Nasz serwer sponsoruje CJ2 Hosting & Development

 
Czeczenia w Jarosławiu   
Podobne tematy
Polska Policja - mordercy i tchórze363
Zorganizowana grupa przestępcza 48
Nigdy nie rozmawiajcie z policją 90
Pokaz wszystkie podobne tematy (28)
Znalazłeś na naszym forum inny podobny temat? Kliknij tutaj!
Ocena:
11 głosów
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Prawda2.Info -> Forum -> Dyskusje ogólne Odsłon: 3407
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3982
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 13:52, 18 Wrz '10    Pojedynczy post Temat postu: Czeczenia w Jarosławiu Odpowiedz z cytatem

Pobita przez policjantów?
17.09.2010.


Małgorzata Jabłońska, zaraz po opuszczeniu komendy policji w Jarosławiu, udała się na obdukcję do szpitala.
Policja bardzo powoli wyjaśnia sprawę pobicia Małgorzaty Jabłońskiej, która twierdzi, że została skatowana przez funkcjonariuszy w pomieszczeniach komendy w Jarosławiu.

Małgorzata Jabłońska (36 l.) jest cała posiniaczona i ma zmaltretowaną twarz. Nie ma wątpliwości, że została brutalnie i dotkliwie pobita. Potwierdza to także diagnoza lekarzy. Do szpitala przywiózł panią Małgorzatę jej mąż, Jarosław (34 l.). Było to w minioną w niedzielę wieczorem, zaraz po tym, jak oboje opuścili komendę policji. Wtedy sińce na twarzy, nogach, rękach i pośladkach Małgorzaty Jabłońskiej zaczynały dopiero nabierać kolorów i może to oznaczać, że kobieta została pobita kilkanaście godzin wcześniej, czyli w niedzielę rano. Dziś te sińce świecą już pełnią fioletowo-żółtych barw. Nad ranem w niedzielę, 12 września, państwo Jabłońscy wracali do domu z sobotniego spotkania w restauracji Asticus w Jarosławiu. Na ulicy Bandurskiego szli prawym skrajem jezdni, gdyż chodnik zajmowały zaparkowane samochody. Około godz. 4 podjechał do nich radiowóz i policjanci zwrócili małżonkom uwagę, że dla własnego bezpieczeństwa powinni przejść na chodnik.

Interwencja

- Kilkadziesiąt metrów dalej przeszliśmy przez lukę między samochodami i usiedliśmy na ławce - mówi Jarosław Jabłoński. - Po chwili nadjechał ten sam radiowóz, a z przeciwnej strony dojechał do niego policyjny bus i czworo funkcjonariuszy ruszyło w naszym kierunku. Zaniepokojony zadzwoniłem z komórki na 997, ale dyżurny szybko się rozłączył. Policjanci skuli Małgosi ręce z tyłu, a mnie z przodu. Wrzucili nas do busa i zawieźli na komendę.

Tam kazano panu Jarosławowi dmuchnąć w alkomat. Okazało się, że w wydychanym powietrzu miał prawie 1,7 promila alkoholu. Chcieli tez zbadać alkomatem jego żonę.

Co wydarzyło się w komendzie?

- Odmówiłam - przyznaje pani Małgorzata. - Niby dlaczego miałam dmuchać? Nic złego nie zrobiłam. Nie prowadziłam samochodu, ani nawet roweru. Nie rozumiem powodu zatrzymania nas i zawiezienia na komendę. Wtedy taka czarna policjantka doskoczyła do mnie i z całej siły uderzyła mnie w twarz. "Dmuchaj ku.wo" krzyknęła. Zapytałam, co to za agresywna władza. "Ja ci pokażę władzę ty ku.wo" wrzasnęła i zadała kolejny cios.

- Nad Gosią pastwiło się kilku policjantów - dodaje Jarosław Jabłoński. - Najgorszy był taki „Biały", krótko ostrzyżony blondyn. No i ta czarna. Chodziła po korytarzu jak bokser w ringu, poprawiała rękawiczki, a potem wchodziła do pokoju, gdzie trzymali Gosię i słyszałem ciosy i jej krzyki. prosiłem Gosię, żeby dmuchnęła w ten alkomat, to przestaną ją bić.

W końcu policjanci zawieźli państwa Jabłońskich na badanie do szpitala, ale krwi od pani Małgorzaty nie pobrano. Potem małżonków przewieziono z powrotem na komendę.

- I dalej mnie bili i dusili

- mówi Małgorzata. - Jeden przytrzymał mnie od tyłu, zdarł mi w dół spodnie razem z majtkami i podciągnął bluzkę. Wtedy ta czarna podeszła i zerwała mi stanik. Potem dalej mnie biła. Dobiegała i z rozpędu uderzała mnie w głowę. Ten z tyłu mnie puścił i upadłam. Wtedy kopali mnie po nogach i po całym ciele.


- Wchodzili do tego pokoju i wychodzili - uzupełnia relację żony Jarosław Jabłoński. - Widziałem przez otwierane drzwi skuloną na podłodze Gosię. Słyszałem ciosy i jej jęki. W końcu wrzucili mnie do celi.

Panią Małgorzatę również umieszczono w izbie zatrzymań. Oboje zostali wypuszczeni w niedzielę wieczorem.

