze nie jest już obiektywnie w stanie ustanowić własnej totalnej hegemonii w światowym systemie kapitalistycznym i uczynić świat poznawalnym, a tym samym i rządzalnym. Dla wielkiej światowej finansjery, która przejmuje totalną kontrolę nad całą światową gospodarką, jedyną szansą uwiecznienia światowego systemu kapitalistycznego jest utworzenie dwóch światowych rządów — politycznego, pozornie decydującego o losach ludzkości i gospodarczego, któremu ten pierwszy byłby nieformalnie podporządkowany.
Na naszych oczach Organizacja Narodów Zjednoczonych przekształca się w światowy rząd polityczny, bowiem Stany Zjednoczone, jako główne supermocarstwo militarne (po rozpadzie Związku Radzieckiego) nie są już w stanie z uwagi na rosnącą niemoc ekonomiczną pełnić roli światowego żandarma. Role t przejmuje ONZ. a sekretarze generalni tej organizacji wychodzą tym oczekiwaniom naprzeciw. firmując interwencje zbrojne wysoko rozwiniętych krajów kapitalistycznych w Kuwejcie, Jugosławii, Somalii itp.
W chwili obecnej, główną przeszkodą na drodze ustanowienia dwóch rządów światowych jest Europa Zachodnia jako silna regionalna, gospodarcza i polityczna wspólnota państw. Nie jest więc przypadkiem, że europejski system walutowy stał się głównym przedmiotem ataków ze strony wielkiej finansjery światowej, firmowanych przez jej figuranta — G. Sorosa. Ustanowienie 15-procentowego pasma wahań kursów wymiennych walut zachodnio-europejskich jest faktycznym przekreśleniem europejskiego systemu walutowego.
Jednym z głównych narzędzi w procesie ustanawiania światowego rządu gospodarczego jest .„deetatyzacja” gospodarki (likwidacja przedsiębiorstw państwowych oraz uniezależnienie od państwa banku centralnego), realizowana pod hasłem „wolnego handlu” i „prywatyzacji”. Idzie o to, by pozbawić państwo wpływu na gospodarkę narodową i sprowadzić jego funkcje do zadań wyłącznie politycznych, indoktrynacyjnycb i policyjnych wobec własnego narodu i społeczeństwa. W konsekwencji, światowy rząd polityczny (za fasadą ONZ), złożony z przedstawicieli państw stanie się w sposób bardzo dyskretny narzędziem światowego rządu gospodarczego.
Światowy rząd gospodarczy będzie realizował program ludobójstwa, zgodnie z „naukową” doktryną „obrońców naturalnego środowiska człowieka”, którzy dowodzą, że nie światowy system kapitalistyczny, lecz eksplozja demograficzna staje się główną przyczyną niszczenia tego środowiska. Stąd wynika, że to człowiek jest dla człowieka największym zagrożeniem. Stalinowskie i faszystowskie metody ludobójstwa oparte na fizycznej eksterminacji zawiodły, gdyż były zbyt kosztowne, a mocodawcy zbyt niecierpliwi. Programy dostosowawcze Międzynarodowego Funduszu Walutowego, które prowadzą do destrukcji gospodarczej oraz do totalnej degradacji duchowej i materialnej społeczeństw krajów rozwijających się i krajów byłego bloku komunistycznego są maltuzjańskimi, ludobójczymi programami obliczonymi na kilkadziesiąt lat. A mocodawcy nie muszą się niecierpliwić, gdyż groźbie wybuchów społecznych umiejętnie rozplanowanych w przestrzeni i czasie będą w stanie zapobiec lub skutecznie stłumić państwa polityczne o charakterze policyjnym, których działalność będzie tym bardziej efektywna, że uwolnione od odpowiedzialności za gospodarkę, będą mogły skupić się na doskonaleniu metod terroru indoktrynacyjnego i represyjnego.
Uchwycenie istoty epokowych przeobrażeń dokonujących się w świecie współczesnym jest pierwszym warunkiem trafnego usytuowania Polski w kontekście gospodarki i społeczności światowej. Świat przekształcił się w planetarną wioskę. W konsekwencji, niezależnie od tego, czy pragniemy, czy też nie „otwarcia na świat”, jesteśmy tak uwikłani w splot międzynarodowych stosunków gospodarczych, społecznych i politycznych, że strategia rozwoju Polski musi przyjąć jako swój fundament teoretyczny i praktyczny cały ów splot. Jest to tym bardziej oczywiste i konieczne, że jako kraj średniej wielkości, w większym stopniu podlegamy zewnętrznym presjom niż sami możemy na zewnętrzny splot wydarzeń oddziaływać zwłaszcza, że „elity” intelektualne w Polsce nie potrafią i nie chcą samodzielnie myśleć, a w dalszej konsekwencji „elity” polityczne nie potrafią i nie chcą samodzielnie działać.

