W razie awarii sprawdź t.me/prawda2info

 
Ekspansja Chin   
Podobne tematy
C19 i sytuacja na świecie, wnioski 26
Znalazłeś na naszym forum inny podobny temat? Kliknij tutaj!
Ocena:
14 głosów
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Prawda2.Info -> Forum -> Dyskusje ogólne Odsłon: 27195
Strona:  «   1, 2, 3, 4, 5, 6, 7   »  Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ya




Dołączył: 01 Sty 2009
Posty: 1036
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 15:44, 27 Mar '11   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

zgodził bym sie jeżeli chodzi o, Europę, Ameryki i Afrykę.
Odpada to natomiast, jeśli chodzi o azję, to są dużo starsze kultury, które wiedza o kontroli dużo więcej od zachodu. Oczywiście pytanie co rozumiemy przez kontrolę? Podporządkowanie władzy by działa w czyimś interesie, czy tez blokowanie posunięć niezależnej władzy.
_________________
Kiedy wyeliminuje się wszytko co niemożliwe, cokolwiek pozostanie, choćby nie wiem jak nieprawdopodobne, musi być prawdą."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
November09




Dołączył: 20 Lis 2009
Posty: 857
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 12:58, 01 Kwi '11   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Unicredit sprzedaje Pekao Chińczykom
Cytat:
Włoska Grupa Unicredit boryka się od dłuższego czasu z niedomykającym się budżetem. By ratować finanse, Włosi zamierzają sprzedać polski bank Pekao chińskiemu bankowi People’s Bank of China.

Nasi korespondenci z Mediolanu od wczoraj żyją tylko informacją o decyzji sprzedaży Pekao do Chin. Transakcja na podreperować zwichnięte finanse Grupy Unicredit i jednocześnie umożliwić Włochom inwestycje w Azji. Decyzja w sprawie odsprzedaży Pekao zapada kilka miesięcy temu i był trzymana w tajemnicy.

Chińczycy wyłożą na zakup Pekao ponad 6 bln jenów. To milowy krok Państwa Środka na drodze do powolnego przejmowania banków w Europie. People’s Bank of China ma w planach kolejne przejęcia. Czy wśród tych planów są inne polskie banki? Wiele wskazuje, że tak. W Mediolanie, w rozmowach korytarzowych, pojawiają się takie nazwy banki jak BZ WBK i BRE Bank. Sprawdziliśmy. Hiszpańska Grupa Santander nie otrzymawszy przy pierwszym podejściu zgody KNF na zakup BZ WBK, rozpoczęła rozmowy z People’s Bank of China. Są już tak zaawansowane, że wkrótce możemy spodziewać się wezwania do sprzedaży. Podobnie BRE Bank, który jest częścią Commerzbanku. Niemcy wdrażając nową strategię również planują skoncentrować się na rynkach azjatyckich. Dlatego prawdopodobieństwo, że w zamian za umożliwienie im działalności na chińskim rynku będą musieli poświęcić BRE Bank.

Te nie potwierdzone jeszcze oficjalnie informacje zdają się mieć bardzo poważne korzenie. Zwłaszcza w odniesieniu do ostnic zmian w zarządach polskich banków Pekao, BZ WBK i BRE Banku. Przypomnijmy, Alicję Kornasiewicz (Pekao) zastąpił wiceprezes People’s Bank of China odpowiedzialny za rynki europejskie, pan Paj-chi-wo. W BZ WBK i BRE Banku nie zasiądą członkowie zarządu największego i jedynie słusznego banku chińskiego, ani nawet jego szeregowi pracownicy. Bankiem Zachodnim pokieruje na prośbę People’s Bank of China pan Jeng-sung-hoj , przedsiębiorca chiński od lat mieszkający w Polsce, natomiast na czele BRE Banku stanie Jet Lee Kwan, aktor i przemysłowiec, jeden z najbogatszych chińczyków mieszkających od lat na zachodzie. Nie jest tajemnicą, że Jet Lee Kwan pracuje również rządu Chin jako szpieg ds. gospodarczych. Był jednym z tych, którzy pracowali przy transakcji zakupu szwedzkiego Volvo.