- Od razu zawiozłem żonę na pogotowie - mówi pan Jarosław. - Była strasznie zmasakrowana. Została w szpitalu.

Policja wyjaśnia

W poniedziałek Jarosław Jabłoński złożył szefowi jarosławskiej policji skargę na niedzielną interwencję.

- Mogło dojść do popełnienia przestępstwa - przyznaje podinsp. Magdalena Kmieciak-Pobuta z jarosławskiej policji. - O zarzutach wobec policjantów powiadomiona została prokuratura i będzie prowadziła dalsze czynności w tym zakresie. Niezależnie od tego, Komendant Powiatowy Policji w Jarosławiu wszczął czynności wyjaśniające treść podnoszonych zarzutów. Po przeprowadzeniu ustaleń będzie możliwe zrelacjonowanie przebiegu wydarzeń.

Wyjaśnianie to trwa od poniedziałku i...

- Funkcjonariusze przedstawiają zupełnie inny przebieg wydarzeń - wyjaśnia podinsp. Robert Matusz, zastępca komendanta jarosławskiej policji. - Sprawa wymaga więc szczegółowego wyjaśnienia. Policjanci, których dotyczą zarzuty, pełnili dotychczas służbę nienagannie i nie było na nich żadnych skarg. Musimy odtworzyć krok po kroku przebieg całej interwencji, od chwili jej rozpoczęcia na ulicy, do momentu zwolnienia zatrzymanych z komendy. W tym celu przeglądane są zapisy kamer wewnętrznego monitoringu w komendzie i kamer na terenie miasta. To trwa, bo kamer jest wiele.

- Obawiam się, że powolne wyjaśnianie może mieć inny cel - mówi jarosławski adwokat (nazwisko do wiadomości redakcji). - Kilkakrotnie już spotkałem się brutalnością policji i takie sprawy na ogół zamiata się pod dywan. Najważniejsze są pierwsze trzy, cztery dni od zdarzenia. Wtedy wiele dowodów może zniknąć i później nic już nie da się jednoznacznie wyjaśnić. Chętnie pomogę pani Jabłońskiej i podpowiem, jakie wnioski dowodowe powinni złożyć w prowadzonym postępowaniu. Ze względów procesowych proszę więc na razie nie ujawniać mojego nazwiska w prasie. Będziemy uważnie śledzić dalszy tok tej bulwersującej sprawy.

Krzysztof Rokosz

Drastyczne zdjęcia
http://www.fakt.pl/Kobieta-Policja-mnie-skatowala-,galeria-artykulu,82611,2.html


Ciekawe jak częste sa pobicia na komendach policji i w więzieniach?
Jak wiele zeznań w Polsce jest wymuszanych torturami?
Dlaczego tak się oburzamy na to co sie dzieje w Czeczeni , a milczymy jak to samo dzieje się w " wolnej demokratycznej i katolickiej Polsce?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3982
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 00:55, 19 Wrz '10    Pojedynczy post Temat postu: Re: Czeczenia w Jarosławiu Odpowiedz z cytatem

A tu Ameryka Południowa , czy Afryka w Warszawie

Sprawa zaczęła się jeszcze zanim OPATRZNOŚĆ zabrała nam doktora prawa okupującego
stanowisko prezydenta


====================================

Bo Prokuratura chce przeczytać...

r.k. | wtorek.7.9.2010 05:39

Problemów fundacji Lex Nostrum ciąg dalszy. Nadal, mimo prawomocnego orzeczenia Sądu, zatrzymane są dokumenty, wśród których znajdują się akta osób pokrzywdzonych przez polski wymiar sprawiedliwości.

Wyobraźcie sobie Państwo następującą sytuację. Prowadzicie legalną fundację zajmującą się obroną interesów osób pokrzywdzonych przez polski wymiar sprawiedliwości. Pewnego dnia wkracza do Waszego biura policja i konfiskuje wszystkie znalezione dokumenty. Zabezpiecza je w bardzo skomplikowany sposób opisując zbiory dokumentów konstrukcją iście profesjonalną:
"karton z dokumentami".
Dokładny spis powstaje dopiero później.
Prokurator Prokuratury Rejonowej zatwierdza zatrzymane rzeczy i dokonane przeszukanie. Wkrótce jednak Sąd Rejonowy wydaje postanowienie uchylające postanowienie Prokuratora o zatwierdzeniu przeszukania.
W tym momencie należy, zgodnie z obowiązującym prawem, wydać zatrzymane dokumenty.

Co się dzieje dalej?

Policja przetrzymująca rzeczy milczy. Po mocniejszym nacisku (skardze na postępowanie) zwierza się, że dysponentem zatrzymanych rzeczy jest Prokuratura Rejonowa. Piszecie więc do tej prokuratury o wydanie postanowienia w przedmiocie dowodów rzeczowych i dokonania zwrotu rzeczy. Co na to Prokuratura?

Prokuratura wyda zatrzymane rzeczy jak się ze wszystkimi nimi zapozna... mimo, że postanowienie Sądu o zwrocie rzeczy wymaga natychmiastowej wykonalności.