Międzynarodowe „uwikłanie” Polski
Realizm polityczny każe stwierdzić, że stosunki między państwami nie opierają się ani na prawie, ani tym bardziej na moralności, lecz na interesie i przemocy. W tym świetle należy rozpatrzeć cały powojenny okres. Polityczne podporządkowanie Polski Związkowi Radzieckiemu było efektem nie jednostronnej, arbitralnej decyzji radzieckiej biurokracji totalitarnej, lecz porozumienia radziecko-amerykańskiego z 1941 r. usankcjonowanego w Układach Jałtańskich (1945 r.), które jednocześnie ustalały kształt terytorialny i państwowy naszego kraju. Demontaż Układów Jałtańskich, zakodowany w porozumieniu radziecko-niemieckim z 1970 r. nie przywracał nam ziem wschodnich, lecz zakładał rozbiór Polski i zredukowanie jej obszaru do granic Księstwa Warszawskiego.
Rzetelność naukowa zmusza do stwierdzenia, że nacjonalizacja (unarodowienie) kluczowych działów gospodarki narodowej, która uwalniała Polskę od ekonomicznego dyktatu obcego kapitału, stwarzała obiektywne przesłanki suwerennego rozwoju gospodarczego Polski, a reforma rolna (1944 r.) była historyczną koniecznością, której nie negowało państwo okresu międzywojennego, choć niewiele uczyniło by ją urzeczywistnić. Co więcej, nie reforma rolna doprowadziła do zniesienia panowania obszarnictwa, lecz polityka obu okupantów. Jedynie na obszarze Generalnego Gubernatorstwa obejmującego 1/3 obszaru przedwojennej Polski zachowała się, choć znacznie, okrojona, wielka własność ziemska. Osadnictwo na Ziemiach Odzyskanych w znacznie wyższym stopniu niż reforma rolna przyczyniło się do zaspokojenia chłopskiego głodu ziemi.
Zło nie polegało więc na nacjonalizacji kluczowych działów gospodarki narodowej i reformie rolnej. W zakresie przemysłu zło polegało na likwidacji podmiotowości gospodarczej załóg, które w latach 1944—1945 przejmowały odpowiedzialność za zakłady pracy zdewastowane przez okupanta, zabezpieczały ocalone maszyny i urządzenia, uruchamiały produkcję i za pośrednictwem powoływanych przez siebie komitetów fabrycznych i rad załogowych pełniły funkcje gospodarza majątku narodowego. Były to zalążki uspołecznienia, które biurokracja państwowa ograniczała, by je zlikwidować całkowicie w 1949 r. W zakresie rolnictwa W. Gomułka dał gwarancję chłopstwu, iż jego gospodarka nie zostanie skolektywizowana. I słowa dotrzymał, kiedy w 1956 roku wrócił do władzy. Rady robotnicze w okresie 1956—1958 były kolejną próbą uspołecznienia przedsiębiorstw upaństwowionych. Ich likwidacja pozbawiła W. Gomułkę rzeczywistego oparcia społecznego, a gospodarkę po krótkim okresie ożywienia (1957— 1959) doprowadziła zwłaszcza w latach 60. do absolutnej stagnacji. W rezultacie wspólnym wysiłkiem przedstawiciele nurtu stalinowskiego i socjaldemokratycznego w kierownictwie partii i rządu oraz w „opozycji” zarówno w kraju, jak i za granicą zorganizowali wydarzenia” 1968 i 1979 r., by wyeliminować narodowy nurt reprezentowany przez W. Gomułkę i przystąpić na polecenie biurokracji KPZR i SPD do operacjonalizacji programu V rozbioru Polski, zakodowanego w porozumieniu radziecko—niemieckim z 1970 r.
W latach 70. w ramach tego porozumienia Polska została przekształcona w dodatek energetyczno-surowcowy. rezerwę taniej siły roboczej i kraj-śmietnik dla Niemiec, a głównym narzędziem były „łatwe kredyty” udzielane w najszerszym zakresie przez Niemcy i Austrię. Likwidacja suwerenności państwowej Polski miała się dokonać na drodze ewolucyjnej i pokojowej.
„Wydarzenia” 1976 r., w wyniku których część „opozycji” socjaldemokracji (KSS-KOR) przeszła do „podziemia” za wiedzą socjaldemokratycznego odłamu kierownictwa partii i rządu, miały na celu wykorzystanie rosnącego niezadowolenia załóg i zorganizowanie na tej fali socjaldemokratycznych związków zawodowych jako głównego społecznego oparcia dla mającego przejąć władzę nurtu socjaldemokratycznego. Jednakże, kierownictwo NSZZ „Solidarność” przejął Kościół katolicki. Doprowadziło to 12 grudnia 1981 r. do próby sprowokowania — na zlecenie sygnatariuszy porozumienia radziecko-niemieckiego — przez oba odłamy socjaldemokratyczne w kierownictwie partii i rządu oraz w „,opozycji” wojny domowej i interwencji wojsk Paktu Warszawskiego w celu dokonania V rozbioru Polski na drodze przemocy.
Mimo załamania się porozumienia radziecko-niemieckiego rządy W. Jaruzelskiego, Z. Messnera, M. F. Rakowskiego kontynuowały w okresie 1982—1989 proniemiecką politykę lat 70. pogłębiając ciężką sytuację gospodarczą kraju. W 1989 roku „Okrągły Stół” był wspólnym zwycięstwem opozycyjnego” nurtu socjaldemokratycznego, który likwidując NSZZ „Solidarność i powołując do życia Komitety Obywatelskie pozbawiał Kościół najszerszego jego oparcia społecznego oraz tego samego nurtu w kierownictwie partii i rządu, który na gruzach PZPR y styczniu 1990 roku powołał do życia dwie partie socjaldemokratyczne — SdRP i Unię Demokratyczną. Ekonomicznym fundamentem Okrągłego Stołu” był Plan Sorosa uzgodniony w największej tajemnicy przed społeczeństwem polskim przez ekspertów rządu M. F. Rakowskiego i NSZZ „Solidarność”. Zgodnie z tym Planem gospodarka upaństwowiona miała być w błyskawicznym tempie przekształcona w masę upadłościową i wystawiona na międzynarodową licytację.
Plan ten tak przychylnie przyjęty przez rząd polski spotkał się z krytyką zagranicy, która dostrzegła w nim wielką ingerencję zewnętrzną.
Plan Sorosa — rozpropagowany jako Plan Balcerowicza — opracowany został w 1989 r. przez nowojorskiego finansistę, męża zaufania obcych korporacji Rothschildów, Goldsmithów i innych magnatów bankowych, dzięki którym mógł on podjąć skuteczną walkę przeciwko Europejskiemu Systemowi Walutowemu. Gorącym orędownikiem Planu Sorosa był prof. Jeffrey Sachs, którego „misje” były finansowane przez Fundację im. Stefana Batorego, założoną przez Georga Sorosa, zarejestrowaną 7 maja 1988 r. wpisem do rejestru sądowego nr F.R.I.-6.
Radę Fundacji tworzą następujące osoby:
Przewodniczący: Jerzy Turowicz.
Czlonek honorowy: George Soros,
Członkowie Rady Fundacji:
Bogdan Borusewicz — poseł na Sejm RP.
Wojciech Fibak — przedsiębiorca.
Bronisław Geremek — prof. PAN, poseł na Sejm,
Jan T. Gross — profesor Emory Uniyersity w USA,
Leszek Kołakowski — profesor Uniwersytetu w Oxfordzie,
Marcin Król red. naczelny pisma Res Publica,
Krzysztof Michalski — prof., dyrektor IWM w Wiedniu,
Adam Michnik — red. naczelny „Gazety Wyborczej”,
Zbigniew Pełczyński — prof. Uniwersytetu w Oxfordzie,
Maria Radomska — prof. SGGW-AR
Anna Radziwiłł — nauczycielka,
Andrzej Rapczyński — prof. Columbia Uniyersity, USA,
Józef Tischner — prof. Papieskiej Akademii Teologicznej.
Stanisław Wellisz — prof. Columbia Uniyersity, USA.
Zarząd:
Prezes: Aleksander Smolar
Wiceprezesi: Zbigniew Janas
Edmund Mokrzycki
Sekretarz: Józef Chajn
Członkowie: Teresa Bogucka, Wiktor Osiatyński, Hanna
Suchocka, Andrzej Ziabicki
Czynności wykonawczo-zarządzające w stosunku do uchwał Zarządu pełni Dyrektor Fundacji, któremu podporządkowane jest Biuro Fundacji.
Dyrektor Fundacji: Jacek Wojnarowski,
Główny Księgowy: Jadwiga Stachurska,
Koordynatorzy Programów:
Dagmara Braniewska, Justyna Blinowska, Ewa Chałasińska, Wojciech Gasparski, Piotr Halbersztat, Piotr Konczewski, Zbigniew Modrzewski, Karolina Sokolowska.
Asystenci:
Anna Sołdon, Eliza Sieklicka
Obsługa finansowa:
Danuta Mingin, Janina Zając
Administracja:
Mirosława Kowalska, Katarzyna Rajszczak, Danuta Rastawicka, Marek
Skrzekotowski.
Lista członków Klubu „Europa”, który jest integralną częścią składową
Fundacji im. Stefana Batorego:
Jan Krzysztof Bielecki, Jan Błoński, Michał Boni, Zbigniew Bujak, Józef Chajn, Kazimierz Dziewanowski, Marek Edelman, Władysław Frasyniuk, Bronisław Geremek, Aleksander Gieysztor, Aleksander Hall, Jerzy Holzer, Zbigniew Janas, Jan Janowski, Ryszard Kapuściński, Leszek Kołakowski, Marcin Król, Jan Józef Lipski, Witold Lutosławski, Tadeusz Mazowiecki, Antoni Mączak, Krzysztof Michalski, Adam Michnik, Artur Międzyrzecki, Czesław Miłosz, Karol Modzelewski, Janusz Onyszkiewicz, ks. Stanisław Opiela, Ryszard Reiff, Janusz Reiter, Piotr Słonimski, Aleksander Smolar, Andrzej Stelmachowski, Ryszard Stemplowski, Maria Stoizman, Stanisław Stomma, Jan Józef Szczepański, Andrzej Szczypiorski, Józef Susz, ks. Józef Tischner, Witold Trzeciakowski, Jerzy Turowicz, Andrzej Wajda, Andrzej Wielowieyski, Jacek Woźniakowski, Andrzej Kajetan Wróblewski, Henryk Wujec, Krystyna Zachwatowicz, Andrzej Ziabicki.
Zarząd Klubu:
Prezes: — Bronisław Geremek,
Wiceprezes: —-- ks. Stanisław Opiela,
Członkowie: Marek Edelman,
— Zofia Kuratowska,
— Janusz Onyszkiewicz.
Program destrukcji
Rządy T. Mazowieckiego, J. K. Bieleckiego, J. Olszewskiego i H Suchockiej kontynuują bezpośrednio strategię ostatecznej destrukcji Polski, zainicjowanej przez rząd M. F. Rakowskiego, a pośrednio — strategię nurtu stalinowskiego (ZPP i CBKP) oraz socjaldemokratycznego („odrodzona” PPS), które wspólnie eliminowały narodowy nurt W. Gomułki, by móc służyć radzieckiej biurokracji totalitarnej, zwłaszcza w okresie stalinow— skim (1949—1955), następnie sygnatariuszom porozumienia radziecko-niemieckiego z 1970 roku, w okresie 1970—1981 i wreszcie od 1982 r. SPD. Podział na nurt stalinowski i socjaldemokratyczny zacierał się coraz wyraźniej. Wielu przedstawicieli ZPP i CBKP nawróciło się na socjaldemokratyzm tak jak następnie po 1970 roku z komunizmu na jeszcze bardziej fanatyczny kapitalizm. Plan Sorosa, którego figurantem został L. Balcerowicz jest programem celowej i świadomej destrukcji polskiego organizmu gospodarczego, narodowego i państwowego. Przy tej okazji należy obalić mit, iż „wyrzeczenia” na jakie plan Sorosa skazuje Naród Polski są konsekwencją 45 lat panowania komunizmu.
Polityczne podporządkowanie Polski Związkowi Radzieckiemu miało niewątpliwie negatywny wpływ na gospodarkę z uwagi przede wszystkim na to, że podporządkowana radzieckiej biurokracji totalitarnej rodzima biurokracja totalitarna nie była w stanie racjonalnie wykorzystać obiektywnych potencjalnych możliwości rozwoju gospodarczego, jakie stwarzały: istniejący potencjał produkcyjny, a zwłaszcza wysoko kwalifikowane kadry, doprowadzając gospodarkę do kolejnych załamań i ostatecznie do katastrofy. To przecież radziecka biurokracja totalitarna jako bankrut gospodarczy. a nie socjaldemokratyczna „opozycja” zadecydowała o likwidacji komunizmu i bezwarunkowym podporządkowaniu gospodarki bloku komunistycznego obcym korporacjom i wysoko rozwiniętym krajom kapitalistycznym. Niezbitym dowodem jest porozumienie radziecko-niemieckie z 1970 roku, a w szczególności zakodowana w nim niemiecka kolonizacja gospodarcza Związku Radzieckiego. Już pierwszy krok na tej drodze, gazociąg z Syberii Zachodniej cło Europy Zachodniej zbudowany na przełomie lat 70. i 80., którego koszt szacowano na 42 mld USD świadczył o skali niemieckiego programu gospodarczej kolonizacji Związku Radzieckiego.
Polityczne podporządkowanie Związkowi Radzieckiemu nie prowadziło do strukturalno-gospodarczego podporządkowania, którego klasyczną ilustracją jest międzynarodowy podział pracy. w ramach którego kraj dominujący produkuje i eksportuje wszystkie towary wysoce przetworzone i importuje głównie energię. surowce i tanią siłę roboczą, zaś kraj podporządkowany zajmuje pozycję odwrotną. Tymczasem po 45 latach radzieckiej dominacji politycznej Polska pozostaje krajem, który do Związku Radzieckiego eksportuje przede wszystkim towary przetworzone, a ze Związku Radzieckiego importuje głównie energię i surowce.
Oznacza to, iż w momencie rozpadu bloku komunistycznego nic nie stało na przeszkodzie, by po usunięciu krępującej zależności politycznej przystąpić do wykorzystania strukturalnej niezależności gospodarczej i uzyskanej swobody ruchów politycznych w celu utrwalenia wszystkich aspektów suwerenności narodowej. państwowej i gospodarczej. To socjaldemokratyczna biurokracja totalitarna pozorowała od 1956 roku walkę ideologiczną między odłamem dysponującym komunistyczną władzą, a odłamem oddelegowanym do antykomunistycznej „opozycji”. a następnie nawet do antykomunistycznego „podziemia”.
Zwycięstwo przy „Okrągłym Stole” obu socjaldemokratycznych nurtów (reprezentowanych przez UD i SdRP) pozwała im na realizację programu destrukcji gospodarczej zgodnie z poleceniem wielkiej finansjery światowej, która nieco już poirytowana oczekuje szybkiego „ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej”, gdyż ma do załatwienia znacznie trudniejsze problemy, jak chociażby likwidację europejskiego systemu walutowego i wspólnot europejskich jako przeszkody na drodze do ustanowienia dwóch rządów światowych, a w szczególności gospodarczego.
Najbardziej perfidną tezą wielkiej światowej finansjery jest teza, iż polskie przedsiębiorstwa padają. W rzeczywistości rządy, poczynając od lat 70., a w szczególności rządy ..post-solidarnościowe” prowadzą strategię gospodarczą. która celowo i świadomie prowadzi przedsiębiorstwa państwowe do upadłości po to, by usprawiedliwić przekazywanie w formie darowizny najlepszych przedsiębiorstw państwowych obcym korporacjom oraz ich dotowanie m.in. w postaci „wakacji” podatkowych (na okres od 3 do 6 lat). Pozostałe przedsiębiorstwa są przekazywane w całości lub w częściach (po ich demontażu) za symboliczną złotówkę firmom nomenklaturowym i mieszanym bądź upłynniane za cenę złomu.
Destrukcja przedsiębiorstw państwowych jest głównym narzędziem w procesie likwidacji własności rodzinnej na Wsi (przede wszystkim gospodarstwa chłopskie) i w mieście (warsztaty rzemieślnicze, drobne przedsiębiorstwa handlowe, usługowe i wytwórcze) oraz własności spółdzielczej (spółdzielczość wiejska, inwalidów, mieszkaniowa i konsumencka), czyli całej gospodarki narodowej i całego Narodu.