Wygląda na to, że chiński kapitał może zagościć w Polsce na dłużej i przyjdzie nam przestawić się na chińską mentalność, a dla odprężenia zacząć grać w… chińczyka.

http://bezznieczulenia.nowyekran.pl/post.....chinczykom
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bimi
Site Admin



Dołączył: 20 Sie 2005
Posty: 20204
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 10:08, 06 Kwi '11   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Chińczycy są gotowi finansować miejskie inwestycje w Polsce i to tak, by nie zwiększać deficytu zadłużonych samorządów – informuje „Puls Biznesu”.

Rewolucja w Libii spowodowała, że chińskie firmy szukają bezpiecznych lokalizacji.

Taką jest Polska. COVEC, konsorcjum chińskich firm budujących drogi, mosty, tunele i linie kolejowe, które już buduje dwa odcinki na autostradzie A2 między Łodzią a Warszawą, chce m.in. budować obwodnicę Krakowa wartą 3 mld zł. Nie wyklucza partnerstwa publiczno-prawnego, w którym Chińczycy wykonaliby na swój koszt obwodnicę, a miasto przez określony czas płaciło im za dostępność trasy.

COVEC chce także wybudować, kosztem 10 mld zł, dalsze odcinki warszawskiego metra na Bemowo lub do Białołęki.

Na polskie firmy padł blady strach – czytamy w gazecie.

http://biznes.onet.pl/chinczycy-szturmuja-samorzady,18496,4233115,1,prasa-detal
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 00:34, 10 Sie '15   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Chiny stały się bankowym supermocarstwem 9 sie 2015 08:00

[...]
Jeszcze w ubiegłym roku spośród pięciu czołowych lokat na liście tylko dwie należały do chińskich banków.
[...]

W najnowszym rankingu agencji informacji biznesowej SNL Financial, w pierwszej piątce stu największych banków świata znalazły się aż cztery banki z Państwa Środka.
[...]

Na szczycie zestawienia SNL Financial uplasował się Chiński Bank Przemysłowo-Handlowy (Industrial & Commercial Bank of China). Wartość jego aktywów wyceniana jest na 3,45 bln dolarów.
W pierwszej piątce rankingu znalazły się jeszcze trzy chińskie instytucje finansowe:
China Construction Bank (2. miejsce - 2,82 bln dol.), Chiński Bank Rolniczy (Agricultural Bank of China, 3. miejsce - 2,72 bln dol.) i Bank of China Ltd. (5. miejsce - 2,58 bln dol.).
http://biznes.pl/swiat/pieciu-najmlodszy.....usd/d7xg83
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 00:43, 10 Sie '15   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Produkcja niektórych towarów staje się tańsza w USA niż w Chinach Ana Swanson - The Washington Post

Przed II wojną światową budowane z czerwonej cegły fabryki przetwarzające bawełnę w tkaniny były rozsiane na południu Stanów Zjednoczonych w Karolinie, Georgii i Alabamie. Ale w ciągu ostatnich 50 lat automatyzacja, umowy o wolnym handlu i konkurencja ze strony takich krajów jak Chiny, zredukowały tradycyjną branżę niemal do zera.

A teraz niektóre zawody związane z branżą tekstylną wracają, ale w zupełnie nowej formie. Jak napisał w niedzielę "The New Jork Times", niektórzy chińscy producenci otwierają działalność w Stanach Zjednoczonych, ponieważ stwierdzili, że taniej wychodzi produkcja ich towarów na południu Ameryki, niż w Chinach.

Keer Group, chiński producent przędzy inwestuje 218 mln dol. w fabrykę w Południowej Karolinie. Inny chiński producent, JN Fibers, inwestuje w tym samym stanie 45 mln dol. I indyjska firma ShriVallabh Pittie wykłada 70 mln dol. na fabrykę przędzy włókienniczej w pobliżu Sylvanii w Georgii.