Jak Państwo myślicie, ile czasu zajmie Prokuraturze lektura wspomnianych dokumentów (1500 teczek)?
A. tydzień
B. miesiąc
C. rok
D. bliżej nieustalony czas

Oto szczegółowy opis sprawy:

Warszawa, dnia 6 września 2010 r.
"LEX NOSTRUM"

Pan Andrzej Seremet
Prokurator Generalny

Pan
Krzysztof Kwiatkowski
Minister Sprawiedliwości
Wniosek o interwencję
w sprawie bezprawnych działań i zaniechań, a także lekceważenia prawomocnego orzeczenia Sądu przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Mokotów

Niniejszym składam petycje w sprawie bezprawnych działań oraz zaniechań a także lekceważenia prawomocnego orzeczenia Sądu przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Mokotów w związku z postępowaniem w sprawie kradzieży z włamaniem i pozostałych wpadkowych z udziałem Lex Nostrum sp. z o.o. Z uwagi na skomplikowany stan sprawy oraz mnogość podmiotów dokonujących bezprawnych czynności, zasadne jest przedstawienie stanu faktycznego od początku.

W dniu 17 marca 2010 r. funkcjonariusze Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV w Warszawie dokonali przeszukania lokalu 201 w budynku przy ul. Srebrnej 16 w Warszawie. Lokale powyższe wynajmowane były od spółki Srebrna z o.o. przez Lex Nostrum sp. z o.o., na podstawie umowy najmu z dn. 23.11.2009 r. Podczas przeszukania funkcjonariusze zatrzymali rzeczy znajdujące się w lokalu, a stanowiące własność spółki Lex Nostrum. Były to przede wszystkim teczki z dokumentami klientów spółki, umowami podpisanymi z klientami, a także dowodami z dokumentów przechowywanymi przez Lex Nostrum na potrzeby postępowań cywilnych jej klientów.

Powyższe przedmioty pakowane były przez funkcjonariuszy w kartony i opisywane pobieżnie jako „kartony z dokumentami”. Spis rzeczy zatrzymanych powstał znacznie później, bo w dn. 9.04.2010 r. oraz w dn. 19.04.2010 r., gdyż jeszcze w kwietniu dokonywane były kolejne przeszukania. Na pytania Lex Nostrum o podstawę prawną takich czynności, jeden z funkcjonariuszy ustnie poinformował, iż jest to „dalszy ciąg tamtego przeszukania” i nie pozwolił przedstawicielom Lex Nostrum brać w nich udział.

Postanowieniem z dn. 23 marca 2010 r. Prokurator Prokuratury Rejonowej Warszawa Wola zatwierdził zatrzymanie rzeczy i przeszukanie dokonane przez funkcjonariuszy KRP IV.

Niniejsze postanowienie zostało zaskarżone przez spółkę Lex Nostrum. Dnia 25 maja 2010 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli w Warszawie wydał postanowienie uchylające postanowienie Prokuratora o zatwierdzeniu przeszukania.

W uzasadnieniu Sąd podkreślił, iż prokurator dokonał wadliwej oceny okoliczności stanowiących podstawę dokonania przeszukania i zatrzymania rzeczy, a dokumentacja sporządzona na okoliczność przedmiotowego przeszukania i zatrzymania rzeczy nie wskazuje precyzyjnie, jakie przedmioty – dokumenty zostały zatrzymane, co czyni niemożliwym weryfikację wskazanej czynności. Postanowienie Sądu jest prawomocne z chwilą wydania.

W tych okolicznościach na podstawie art. 230 § 1 k.p.k. Policja obowiązana była niezwłocznie zwrócić zatrzymane rzeczy osobie uprawnionej, tj. spółce Lex Nostrum. Jednak ze strony Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV nie nastąpiła żadna reakcja na powyższe postanowienie Sądu.
Spółka Lex Nostrum wielokrotnie wzywała KRP IV do wydania rzeczy, ale nie otrzymała na swoje pisma żadnej odpowiedzi.


Także pełnomocnik spółki Lex Nostrum, adw. Kamil Kordiał, wielokrotnie udawał się wprost do KRP IV na ulicę Żytnią z wnioskami i prośbami o wydanie rzeczy, również bezskutecznie. Telefony do Komendanta KRP IV oraz wysyłane pisma pozostawały bez odpowiedzi, bądź odpowiedź dotyczyła wyłącznie odmowy wszczęcia przeciwko funkcjonariuszom postępowania dyscyplinarnego, a nie odnosiła się wcale do kwestii zwrotu własności Lex Nostrum.

W dn. 2 sierpnia 2010 r. doręczono Lex Nostrum sp. z o.o. pismo Wydziału Kontroli Komendy Społecznej Policji z dn. 26.07.2010 r., w którym poinformowano spółkę, iż dysponentem dowodów rzeczowych zabezpieczonych w dniu 17 marca 2010 r. jest obecnie Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów, a do wydania dokumentów konieczne jest prawomocne rostrzygnięcie w przedmiocie dowodów rzeczowych.

Wobec powyższego spółka wystosowała w dn. 3 sierpnia 2010 r. wezwanie do wydania postanowienia w przedmiocie dowodów rzeczowych i dokonania zwrotu rzeczy i skierowała je do Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów.