WYDZIEDZICZANIE
Polska 1990 roku weszła w okres dziejowy o tak wielkiej skali zagrożenia narodowego i państwowego, że można go porównać jedynie z zagrożeniami, jakie zaistniały w okresie przed- i rozbiorowym (XVIII wiek) oraz w latach 1930—1939. A dzieje się tak dlatego, albowiem tzw. siły „solidarnościowo-reformatorsko-wolnościowe” — pod sztandarami przemian cywilizacyjno-ustrojowych, pod płaszczykiem „Walki z komuną”, bez wiedzy i zgody Narodu Polskiego, w największej tajemnicy przed Nim, wyprzedają majątek narodowy cudzoziemcom.
Oto kilka przykładów wielkiej „.zdrady” narodowej.
Robert Hersant (francuski magnat prasowy) kupił w Polsce siedem dzienników. Koncern Henkel (niemiecki koncern środków piorących) — raciborską „Pollenę” i zakłady „Pollena” w Helenówku. Amerykański koncern Gerber kupił 69 procent akcji Bobo-Frutów. Najlepszą polska, fabrykę czekolady E. Wedla sprzedano koncernowi amerykańskiemu Pepsi-Co. „Polkolor” w Piasecznic przejął francuski Thompson. Za bajecznie niskie ceny sprzedano „Exbud” Kielce, Śląską Fabrykę Kabli, Krośnieńską Fabrykę Szkła, dawny „Norblin”, „Fampę”. Wycenę ostatnich pięciu „najlepszych” z najlepszych fabryk, których wartość (zresztą i wszystkich innych polskich zakładów produkcyjnych) ustaliły firmy zagraniczne: Sankt Anne Bank, Rotshild, Anderson, Aczes i inne.
To zaledwie kilka przykładów z dziesiątek, tysięcy najlepszych polskich zakładów produkcyjnych — przekazanych przez rządy Mazowieckiego i Bieleckiego Niemcom. Ci są już właścicielami fabryk na Śląsku, Ziemiach Zachodnich, Pomorzu, Warmii, Mazurach. Żydom — ci przejmują banki, m.in. Bank Bogatina w Lublinie, bank „Solidarność” w Gdańsku itp. Włochom — zainteresowani są przemysłem samochodowym, tak jak i Amerykanie oraz Francuzi.
Jeśli ta polityka wydziedziczania nie zostanie wyhamowana, wówczas możliwe są w krótkim czasie nowe rozbiory Polski, nowa zagłada, nowa niewola Polaków!
Nawet najgorszy wróg Polski i Polaków król pruski Fryderyk II nie obmyśliłby skuteczniejszego scenariusza zniewolenia Narodu Polskiego, niż czyniły to rządy rzekomo polskie. Czołowy orędownik zjednoczenia Europy (pod berłem króla pruskiego Fryderyka II) Volter, który wraz z d’Alembertem, Diderotem i im podobnymi agentami prusko-carskimi przygotował projekt rozbioru Polski, a po dokonaniu tego zbrodniczego aktu sławił tę zbrodnię jako postęp cywilizacyjny, tak dziękował Fryderykowi II:
„Panie, żeś ty poddał myśl rozbioru Polski, wierzę temu, bo w tym jest objaw genialności”.
_________________
Oto Mystic Voodoo, łyżwą potnę twarz ci
Mam tą słabość, by pierdolić zwłoki po kremacji
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
pszek