Zmiany zachodzą też w innych branżach i miejscach. Chiński producent szyb samochodowych Fuyao inwestuje w fabrykę w Ohio wartą 230 mln dol., a chińscy nabywcy zwiększają moce produkcyjne w Cirrus Aviation w Minnesocie i Nexteer Automotive w Michigan.

Lista stworzona przez Boston Consulting pokazuje, jak bardzo zmniejszyła się różnica w kosztach produkcji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. W 2004 roku produkt wytworzony w Stanach Zjednoczonych za dolara, mógł być wyprodukowany w Chinach za 86,5 centów. Dekadę później wyprodukowanie go w Chinach kosztuje 95,6 centów – nie daje to kolosalnych oszczędności.

Ta malejąca różnica niewiele ma wspólnego z tym, co dzieje się w Ameryce, a więcej z tym, co dzieje się w Chinach.

Amerykanie wciąż zarabiają znacznie więcej niż ich chińscy koledzy. Skorygowana o produktywność pensja chińskiego pracownika fabryki wynosiła w ubiegłym roku 12,47 dolarów za godzinę, czyli nieco więcej niż połowę 22,32 dolarów za godzinę wypłacanych pracownikom amerykańskim, jak wynika z danych Boston Consulting Group.

Ale to inne czynniki związane z działalnością w Ameryce powodują różnice w kosztach. Na przykład fakt, że władze stanowe i lokalne oferują hojne ulgi podatkowe i subsydia firmom otwierającym działalność na ich terenach. Boom w sektorze gazu naturalnego w Ameryce obniżył koszty energii elektrycznej, przyciągając branże energochłonne.

Pokonanie barier handlowych i skorzystanie na umowach o wolnym handlu również robi wielką różnicę: na przykład producenci przędzy mogą otwierać fabryki w Stanach Zjednoczonych, żeby wyciągnąć korzyści na umowach z Meksykiem i Ameryką Środkową, gdzie przędza jest zamieniana w tkaniny i ubrania przesyłane później z powrotem do amerykańskich klientów.

A do tego amerykańscy pracownicy są lepiej wykształceni i produktywni, dzięki czemu lepiej nadają się do zaawansowanych produkcji, takich jak wytwarzanie części samochodowych i elektroniki. W sumie Stany Zjednoczone są teraz miejscem o najniższych kosztach produkcji wśród krajów uprzemysłowionych, jak podaje BCG.

Ale Thilo Haneman, dyrektor działu badawczego Rhodium Group, który bada chińskie inwestycje w Stanach Zjednoczonych, uważa że ten powrót zawodów produkcyjnych nie ma tak naprawdę nic wspólnego ze zmianami zachodzącymi w Ameryce.

- Moim zdaniem stanowi odzwierciedlenie zmian realiów rynkowych w Chinach – powiedział.

W miarę rozwoju chińskiej gospodarki rosły pensje, a także ceny gruntów, energii i surowców.

Dane Boston Consulting Group pokazują, jak w ciągu ostatnich 10 lat zmieniły się warunki konkurencyjności produkcji w Chinach i Rosji. Nawet przy uwzględnieniu produktywności, płace w chińskich fabrykach wzrosły w tym czasie o 187 proc. Koszty energii przemysłowej zwiększyły się o 66 proc., a ceny gazu o 138 proc.

W tym sam czasie pensje w Stanach Zjednoczonych wzrosły o 27 proc., natomiast cena gazu naturalnego zmniejszyła się o 25 proc., jak podaje Boston Consulting.

W przypadku produktów, do których chińskim firmom potrzebna jest wykwalifikowana siła robocza i bliskość amerykańskich klientów, a nie wymagają one dużych nakładów taniej pracy, rozsądnym wyjściem jest wytwarzanie ich w Stanach Zjednoczonych, uważa Haneman.