Ponieważ pisma podobnej treści spółka wystosowała też już wcześniej m.in. do Prokuratury Okręgowej, wkrótce potem do spółki Lex Nostrum z o.o. wpłynęło pismo Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów z dn. 29 lipca 2010 r., w którym wyjaśniono, iż Prokuratura wyda postanowienie w przedmiocie dowodów rzeczowych dopiero po zapoznaniu się ze wszystkimi zatrzymanymi dokumentami, „które zresztą zajmują cały magazyn dowodów rzeczowych” i są bardzo obszerne. W ten sposób Prokuratura zasugerowała, że wydanie zatrzymanych przedmiotów nie nastąpi tak szybko, chociaż z uwagi na prawomocne postanowienie Sądu z dn. 25 maja 2010 r. wszelkie przedmioty zatrzymane zostały bezprawnie i powinny zostać natychmiast wydane osobie uprawnionej.

Ponieważ każdy dzień bez dokumentacji wiąże się dla spółki z trudnymi do oszacowania stratami oraz obstrukcją działania spółki, wydanie rzeczy jest konieczne dla prawidłowego prowadzenia przez spółkę działalności gospodarczej.

Jednak jakiekolwiek próby porozumienia się z Prokuraturą Rejonową Warszawa Mokotów nie dają żadnych rezultatów. Spółka nie wyklucza w przyszłości dochodzenia roszczeń odszkodowawczych z tego tytułu, jednak na razie nie może wyliczyć strat z uwagi na brak dokumentacji oraz nieznany czas, jaki ta dokumentacja będzie jeszcze bezprawnie przetrzymywana. Po obliczeniu wysokości szkody spółka prawdopodobnie wytoczy powództwo przeciwko Skarbowi Państwa, który odpowiada za szkody wyrządzone przez funkcjonariuszy publicznych.

W związku z tym, że opisana powyżej sytuacja jest bardzo niepokojąca i realnie zagraża wolnemu funkcjonowaniu podmiotów gospodarczych w Polsce, składam prośbę o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

 Czy i na jakiej podstawie zarówno Komenda Rejonowa Policji, jak i Prokuratura Rejonowa może zlekceważyć postanowienie Sądu i wyraźny nakaz art. 230 § 1 k.p.k.?

 Jakie środki ochrony prawnej przysługują w takiej sytuacji przedsiębiorcy wedle obowiązujących przepisów ?

 Jak dużą fakultatywność mają organy nadzoru nad organami prowadzącymi postępowanie, skoro wszelkie skargi i wnioski Lex Nostrum są oddalane i stale odmawia się wszczęcia jakiegokolwiek postępowania dyscyplinarnego wobec funkcjonariuszy odpowiedzialnych za bezprawne przeszukanie ?

 Czy spółka może w tej sytuacji wnieść powództwo do sądu powszechnego o wydanie rzeczy? Kto wówczas powinien być pozwanym: Skarb Państwa, odpowiadający za bezprawne działania funkcjonariuszy publicznych, czy sam podmiot, w którego posiadaniu znajdują się rzeczy ?

 Czy zasadne jest narażanie Skarbu Państwa na odpowiedzialność odszkodowawczą w wyżej przedstawionej sytuacji ? ( paraliż działań spółki trwa już pół roku, a ewentualnie poniesione przez spółkę szkody to nie tylko realny uszczerbek – damnum emergens, ale także utracony zysk – lucrum cessans ).


Z poważaniem

Maciej Lisowski
Prezes „LEX NOSTRUM”
m.lisowski@lexnostrum.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3982
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 13:37, 19 Wrz '10    Pojedynczy post Temat postu: Re: Czeczenia w Jarosławiu Odpowiedz z cytatem

A tu o wiarygodności zeznań i POMOCY policji w dojściu do PRAWDY

=================================
17 wrz, 08:46 John Schwartz / New York Times New York Times


Eddie Lowery spędził w więzieniu 10 lat, skazany za przestępstwo, którego nie popełnił. W procesie o gwałt nie było żadnych dowodów, które wskazywałyby na niego jako sprawcę, poza jednym: Lowery przyznał się do winy.

W trakcie procesu oskarżyciel przekonywał ławę przysięgłych, że tylko sprawca mógł znać niektóre szczegóły tej zbrodni: na przykład to, że gwałciciel uderzył 75-letnią ofiarę trzonkiem srebrnego noża, który znalazł w jej domu. Dopiero wiele lat później badania DNA dowiodły, że przestępstwo, za które skazano Lowery’ego, popełnił w rzeczywistości ktoś inny. Do tego czasu jednak mężczyzna zdążył odbyć karę. W 1991 roku został warunkowo zwolniony.

– Nie mogę sobie wybaczyć, że się przyznałem – wyznał Lowery w niedawno udzielonym wywiadzie. – Myślałem, że jestem jedynym idiotą, który zrobił coś takiego.

Takich osób jest jednak więcej. Z danych zebranych przez Brandona L. Garretta z Uniwersytetu Wirginii wynika, że od 1976 roku badania DNA potwierdziły niewinność przynajmniej 40 osób, które wcześniej przyznały się do popełnienia przestępstwa. Eksperci już od dawna wiedzieli, że pewne grupy osób – na przykład ludzi upośledzonych umysłowo, młodych lub podatnych na wpływy – można łatwo skłonić do przyznania się do winy. Osobnym przypadkiem są ludzie tacy jak Lowery, który – jak sam twierdzi – przyznał się, ponieważ nie mógł już znieść presji ze strony organów ścigania.