Dołączył: 18 Kwi 2010
Posty: 2310
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 18:18, 01 Maj '15    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ktoś słyszał o sprawie Dmytro Firtasza? pytanie retoryczne bo wiadomo że mało kto.A i ja szczerze powiedziawszy znam ją (sprawę) od wczoraj.Dsłownie od wczoraj bo właśnie wczoraj pojawiła się informacja że wiedeński sąd oddalił USA-rański pozew o ekstradycje Dmytro Firtasza.
Dymitro Firtasz to ukraiński oligarcha
i jak wszyscy oni (oligarchowie-nie tylko ukraińscy) zasługuje na wszystko co najgorsze, ale wielce zainteresowało mnie to co do niego mają USA-mani.Info o decyzji wiedeńskiego sądu nie dawał wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie.
http://www.wsj.com/articles/austrian-cou.....1430464915
Korupcja rzecz naganna i jak najbardziej woła o pomstę nie tyko do nieba, ale co do tego mają USA.
Dał ów Firtasz 18 milionów $ łapówki indyjskim urzędnikom że licencję na eksploatacje (czy też wykup) tamtejszych złóż tytanu -zgroza! ale logiczne byłoby gdyby pretensje wnosiły władze Indii.Ale USA? co ma piernik do wiatraka? nie wiem,szukam,szperam,niucham.Mam! a to co mam jest w takim samym stopniu śmieszne co straszne dlatego nie wiem czy powinniśmy się bać czy śmiać.