Dotyczy to właśnie produkcji przędzy. Branża jest w większości zautomatyzowana i nie wymaga dużych nakładów pracy. Prace bardziej wymagające, takie jak szycie ubrań, wciąż są wykonywane przez tanich pracowników w Bangladeszu, Wietnamie, Meksyku i w innych miejscach. Takie zawody nie wrócą do Stanów Zjednoczonych w najbliższej przyszłości.

A ponieważ branże powracające do Stanów Zjednoczonych są w pełni zautomatyzowane, nie zapewnią nawet w przybliżeniu takiej liczby miejsc pracy, jak miało to miejsce w ostatnich dziesięcioleciach. Economic Policy Institute, lewicująca organizacja badawcza szacuje, że amerykański deficyt handlowy w wymianie towarowej z Chinami spowodował w latach 2001-2013 likwidację lub przeniesienie 3,2 mln miejsc pracy, z czego trzy czwarte miało miejsce w produkcji. Nie mówiąc już o milionach miejsc pracy zlikwidowanych we wcześniejszych dekadach na skutek automatyzacji produkcji i przenoszenia jej za granicę.

Chińskie inwestycje w Stanach Zjednoczonych są niewielkie, ale dane Rhodium Group pokazują, że przynoszą wymierne korzyści gospodarce w postaci miejsc pracy.

Produkcja w Stanach Zjednoczonych pewnie nigdy nie wróci do najwyższych poziomów, jakie osiągała w latach 80., a powracające tu branże są znacznie bardziej zautomatyzowane i zapewniają mniej miejsc pracy. Jednak stanowiska dla bardziej wykwalifikowanych pracowników wciąż mogą być błogosławieństwem dla amerykańskiej gospodarki. Choćby z jednego powodu - są lepiej płatne: producentom potrzebni są ludzie, którzy umieją obsługiwać zautomatyzowane systemy.

Zdolności produkcyjne Chińczyków raczej nie znikną w najbliższym czasie. Otwieranie działalności w Stanach Zjednoczonych dotyczy nowych fabryk, a nie tych już istniejących. Firmy zainwestowały w ostatnim dziesięcioleciu duże pieniądze w budowę fabryk w Chinach, mogących pracować przez 20 do 30 lat, a większość z nich przetrwa pewnie i dłużej. Chiny oferują producentom inne korzyści poza ceną: stały się ośrodkiem produkcyjnym, gdzie dostawcy wszelkiego rodzaju towarów i klienci współistnieją blisko siebie, co obniża koszt produkcji.

Ale Haneman uważa, że chińskie inwestycje w Stanach Zjednoczonych to duża szansa, nie tylko dla poszczególnych pracowników, ale też dla amerykańsko-chińskiej współpracy gospodarczej. W przeszłości Amerykanie również korzystali na tej współpracy, ale w mniej widoczny sposób – mieli tańsze telewizory i ubrania. Natomiast negatywne skutki handlu z Chinami – przeniesienie miejsc pracy za granicę – były bardziej namacalne i bezpośrednio dotykały ludzi, uważa Haneman.

Teraz, wraz ze wzrostem zatrudnienia Amerykanów w chińskich firmach, korzyści z handlu z Chinami będą nieco bardziej widoczne.


9 sie 2015 07:00
http://biznes.pl/magazyny/produkcja-niek.....ach/b5v0vq
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 21:48, 11 Sie '15   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
11.08.2015 Chińska waluta manipulowana. Eksperci snują różne teorie spiskowe

Chiński bank centralny ustalił kurs juana o 2 procent niżej niż wynosił jeszcze w poniedziałek. To największa interwencja od 21 lat. Jeden dolar jest więc warty 6,2298 juanów. Skąd taka decyzja? Oficjalnie bank chce pobudzić wzrost gospodarczy, ale eksperci spekulują na temat rozpoczęcia wojny walutowej na świecie.