Najnowsze badania pokazują, że osoby, które nie brały udziału w zbrodni, potrafią przekazać bardzo dokładny opis tego, co się stało. To z kolei umacnia przysięgłych w przekonaniu, że mają przed sobą sprawcę. W jednej ze swoich prac Garrett wyjaśnia, w jaki sposób obciążające szczegóły trafiają do zeznań podejrzanych. Okazuje się, że bardzo często policjanci podczas przesłuchania ujawniają – świadomie lub nie –wiele kluczowych informacji dotyczących przestępstwa.

Dla prawników ustalenia Garretta są niezwykle istotne. – Do tej pory, jeśli podejrzany się przyznał, uznawaliśmy to za koniec całej sprawy – mówi Peter J. Neufeld, założyciel nowojorskiej fundacji Innocence Project. Sąd zakładał, że skoro przyznanie się do winy nie zostało wymuszone siłą, musi być szczere. – Tymczasem trzeba również sprawdzić, czy takie zeznanie jest wiarygodne – argumentuje Neufeld.

Nie jest to jednak takie proste. Garrett przyznaje, że badając zeznania "fałszywych sprawców", był zdumiony ilością przytaczanych przez nich szczegółów. – Większość z nas zakłada, że takie fałszywe przyznanie się do winy będzie łatwe do rozpoznania. Na przykład podejrzany powie po prostu: "tak, zrobiłem to" – mówi. Tymczasem "wszystkie te zeznania były niezwykle wiarygodne" i zwierały wiele istotnych szczegółów, najprawdopodobniej ujawnionych przez policjantów jeszcze w trakcie przesłuchań. – W kilku przypadkach nie miałem wątpliwości, że doszło do "skażenia" zeznań – mówi Garrett, odwołując się do terminu określającego w policyjnym żargonie sytuację, kiedy fakty dotyczące przestępstwa zostają ujawnione przez oficerów w trakcie przesłuchania.

Spośród wszystkich "fałszywych sprawców", których przypadki przestudiował Garrett, 26 – ponad połowę – stanowiły osoby upośledzone umysłowo, poniżej 18. roku życia bądź spełniające oba te kryteria. Większość z nich poddano wyczerpującym przesłuchaniom; przy żadnym z nich nie był obecny adwokat. Trzynaścioro podejrzanych zabrano na miejsce zbrodni.

Sprawa Lowery’ego dobrze obrazuje, jak działa ten mechanizm. Mężczyzna trafił do kręgu podejrzanych – jak sam przypuszcza – ponieważ tej samej nocy, kiedy dokonano gwałtu, wracał z imprezy i miał stłuczkę. Tym samym trafił do policyjnej kartoteki. Oficerowie przesłuchiwali go przez siedem godzin, od początku dając mu do zrozumienia, że uważają go za winnego.

Lowery poddał się badaniu wykrywaczem kłamstw. Policjanci poinformowali go, że oblał. – Uznałem, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest powiedzieć im to, co chcą usłyszeć, a potem wynająć prawnika i dowodzić swojej niewinności – wspomina Lowery.

Jednak rzadko zdarza się, by ktoś, kto przyznał się do winy, miał szansę dowieść swojej niewinności w sądzie. W ośmiu z badanych przez Garretta przypadków badania DNA, przeprowadzone jeszcze przed rozpoczęciem procesu, wskazywały na innego sprawcę – a mimo to podejrzani zostali skazani.

W jednym z takich przypadków oskarżyciel dowodził, że ofiara gwałtu i morderstwa mogła prowadzić aktywne życie seksualne, więc DNA pobrane z miejsca zbrodni mogło należeć do któregoś z jej poprzednich partnerów. Przysięgłym zasugerowano, by zamiast na wynikach ekspertyzy skupili się na wyjątkowo szczegółowym zeznaniu, w którym oskarżony – Jeffrey Deskovic z Poughkeepsie w stanie Nowy Jork – przyznał się do winy. Mężczyzna spędził w więzieniu 16 lat.

Chociaż policjanci często nieświadomie przekazują podejrzanym informacje na temat przestępstwa, Lowery utrzymuje, że w jego przypadku była to celowa strategia. Po tym, jak się przyznał, śledczy dokładnie omówili z nim przebieg zbrodni, poprawiając go tam, gdzie popełniał błędy. Na przykład: jak dostał się do domu ofiary? – Powiedziałem, że wyłamałem drzwi frontowe – wspomina mężczyzna. Ale gwałciciel użył tylnych drzwi, więc Lowery musiał zmienić zeznanie. – Policjanci podawali mi odpowiedzi – mówi.

Zeznania niektórych oskarżonych zawierają nawet te same błędy, które popełnili policjanci. Earl Washington Jr., upośledzony umysłowo mężczyzna, który spędził w więzieniu 18 lat i w ostatniej chwili uniknął kary śmierci za morderstwo, którego nie popełnił, zeznał, że ofiara miała na sobie bluzkę bez rękawów. W rzeczywistości zamordowana ubrana była w sukienkę, ale w pierwszym raporcie policjant błędnie napisał, że był to bezrękawnik.

Steven A. Drizin z Northwestern University School of Law, który zajmuje się błędnymi wyrokami mówi, że przypadki tego typu powinny być dla organów ścigania ostrzeżeniem. Jego zdaniem, w większości przypadków podejrzany zostaje niesłusznie skazany właśnie dlatego, że policjanci podsuwają mu zbyt dużo szczegółów dotyczących przestępstwa.