Cytat:
Во-первых, они использовали американские банки для осуществления коррупционных денежных переводов. Кроме того, в переговоры была вовлечена американская корпорация, а преступная деятельность совершалась, в том числе, на территории США. Например, в обвинительном заключении специально оговаривается, что участники преступного сговора использовали интернет и учетные записи электронной почты, хранящиеся на серверах в США, и вели телефонные переговоры в американских сотовых сетях.

http://www.compromat.ru/page_34433.htm
po pierwsze oni korzystali z amerykańskich banków dla realizacji korupcyjnych przekazów pieniężnych.Prócz tego do korupcyjnych negocjacji wciągnięto amerykańskie korporacje W oskarżycielskim pozwie jest mowa że uczestnicy przestępczego spisku używali internetu i poczty elektronicznej znajdujących się na amerykańskich serwerach raz prowadzili telefoniczne negocjacje za pośrednictwem amerykańskich sieci telefonicznych
Stąd prosty choć przerażający wniosek że ukraiński oligarcha dający łapówkę hinduskim decydentom nade wszystko złamał prawo USA.
Miejcie to na uwadze ilekroć rozmawiacie przez telefon lub korzystacie z internetu.No i na wszelki wypadek pamiętajcie Laughing
_________________
sasza.mild.60@mail.ru
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
grzanek




Dołączył: 12 Paź 2011
Posty: 368
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 18:59, 01 Maj '15    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

E tam, mam coś jeszcze bardziej soczystego:

(...) UPA i OUN zostały uznane za uczestników walk o niepodległość Ukrainy. I mało tego! Został przyjęty przepis w tej ustawie, że negowanie tego faktu jest zagrożone sankcjami karnymi. Przy czym, sankcje karne dotyczą nie tylko obywateli Ukrainy, ale także obywateli innych państw.


Także od dzisiaj zważajcie, panie i panowie, w jaki sposób wyrażacie się o tych “szlachetnych” organizacjach.

Całość: http://pl.sputniknews.com/polska/20150423/285423.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
grzanek




Dołączył: 12 Paź 2011
Posty: 368
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 16:32, 31 Maj '15    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wrzucam (nie jestem do końca przekonany, czy to odpowiedni wątek) nieporadny przekład artykułu profesora Michaela T. Klare afiliowanego w peace and world security studies przy Hampshire College, zapodanego ostatnio na blogu Lashy Darkmoon. Jak zwykle, tekst to w zasadzie interpretacja, bo wiele idiomów jest nie do przetłumaczenia, a dostosowanie tłumaczonego tekstu do specyfiki języka polskiego to nie taka prosta sprawa. Publikacja wpisuje się w nurt analiz geopolitycznych wieszczących rychły upadek łobuza uzurpującego sobie licencję "policjanta świata" oraz dostrzegającego nieodległe czasowo przebiegunowanie sił politycznych planety na korzyść głównie Rosji i Chin, w mniejszym stopniu pozostałych członków BRICS.

Źródło: http://www.darkmoon.me/2015/the-desperate-plight-of-a-declining-superpower/



Urojeniowe myślenie Waszyngtonu
Beznadziejne położenie upadającego Supermocarstwa




Jeśli rozejrzeć się po świecie, ciężko jest nie dojść do wniosku, że Stany Zjednoczone to upadające supermocarstwo. Czy w Europie, Azji czy na Bliskim Wschodzie, wschodzące mocarstwa prężą muskuły ignorując nakazy Waszyngtonu czy wręcz aktywnie się im przeciwstawiając. Rosja odmawia przerwania wsparcia udzielanego uzbrojonym separatystom na Ukrainie; Chiny nie zamierzają porzucić swoich dążeń do budowania baz w rejonie Morza Południowochińskiego; Arabia Saudyjska nie chce być żyrantem amerykańskiego dagaworu nuklearnego z Iranem; Państwo Islamskie ani myśli skapitulować w obliczu potęgi sił powietrznych USA. Co powinno zrobić upadające mocarstwo w obliczu takiego oporu?