Kurs juana wciąż nie jest rynkowy, tylko ustalają go władze. Poprzez tak mocne osłabienie krajowej waluty, które sprowadziło kurs dolara do najwyższego poziomu od 2012 roku, Chińczycy oficjalnie chcą poprawić konkurencyjność eksportu. To pośrednio przełoży się na szybszy wzrost gospodarczy.

- Bank centralny być może uznał, że sytuacja gospodarcza jest tak zła, że wymaga niekonwencjonalnych posunięć - zauważa Konrad Białas, analityk Domu Maklerskiego TMS Brokers.

- Osłabienie kursu jest pozytywne dla PKB, ale niecałe 2 proc. nie wystarczy, aby zabezpieczyć tempo wzrostu na poziomie 7 proc. Jeśli taki właśnie jest ukryty cel PBoC, kolejne skoki kursu juana są realne - przewiduje ekspert TMS.

Dalsze osłabienie juana może być niebezpieczne dla globalnej gospodarki. Poprawa konkurencyjności chińskiego eksportu będzie się odbywać kosztem innych azjatyckich gospodarek. - Także przy tańszym juanie możliwe jest osłabienie importu, szczególnie surowców, co jest kolejnym ciosem głównie dla Australii - dodaje Konrad Białas.

Ratowanie gospodarki nie musi być jedyną motywacją interwencji ze strony władz Chin. - Umożliwienie większej elastyczności kursu juana może być ukłonem w stronę Zachodu - uważa Białas. Ekspert tłumaczy, że Chiny starają się w Międzynarodowym Funduszu Walutowym o dołączenie juana do koszyka walut, na podstawie którego ustala się wartość SDR.
Eksperci rynkowi snują też różnego rodzaju teorie spiskowe. - Coraz głośniej mówi się o rozpoczęciu kolejnego epizodu tzw. wojen walutowych na świecie - komentuje Konrad Ryczko, analityk walutowy Domu Maklerskiego BOŚ.
http://www.biztok.pl/waluty/chinska-walu.....owe_a21972



Dodatkowo indeks giełdy: Shanghai B-Share Index
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 16:24, 29 Paź '15   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Chiny odchodzą od polityki jednego dziecka 29.10.2015

Na zakończonym w czwartek plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin podjęto oficjalną decyzję o odejściu od polityki jednego dziecka, zezwalając wszystkim parom na posiadanie dwójki dzieci - podała agencja Xinhua.




AFP określa tę decyzję jako historyczną i precyzuje, że od dwóch lat obowiązywało już prawo zezwalające na posiadanie dwójki dzieci, jeśli przynajmniej jedno z rodziców było jedynakiem lub jedynaczką.

Decyzję podjęto, by przeciwdziałać nierównowadze płci i starzeniu się chińskiego społeczeństwa.
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/chiny-od.....cka/h05py6
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kaczafi




Dołączył: 04 Lis 2014
Posty: 855
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 22:52, 29 Paź '15   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie warto powtarzać medialnych mitów o takowej polityce w ChRL :


"Wiele napisano u nas o chińskiej polityce jednego dziecka, a zwłaszcza o tym, jak brutalnie ma ona jakoby być egzekwowana. Wiele napisano też o tym, że chińskie rodziny, którym kazano ograniczyć się do jednego tylko dziecka, wolą by tym dzieckiem był syn, co prowadzić ma podobno do częstych aborcji w przypadku poczęcia dziewczynek. W zachodnich mediach znaleźć można informacje, że w Chinach na 100 urodzeń dziewczynek przypadać ma rzekomo 120 urodzeń chłopców. Nie udało mi się w żadnym oficjalnym źródle znaleźć potwierdzenia tych medialnych rewelacji, ale może rzeczywiście tak w Chinach jest.