Jim Trainum, były policjant, który szkoli oficerów w zakresie rozpoznawania fałszywych zeznań mówi, że nie jest to działanie celowe. – Bardzo często policjanci są przekonani, że mają przed sobą sprawcę, i zaniedbują środki ostrożności – mówi. Dlatego Trainum uważa, że przesłuchania powinny być w całości nagrywane.

51-letni obecnie Lowery mieszka na przedmieściach Kansas City, w domu, który odnowił częściowo dzięki 7,5 miliona dolarów, jakie dostał w ramach odszkodowania od władz Riley County, gdzie został aresztowany.

Cały czas nie potrafi zapomnieć o przeszłości. – Wiele osób mówi mi: "Nigdy bym się nie przyznał do czegoś, czego nie zrobiłem". Nie kłócę się z nimi. Nie mają pojęcia, przez co przeszedłem. Nie wiedzą, co człowiek jest w stanie zrobić, żeby tylko znaleźć wyjście z pewnych sytuacji
– mówi.
Autor: John Schwartz Źródła: New York Times
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3982
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 14:57, 19 Wrz '10    Pojedynczy post Temat postu: Re: Czeczenia w Jarosławiu Odpowiedz z cytatem

Transatlantyckie przestępcze relacje

05.10.2006
BERLIN/WASZYNGTON/BEJRUT/KANDAHAR
(Relacja własna) - Niemieckie służby specjalne dostarczały Stanom Zjednoczonym niewinne osoby do deportacji, narażając je w ten sposób na ciężkie tortury. Niedawne wypowiedzi trzeciej spośród ofiar, Murata Kurnaza z Bremy, potwierdzają fakt systematycznej pomocy Niemiec w uprowadzaniu, pozbawianiu wolności i fizycznym upokarzaniu mieszkających w Niemczech osób podejrzanych o terroryzm. Los wielu ofiar (poza Muratem Kurnazem byli to Khaled el Masri, Mohammed Haydar Zammar i Mohammed Ramez Sultan) świadczy o metodycznym postępowaniu niemieckich służb specjalnych, które przez pewien czas wzajemnie oskarżały się o udział w tych przestępstwach. Według ostatnich doniesień prasowych w złe traktowanie uprowadzonych ofiar zaangażowane są także jednostki specjalne Bundeswehry, tzw. Oddział Sił Specjalnych ("Kommando Spezialkräfte" - KSK), działające w ścisłej tajemnicy i niepodlegające żadnej publicznej kontroli. Ujawnione zamieszanie niemieckich służb specjalnych w wymienione przestępstwa, popełniane pod nadzorem obecnego ministra spraw zagranicznych, pozostaje do dziś bez konsekwencji; wiele prawdopodobnie odpowiedzialnych za nie osób zajmuje dziś wysokie polityczne stanowiska.


Uprowadzenia

Wspólna nić łącząca ujawnione do dziś przypadki uwidacznia się już podczas dostarczania ofiar obcym organom represji
. Mohammed Ramez Sultan, handlarz samochodowy z Monachium, został dzięki pomocy Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) pojmany w Bejrucie przez libańskie służby, choć aresztowania można było w każdej chwili dokonać w jego miejscu zamieszkania w Bawarii.[1] Także Mohammed Haydar Zammar nie został zatrzymany w Niemczech; zamiast tego niemieckie służby przekazały jego plan podróży Amerykanom, którzy pojmali Zammara w Maroko i deportowali do Syrii.[2] Niemieckie organy ścigania nie zdecydowały się również na aresztowanie Khaleda el Masrisa w jego miejscu zamieszkania na południu Niemiec; człowiek będący pod stałą obserwacją wielu niemieckich służb specjalnych został "złapany" podczas wjazdu do Macedonii przez siły amerykańskie i wywieziony do Afganistanu. Wszystkie trzy ofiary zostały poddane ciężkim torturom. Według relacji świadków, do których dotarła redakcja german-foreign-policy.com, FBI w czasie dokonywania tych przestępstw dysponowała własnym biurem na terenie Federalnego Urzędu Kryminalnego w Meckenheim.


Przesłuchania

Metody przesłuchań we wszystkich ujawnionych przypadkach również wykazują pewne podobieństwa. Dla przetrzymywanego i torturowanego w Bejrucie Mohammeda Rameza Sultana działający na miejscu funkcjonariusze BKA przygotowali blisko 80-stronicowy katalog pytań; o udzielenie na nie odpowiedzi mieli zatroszczyć się już libańskie służby.[3] Khaled el Masri zeznał, że po serii tortur przesłuchiwany był nie tylko przez Amerykanów, lecz także przez Niemców.[4] Mohammed Hayder Zammar był przesłuchiwany w swej syryjskiej katowni przez funkcjonariuszy jednocześnie trzech niemieckich służb (Federalnego Urzędu Kryminalnego, Federalnej Agencji Wywiadowczej oraz Urzędu Ochrony Konstytucji).[5] [b]Funkcjonariusze Federalnej Agencji Wywiadowczej (BND) oraz Urzędu Ochrony Konstytucji odszukali także przetrzymywanego w Guantanamo Murata Kurnaza, by wykorzystać sytuację niewinnie więzionego i torturowanego podejrzanego do zdobycia dalszych informacj
i.[6] Według ostatnich doniesień prasowych funkcjonariusze niemieckich służb, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, przeprowadzali wiele takich przesłuchań w uzgodnieniu z amerykańskimi urzędami, które do niedawna przetrzymywały Kurnaza.[7][/b]