Sprawa nie jest błaha. Bycie superpotęgą było przez dekady cechą definiującą amerykańską tożsamość. Uścisk globalnej supremacji rozpoczął się po II wojnie światowej, kiedy to USA wzięły na siebie odpowiedzialność za zwalczanie sowieckiego ekspansjonizmu na świecie. Przetrwał on Zimną Wojnę, by po upadku Związku Radzickiego jedynie się wzmóc, gdy USA wzięły na swe barki wyłączną odpowiedzialność za odpieranie całego wachlarzu nowych zagrożeń międzynarodowych. Jak wykrzyknął generał Colin Powell w ostatnich dniach Związku Radzieckiego, „Musimy wywiesić na naszych drzwiach tabliczkę z napisem ‘Uwaga Supermocartwo!’, bez względu na to, co zrobią Sowieci, nawet jeśli ewakuują się z Europy Wschodniej.

Imperialne Rozciągnięcie* uderza w Waszyngton

W latach Zimnej Wojny decydendi Waszyngtonu strategicznie zakładali, że zawsze będą istniały dwie superpotęgi walczące w nieskończoność o dominację nad światem. Jednakże w następstwie zupełnie niespodziewanego upadku ZSRR, amerykańscy stratedzy poczęli snuć wizję świata z jedną „wyłączną superpotęgą” (alias Rzym nad Potomakiem). Zgodnie z tą nową perspektywą administracja Jerzego H.W. Busha wkrótce ukuła długoterminowy plan obliczony na zachowanie takiego stanu rzeczy na zawsze. Znany jako Wytyczne Planu Obronności na lata 1994-99, plan ten głosił: „Naszym najważniejszym celem jest zapobieżenie ponownemu wyłonieniu się nowego rywala, czy to na terytorium byłego ZSRR, czy też gdziekolwiek indziej, który przedstawiałby sobą zagrożenie takie, jakim poprzednio był ZSRR”.

Syn Jerzego Busha, ówczesny gubernator stanu Texas, wyartykułował podobną wizję globalnego Pax Americana podczas swojej kampanii prezydenckiej w 1999 roku. Jak powiedział kadetom w wojskowej Cytadeli w Charleston, gdyby wygrał wybory, jego głównym celem byłoby „wykorzystać tę świetną okazję – daną w przeszłości jedynie kilku narodom – by przedłużyć obecny pokój na długie lata w przyszłość. Szansę, by rozszerzyć pokojowe wpływy Ameryki nie tylko na świat, lecz również na lata”.

Dla Busha, oczywiście, „przedłużenie pokoju”, jak się potem okazało, znaczyło napaść na Irak oraz rozpalenie w regionie niszczycielskiego konfliktu, który do dziś dnia ciągle narasta. Nawet po rozpoczęciu inwazji nigdy nie wątpił – jak zresztą nie wątpi i dzisiaj (mimo znajomości faktów, którą z perspektywy czasu posiadamy dzisiaj) – że taką właśnie była cena, którą trzeba zapłacić za utrzymanie przez USA osławionego statusu jedynego światowego supermocarstwa.

Problem w tym, jak przyznaje dziś wielu obserwatorów z głównego nurtu, że strategia obliczona na utrzymywanie globalnej hegemonii USA za wszelką cenę od zawsze skazana była na rezultat w postaci tego, co historyk z Yale Paul Kennedy w swej klasycznej książce Powstanie i Upadek Wielkich Mocarstw nazwał „rozciągnięciem imperium”. Jak proroczo podawał w swoim studium z 1987 roku, owo zjawisko miałoby swoje źródło w sytuacji, w której „całkowita suma globalnych interesów i zobowiązań USA przekroczy możliwości kraju do bronienia ich wszystkich jednocześnie”.

W istocie rzeczy, właśnie w takim dylemacie tkwi dzisiaj Waszyngton. Ciekawe jest jednak to, w jak krótkim czasie owo rozciągnięcie pochłonęło kraj, który jeszcze dekadę temu wysławiano jako pierwsze „hipermocarstwo” planety, status jeszcze podnioślejszy niż supermocarstwo. Było to jednak zanim jeszcze Jerzy W. Bush przeliczył się w Iraku i innych błędnych posunięciach, wiodących do tego, że USA mierzą się dziś ze spustoszeniami wojennymi na Bliskim Wschodzie mając wyczerpane wojsko i skarb państwa. Jednocześnie, główne i regionalne mocarstwa, jak Chiny, Indie, Rosja, Iran, Arabia Saudyjska i Turcja, cały czas budują swój potencjał militarny i ekonomiczny i uświadamiając sobie słabość towarzyszącą „rozciągnięciu imperium”, zaczynają podważać amerykańską dominację w wielu miejscach świata. Administracja Obamy próbuje w ten czy inny sposób odpowiadać we wszystkich tych obszarach – między innymi na Ukrainie, w Syrii, Iraku, Jemenie i na Morzu Południowochińskim – lecz, jak się okazuje, nie jest w stanie zwyciężyć w którymkolwiek z nich.

Niemniej jednak, pomimo pasma niepowodzeń, zdaje się, że nikt w waszyngtońskich elitach władzy – poza senatorami Randem Paulem i Bernie Sandersem będącymi wyjątkami potwierdzającymi regułę – nie ma najmniejszej potrzeby porzucenia roli wyłącznego supermocarstwa, lub przynajmniej częściowego wycofania się z niej w jakiś znaczący sposób. Prezydent Obama, który w oczywisty sposób aż nadto zdaje sobie sprawę ze strategicznych ograniczeń kraju, w typowy dla siebie sposób nadal jest niechętny wycofaniu się z tego hegemonicznego pomysłu. „Stany Zjednoczone są i pozostają jedynym niezastąpionym krajem”, jak powiedział kończącym szkołę kadetom w West Point w maju 2014. „Odnosi się to tak do ubiegłego, jak i nadchodzącego stulecia”.