Budzący grozę wskaźnik 120 chłopców na 100 dziewczynek można jednak znaleźć dużo bliżej niż w Chinach, bo na Opolszczyźnie. Poniżej stosowne dane:



120 chłopców na 100 dziewczynek. Gdy dla 2010 dodamy 3944 chłopców małżeńskich i 1058 chłopców pozamałżeńskich, to otrzymamy łącznie 5002 chłopców. Z kolei 3264 dziewczynki małżeńskie wraz z 897 dziewczynkami pozamałżeńskimi daje łącznie 4161 dziewczynek. Dzieląc 5002 przez 4161 i mnożąc wynik przez 100 otrzymamy wskaźnik 120 chłopców na 100 dziewczynek.

Obliczenie podobne do powyższego wykonałem dla wszystkich województw w 2010 i w 2009. Wyniki obliczeń zestawiłem w kolejnej tabeli:



Statystycznie w Polsce na 100 urodzeń dziewczynek przypada 106 urodzeń chłopców (a może ściślej 105,9). W skali całej Polski odchylenia od tej średniej są niewielkie i nie wykraczają poza przedział 105-107. Właściwiej może byłoby napisać, że nie wykraczały, bo w 2010 jednak wykroczyły. Z danych, które miałem „pod ręką” ułożyłem tabelę 3. Pokazuje ona liczbę urodzeń chłopców przypadającą na 100 urodzeń dziewczynek w całej Polsce w latach, dla których miałem dane:



Ludność województwa jest zdecydowanie mniejsza niż ludność Polski, więc odchylenia mogą być nieco większe (prawo wielkich liczb). Tradycyjnie mieszczą się one jednak w zakresie 103-108. Gdyby wykroczyły poza ten przedział, ale osiągając wielkość 102 lub 109, to można by mówić o wyjątkowo dużym odchyleniu, ale jeszcze przypadkowym. W 2009 na Opolszczyźnie wskaźnik osiągnął jednak poziom 112 więc o żadnym przypadkowym odchyleniu nie może być moim zdaniem mowy, tym bardziej, że w 2010 wskaźnik dla Opolszczyzny wzrósł do 120 a ponadto ta sama tendencja ujawniła się w Podlaskiem (117) i Mazowieckiem (111). W tej sytuacji nawet Pomorskie (109) wydaje mi się podejrzane. Najwyraźniej mamy do czynienia z jakimś procesem, który rozpoczął się na Opolszczyźnie i obejmuje kolejne województwa. GUS nie opublikował jeszcze danych za 2011 rok. Bardzo jestem ich ciekaw.

I kto tu ma „politykę jednego dziecka”?! Według CIA w 2012 roku Polska będzie miała dzietność na poziomie średnio 1,31 dziecka na kobietę a Chiny 1,55 dziecka na kobietę. I kto tu ma „politykę jednego dziecka”?! Prognozę CIA, dotyczącą dzietności, znaleźć można pod adresem http://www.cia.gov/.

Jak wytłumaczyć to, co obserwujemy w Polsce? Wydaje się, że tam, gdzie zapada decyzja, że prokreacja zostanie ograniczona do jednego tylko dziecka, dla części rodziców ważna staje się jego płeć. Najczęściej chodzi o to, by tym jedynym dzieckiem był syn (choć czasem bywa odwrotnie). Jedną z metod, by jedynym dzieckiem był syn, jest przerywanie ciąż, z których na świat przyszłaby dziewczynka. Aby móc zastosować tę metodę, trzeba umieć dostatecznie szybko ustalić płeć poczętego dziecka. Płeć musi być ustalona w pierwszym trymestrze ciąży. Od niedawna jest to w Polsce możliwe. Sprzedawane są u nas proste testy, służące temu celowi, np. taki:



Większość testów działa tak, że w kontakcie z moczem ciężarnej pojawia się na nich kolor niebieski (chłopiec) lub różowy (dziewczynka), albo wręcz napisy „boy” lub „girl”. Gdy przed kilku laty zaczynano opracowywać takie testy (początkowo badano krew), to etycy zwracali uwagę, że może wystąpić zjawisko wykorzystywania ich do podjęcia decyzji o ewentualnym przerwaniu ciąży. Producenci twierdzili, że w cywilizowanych krajach ludzie tak nie postępują, a do dzikich krajów testy nie będą sprzedawane. Czy Polska jest krajem cywilizowanym, czy dzikim?"