Metodycznie
Metodyczne postępowanie niemieckich służb podczas uprowadzania, aresztowania i przesłuchiwania z wykorzystaniem tortur zaszło najwyraźniej tak daleko, że przedstawiciele poszczególnych służb zaczęli wzajemnie zarzucać sobie odpowiedzialność za uprowadzenia
. W lipcu 2004 roku Federalny Urząd Kryminalny wskazywał wprost na możliwość, że w zniknięcie Khaleda el Masri zaangażowana jest Federalna Agencja Wywiadowcza (BND). "Nie można całkiem wykluczyć, że BND w jakiś sposób mogłaby brać udział w uprowadzeniu el-Masri", czytamy w wewnętrznym piśmie BKA z 5. lipca 2004 roku.[8]


Poza kontrolą
Jak informuje tygodnik stern, nie tylko niemieckie służby specjalne i policja, lecz także jednostki specjalne Bundeswehry są zamieszane w te przestępstwa dokonywane pod państwową przykrywką. Według sterna Murat Kurnaz został najpierw wywieziony do Kandaharu w Afganistanie
. Kurnaz twierdzi, że był tam źle traktowany przez żołnierzy z niemiecką flagą na swych mundurach w barwach ochronnych.[9] Według tygodnika w tym czasie jedynymi niemieckimi żołnierzami obecnymi w tym południowoafgańskim mieście byli członkowie Oddziałów Sił Specjalnych ("Kommando Spezialkräfte" - KSK). Jednostka ta działa w najściślejszej tajemnicy i nie podlega żadnej publicznej kontroli. Dlatego mało prawdopodobne jest otwarte wyjaśnienie zarzutów dotyczących złego traktowania uprowadzonych osób.


Bezkarni
Wszyscy państwowi urzędnicy, prawdopodobnie odpowiedzialni za systematyczną pomóc w ujawnionych przypadkach przestępstw, pozostają wciąż bezkarni
. Frank-Walter Steinmeier (SPD), sprawujący podczas okresu, którego dotyczą te wypadki, funkcję szefa Urzędu Kanclerskiego i odpowiedzialny za nadzór nad służbami specjalnymi, cieszy się dziś szacunkiem najwyższego dyplomaty Republiki Federalnej Niemiec. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zawiodło zresztą już podczas kierowania nim przez jego poprzednika Josepha Fischera (Sojusz 90/Zieloni), gdy nie dopełniło swych obowiązków zatroszczenia się o zatrzymanych za granicą obywateli Niemiec. Były szef BND August Hanning do dziś pełni funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, choć 29 października 2002 roku aktywnie przeciwstawiał się wypuszczeniu Murata Kurnaza z amerykańskiego więzienia, występując z żądaniem wprowadzenia dla niego "zakazu wjazdu do Niemiec", jak cytuje prasa na podstawie materiałów rządowych.[10] Żadna z osób odpowiedzialnych wówczas w rządzie za ochronę praw człowieka (Gerd Poppe, Claudia Roth, Tom Koenigs - wszyscy Sojusz 90/Zieloni) nie wstawiła się w odpowiedni sposób za deportowanymi.


Niemożliwość
Posłowie opozycji w komisji Bundestagu, która ma się zająć wyjaśnieniem tych przypadków, osiągnęli już pierwsze sukcesy. Udało im się uchylić wprowadzoną przez służby specjalne klasyfikację wielu tekstów jako "poufnych" i przez to nie do użytku. Chodzi tutaj o różne opublikowane w przeciągu minionego roku artykuły prasowe. Faktycznie są to prawie wyłącznie publikacje krajowych i zagranicznych mediów, które ujawniają cały zakres tego przestępstwa pod państwowym parasolem i dostarczają parlamentarnym organom wciąż nowych zaskakujących faktów. Wyjaśnienie sprawy transatlantyckich przestępczych relacji, których owocami dzielili się niemieccy i amerykańscy funkcjonariusze służb, przez sam system państwowy wydaje się niemożliwością.


Czytaj także Gdzie jest Haydar Zammar?, Wer ist "Sam", der deutsche Foltergesandte?, Nach Recht und Gesetz, Täuschen und lügen, Und warten noch immer, Interview mit Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, "Abgrundtiefe Doppelzüngigkeit", Abgleiten in die Barbarei, Interview mit Dr. Max Stadler, Ohne Gericht, ohne Urteil, Letzte Warnung i Zarzuty wobec niemieckiego wywiadu
[1] Zobacz także: Die Folterer
[2] To potwierdza prawniczka Zammara.
[3] Zobacz także: Die Folterer
[4] Zobacz także: "Sam", der deutsche Foltergesandte
[5], [6] Zobacz także: Sofern sie noch leben
[7] Kurnaz von Deutschen gefoltert; www.stern.de 04.10.2006
[8] BKA verdächtigte im Fall el-Masri den Bundesnachrichtendienst; stern 39/2006
[9], [10] Kurnaz von Deutschen gefoltert; www.stern.de 04.10.2006
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
JerzyS




Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3982
Post zebrał 0.00 mBTC

PostWysłany: 21:45, 23 Wrz '10    Pojedynczy post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wybił napastnikowi zęby. Oskarżony, bo źle się bronił
Jarosław Sidorowicz
2010-09-23, ostatnia aktualizacja 2010-09-23 16:01

Krakowska prokuratura chce skazania inwalidy, który stanął w obronie kobiety zaatakowanej przez agresywnego męża. Bo broniąc się przed jego ciosami, wybił mu dwa zęby.