Jak, wobec tego, pogodzić rzeczywistość „rozciągnięcia imperium” i upadku z nieustępliwym dążeniem do światowej hegemonii?
Dwa pierwsze sposoby podejścia do tej łamigłówki Waszyngtonu można porównać do sztuki cyrkowego linoskoczka. Składają się na nie ciągła żonglerka amerykańskimi możliwościami i zobowiązaniami z równoczesnym a stosunkowo bezowocnym przerzucaniem ograniczonych zasobów (głownie natury militarnej) z jednego miejsca w drugie w odpowiedzi na pojawiające się kryzysy, nawet mimo czynionych prób unikania coraz większego wikłania się w nie. Nazwij to Doktryną Obamy.

Po dojściu do wniosku, że – przykładowo – Chiny wykorzystały uwikłanie USA w wojnach w Iraku i Afganistanie do osiągnięcia swoich własnych celów strategicznych w Azji Południowowschodniej, Obama oraz jego najważniejsi doradcy podjęli decyzję o zmniejszeniu amerykańskiej obecności na Bliskim Wschodzie w celu uwolnienia zasobów pod ich wykorzystanie na zachodnim Pacyfiku. Ogłaszając tę zmianę polityki w roku 2011 – pierwotnie obwołano ją „Zwrotem ku Azji”, a potem „przesunięciem środka ciężkości” tamże – prezydent nie krył się z ową żonglerką.

Jak powiedział w listopadzie w parlamencie australijskim: „Po dekadzie, w której walczyliśmy w dwu wojnach, które kosztowały bardzo wiele krwi i pieniędzy, USA zwracają swą uwagę ku wielkiemu potencjałowi tkwiącemu w rejonie pacyficznej Azji”. „Podczas gdy wycofujemy się z obecnych wojen, wydałem mojemu zespołowi bezpieczeństwa narodowego polecenie, by najwyższym priorytetem uczynić naszą obecność i misję w rejonie Azja-Pacyfik. Wskutek tego, redukcje w wydatkach USA na obronność nie odbędą się – powtarzam, nie odbędą się – kosztem pacyficznej Azji”.

Potem oczywiście swoją ofensywę w Iraku rozpoczęło w czerwcu 2014 Państwo Islamskie, a obecna tam armia wytrenowana przez Amerykanów poszła w rozsypkę, tracąc cztery miasta na północy. W ślad poszły nagrania z obcinaniem głów amerykańskich zakładnikom wraz ze zbliżającym się zagrożeniem dla popieranego przez USA reżimu w Bagdadzie. Po raz kolejny prezydent Obama złapał się na żonglerce – tym razem na powrót wysyłając tysiące doradców wojskowych do kraju oraz lotnictwo USA w jego strefę powietrzną, kładąc podwaliny pod następny poważny konflikt w rejonie.

W międzyczasie, krytycy polityki prezydenta z ramienia Republikanów, uważający, iż ten robi zbyt mało w kwestii przegrywającego wysiłku zbrojnego w Iraku (i Syrii), obarczyli go także winą za robienie niedostatecznie wiele przy wprowadzaniu polityki „Zwrotu ku Azji”. W rzeczywistości, podczas gdy kontynuowana jest nie zadowalająca nikogo jego polityczna ekwilibrystyka w Iraku i rejonie w Pacyfiku, Obama miał poważne trudności ze zdobyciem środków na danie odporu Putinowi na Ukrainie, Assadowi w Syrii, rebeliantom Huti’ego w Jemenie czy rozlicznym bandom zbrojnym walczącym o władzę w podzielonej Libii itd.

Partia Zupełnego Zaprzeczenia

Oczywistym jest, że w obliczu mnożącym się zagrożeń, polityka żonglowania okazała się strategią nieskuteczną. Prędzej czy później piłki zaczną fruwać i powstanie ryzyko, że cały system się rozleci. Jakkolwiek ryzykowna może się okazać ta żonglerka, nie jest ona nawet w ułamku tak groźna jak inna taktyka odpowiedzi na upadek supermocarstwa Waszyngtonu: zupełne zaprzeczenie.

Zdaniem tych, którzy trzymają się tego punktu widzenia, to nie globalna pozycja Ameryki ulega erozji, lecz jej wola – tj. gotowość do surowego mówienia i działania. Gdyby tylko Waszyngton wyrażał swoją opinię głośniej – mówi ten argument – i wywijał grubszą lagą, wszystkie te zagrożenia zwyczajnie by zniknęły. Naturalnie, taka postawa może zadziałać jedynie wówczas, gdy jest się przygotowanym, by poprzeć swoje pogróżki faktyczną siłą, albo „twardą siłą”, jak wolą niektórzy.

Do najbardziej krzykliwego spośród zwolenników tej narracji należy senator John McCain, przewodniczący Senackiej Komisji Służb Zbrojnych oraz uparty krytyk prezydenta Obamy. „Przez pięć lat Amerykanom mówiono, że ‘fala wojny się cofa’, że możemy się wycofać z polityki światowej niewielkim dla naszych kosztów i wartości kosztem”, jak napisał w tendencyjnym op-ed na łamach New York Timesa w marcu 2014. „To jedynie woda na młyn dla tych, którzy twierdzą, że USA są słabe, a dla ludzi takich jak Pan Putin, cudza słabość to wyzwanie”. Jedynym sposobem zapobieżenia agresywnym działaniom Rosji i innych przeciwników jest, jak stwierdził, przywrócenie wiarygodności USA jako światowego lidera”. To oznacza m.in. uzbrajanie Ukraińców i syryjskich rebeliantów, wspieranie obecności NATO w Europie Wschodniej, zwalczanie „wielkiego wyzwania strategicznego, jakie przedstawia sobą Iran” oraz odgrywanie roli „bardziej stanowczego” (czytaj: więcej oddziałów w terenie) w wojnie przeciw Państwu Islamskiemu.
Przede wszystkim, oczywiście, oznacza to gotowość do użycia siły militarnej. Gdy agresywni władcy czy brutalni fanatycy zagrażają naszym ideałom, interesom, sojusznikom i nam samym”, oświadczył w listopadzie poprzedniego roku, „w ostatecznym rozrachunku, tym, co czyni różnicę… jest zdolność, wiarygodność oraz globalny zasięg amerykańskiej twardej siły”.

Podobną postawę – w pewnych przypadkach nawet bardziej bojową – wyraża grono republikańskich kandydatów w obecnym wyścigu do pałacu prezydenckiego, znowuż – z wyjątkiem Randa Paula. Na niedawnym „Szczycie Wolności” podczas wstępnych wyborów stanowych w Karolinie Południowej, różni rywale usiłowali przelicytować się wzajemnie w używaniu retoryki twardej siły. Senatora z Florydy Marco Rubio głośnio oklaskiwano za obietnicę uczynienia USA „najsilniejszym mocarstwem militarnym świata”. Gubernator Wisconsin Scott Walker otrzymał owację na stojąco za deklarowanie dalszej eskalacji wojny z międzynarodowym terroryzmem: „Chcę lidera, który gotów jest wydać walkę im, nim oni zdążą wydać ją nam”.

W tej podgrzanej atmosferze, kampania prezydencka 2016 z pewnością zostanie zdominowana przez wezwania do zwiększenia wydatków na obecność wojskową na Bliskim Wschodzie. Jakiekolwiek nie byłyby jej poglądy osobiste, spodziewana kandydatka Demokratów, Hillary Clinton, zmuszona będzie udowodnić, że „ma jaja” poprzez afirmowanie podobnej postawy. Innymi słowy, ktokolwiek zasiądzie w Sali Owalnej w styczniu 2017, będzie się od niego oczekiwało dzierżenia znaczniej grubszej lagi na coraz mniej stabilnej politycznie planecie. W rezultacie, pomimo półtorej dekady interwencyjnych porażek, najprawdopodobniej będziemy świadkami jeszcze bardziej interwencjonistycznej polityki zagranicznej z jeszcze silniejszymi impulsami do używania potęgi militarnej.

Jakkolwiek początkowo opłacalną może okazać się taka postawa dla Johna McCaina i rosnącego grona jastrzębi wojennych w Kongresie, bez wątpienia okaże się ona katastrofalna w praktyce. Każdy, kto uważa, że można cofnąć się do roku 2002, kiedy siła USA była w apogeum a wojna w Iraku nie wyczerpała jeszcze amerykańskiego dobrobytu i wigoru, niewątpliwie cierpi na urojenia. Chiny są bez porównania potężniejsze, niż były 13 lat temu, Rosja w dużym stopniu podniosła się z po-zimnowojennego upadku, Iran zastąpił USA jako dominujący gracz zagraniczny w Iraku, a inne mocarstwa wywalczyły zdecydowanie więcej swobody działania w niespokojnym świecie. W tych okolicznościach, agresywne prężenie muskułów przez Waszyngton prawdopodobnie zaowocuje jedynie katastrofą i upokorzeniem.

Czas przestać udawać

Wracając więc do naszego pierwotnego pytania: co powinno zrobić upadające supermocarstwo wobec tych tarapatów?
Wszędzie poza Waszyngtonem, oczywistą odpowiedzią będzie zaprzestać udawania tego, czym nie jest. Pierwszym krokiem w dowolnym 12-stopniowym programie naprawy „rozciągnięcia imperium” byłoby zaakceptowanie faktu, że potęga Ameryki jest ograniczona a globalna hegemonia – niemożliwą do realizacji mrzonką. Zaakceptować należałoby również ten oczywisty fakt, że – czy się to komuś podoba, czy nie – USA dzieli planetę z koterią innych znaczących potęg – żadną tak silną jak my, ale też żadną tak słabą, by dawała się zastraszać groźbom amerykańskiej interwencji zbrojnej. Przyswoiwszy bardziej realistyczną ocenę potęgi Ameryki, Waszyngton powinien następnie skupić się na tym, jak właściwie współżyć z takimi potęgami – m.in. Rosją, Chinami i Iranem – oraz jak radzić sobie z dzielącymi go z nimi różnicami bez rozniecania kolejnych katastrofalnych lokalnych pożarów.

Gdyby nie fakt, że strategiczna żonglerka oraz tkwienie w potężnym zaprzeczeniu, są tak silnie ugruntowane w życiu politycznym „stolicy wojennej” tego kraju, strategia ta nie byłaby wcale niemożliwą do osiągnięcia, wbrew temu sugerowali inni. Przykładowo, w roku 2010, Christopher Layne ze szkoły im. Jerzego H.W. Busha przy Teksańskim Uniwerystecie Rolniczo-Mechanicznym argumentował na łamach American Conservative, że USA nie są w stanie dłużej utrzymywać statusu globalnego supermocarstwa, oraz że „zamiast być zmuszonymi do wprowadzenia tej poprawki nagle przez większy kryzys … powinny uprzedzić rozwój wydarzeń zmieniając swoją postawę stopniowo, w uporządkowany sposób”. Layne i inni wyartykułowali to, co można by streścić tak: coraz mniej uwikłania w konflikty zagraniczne, zmniejszony dążność do bycia „światowym policjantem”, zredukowane wydatki wojskowe, poleganie w większym stopniu na sojusznikach, więcej funduszy na wydatki krajowe związane z odbudowywaniem walącej się infrastruktury podzielonego społeczeństwa, oraz zmniejszona obecność na Bliskim Wschodzie.

Ale żeby cokolwiek z tego mogło się ziścić, amerykańscy decydenci musieliby najpierw porzucić pretensje do pozostaną jedynym światowym mocarstwem – a to może być pigułka nie do przełknięcia dla obecnej amerykańskiej mentalności (jak również dla aspiracji politycznych niektórych kandydatów Republikanów). Już teraz jest jasne, że z takiego zaprzeczenia mogą wyniknąć jedynie kolejne nieprzemyślane przygody wojskowe zagranicą oraz, prędzej czy później, w znacznie bardziej ponurych okolicznościach, rozrachunek Ameryki z rzeczywistością.


* * *

* – http://en.wikipedia.org/wiki/Imperial_overstretch
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Prawda2.Info -> Forum -> Publicystyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz moderować swoich tematów


Totalna hegemonia USA
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group.