Oskarżony o uszkodzenie ciała: Kazimierz S., 53 lata, żyje z inwalidzkiej renty. Gdy prokurator zażądał dla niego czterech miesięcy więzienia w zawieszeniu, grzywny i jeszcze nawiązki dla uderzonego, miał łzy w oczach. - Przecież tylko się broniłem - mówi.

Grzegorz S., "ofiara" inwalidy, jest sporo młodszy, postawniejszy, ma też kryminalną przeszłość - w toku sprawa o znęcanie się nad rodziną.


Wszystko zaczęło się w sierpniu zeszłego roku, gdy do Kazimierza S. zadzwoniła znajoma sprzedająca precle w centrum Krakowa. Prosiła o naprawę witryny w wózku. Ale oprócz niego na miejscu zjawił się też mąż sprzedawczyni. Kobietę obrzucił wyzwiskami, popychał, w końcu uderzył pięścią w twarz. Próbował interweniować jeden z przechodniów - za zwrócenie uwagi też dostał w twarz. Na sprzedawczynię sypią się znowu wyzwiska, mąż szarpie ją i popycha. Kazimierz S. nie wytrzymuje. Do agresywnego mężczyzny, mówi, by przestał i zostawił żonę w spokoju. W odpowiedzi sypią się na niego ciosy. - Upadłem na kolana. Odpadła mi proteza nogi - opowiadał potem w sądzie inwalida. - Krzyczał, że mnie "zaj...", kopał. Byłem na kolanach, nie miałem jak się bronić. Wówczas sięgnąłem po młotek, który miałem za paskiem. Nadal mnie atakował, więc się nim broniłem i go uderzyłem.

Kazimierza S. policja początkowo przesłuchała jako świadka, ale prokuratura wkrótce zdecydowała, że inwalida ma odpowiadać za uszkodzenie ciała, bo Grzegorz S. dostał w twarz i stracił dwa zęby. Wystarczyło do tego przesłuchanie jego adwersarza. - Oskarżony użył środka niewspółmiernego do obrony - twierdzi prokuratura.

W sądzie żona Grzegorza S. zeznaje, że to jej mąż zaatakował i bił starszego mężczyznę, inni świadkowie też potwierdzają, że Grzegorz S. był od początku agresywny. Gdy toczy się proces, Grzegorz S. siedzi w areszcie za znęcanie się nad rodziną i groźby pod adresem inwalidy. Sąd nie ma wątpliwości: - Użycie młotka było całkowicie uzasadnione. Była to jedyna dostępna możliwość odparcia ataku - argumentował sędzia Konrad Gwoździewicz, uniewinniając inwalidę. Ale prokuratura nie rezygnuje. Składa apelację i na czterech stronach dowodzi, że to "dowolna, bez uwzględnienia zasad prawidłowego rozumowania, wiedzy i doświadczenia życiowego ocena dowodów". Dla prokuratora mało prawdopodobne jest, by inwalida został przewrócony, bo jego zdaniem, leżąc nie byłby w stanie dosięgnąć twarzy napastnika. I w centymetrach wylicza, na jakiej wysokości była twarz, a na jakiej ręka z młotkiem. Powątpiewa nawet, że atak na inwalidę był brutalny, bo według niego z akt nie wynika, by Kazimierz S. korzystał z pomocy lekarskiej. I konkluduje: - Oskarżony mógł uderzyć młotkiem w inną część ciała niż twarz i usta, przykładowo w którąś z kończyn. Bo zasady doświadczenia życiowego wskazują, że uderzenie w takie miejsce nie powoduje poważnych obrażeń, ale łączy się z dużym bólem.

Sąd odwoławczy o losie inwalidy zadecyduje w przyszłym tygodniu.

Dla "Gazety": Zbigniew Ćwiąkalski, b. minister sprawiedliwości, adwokat

Stanowisko prokuratury jest dla mnie bardzo wątpliwe. Każdy ma prawo do obrony i atakujący musi się liczyć z konsekwencjami swojego działania. Nawet jeśli doszło do przekroczenia granic obrony, to działanie w strachu lub pod wpływem wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami jest podstawą do uniewinnienia w takiej sytuacji. Pamiętam sprawę sprzed paru lat, gdy dużo większy mężczyzna próbował wyrzucić z 10. piętra mniejszego i zaatakowany, broniąc się, użył noża. Też padł argument, że można było bronić się inaczej, ale Sąd Najwyższy to wyśmiał.


Więcej... http://wyborcza.pl/1,75248,8414086,Wybil.....z10NqCtmje
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Prawda2.Info -> Forum -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz moderować swoich tematów


Czeczenia w Jarosławiu
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group.