http://www.bibula.com/?p=61130#sthash.SrS19ePm.dpuf
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
grzanek




Dołączył: 12 Paź 2011
Posty: 368
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 00:24, 30 Paź '15   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wrzucam w ramach ciekawostki: http://www.snopes.com/horrors/cannibal/fetus.asp

Podobno fake, ale – znając dość “liberalny” stosunek Chińczyków do tego, co jedzą – nie zdziwiłbym się, gdyby ten performance, a w każdym razie to, co przedstawia, okazało się prawdą, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę np. takie praktyki: http://henrymakow.com/2015/09/banned-parenthood.html
Z drugiej strony – może jednak to jedynie kapitalistyczny Zachód, przesiąknięty duchem judaizmu, o którym Karol Marks pisał, że:

Pieniądz jest tym żarliwym bogiem Izraela, wobec którego żaden inny bóg ostać się nie może. Pieniądz poniża wszystkich bogów człowieka i zamienia ich w towar. Pieniądz jest ogólną, samą w sobie ukonstytuowaną wartością wszystkich rzeczy. Pozbawił on zatem cały świat - świat ludzi jak i przyrodę - jego właściwej wartości.
viewpost.php?p=250031

który to kapitalizm charakteryzuje, jak to zgrabnie ujął Szczypior, komercjalizacja i monetyzacja dosłownie WSZYSTKIEGO.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
pszek




Dołączył: 18 Kwi 2010
Posty: 2310
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 10:58, 30 Paź '15   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

grzanek napisał:
Wrzucam w ramach ciekawostki: http://www.snopes.com/horrors/cannibal/fetus.asp

Podobno fake, ale – znając dość “liberalny” stosunek Chińczyków do tego, co jedzą – nie zdziwiłbym się, gdyby ten performance, a w każdym razie to, co przedstawia, okazało się prawdą, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę np. takie praktyki: http://henrymakow.com/2015/09/banned-parenthood.html
Z drugiej strony – może jednak to jedynie kapitalistyczny Zachód, przesiąknięty duchem judaizmu

No cóż @grzanku,jak mawiał nasz (już wspólny znajomy) Antonio Posevino:Z dwu oręży jakimi są plotka i miecz,większą siłę rażenia ma plotka.
Chiny są przez Zachód postrzegane joko wróg więc rozumiesz że sięga się po każdą a zwłasza skuteczną broń.Owszem;w liczącej kilka tysięcy lat tradycyjnej medycynie chińskiej występuje i wywar z poronionych ludzkich płodów,ale jako medykament a nie kulinarna ingrediencja .Chyba czujesz różnicę.
Zaś tradycja plotkarstwa w celu dyskredytacji:ekonkmicznego,politycznego,ideologicznego,rywala ma swoją i historię i geografię więc jeśli podążyć śladami tej tradycji zawsze trafisz w to samo miejsce.Jak na ironię taki tokebit1 uważa to miejsce za najbardziej cywilizowane.
Pomyśli drogi @grzanku,komu na tym świecie mógłby przyjść do głowy pomysł powrotu do kanibalizmu.Podkreślam powrotu bo że w rozmaitych miejscach świata obyczaj był (może nawet jest) kultywowany "od zawsze" uważam za zrozumiałe przez co nie szokujące.
Nie ma absolutnie żadnych dowodów na to aby ludy euro-azji praktykowały kanibalizm.Rytualne ofiary z ludzi owszem składano.Jakieś 1500-2000 lat temu.Robili to i Celtowie i Słowianie i Scyci i Hunowie i inni.W ich przypadku "powrót" do kanibalizmu byłby deewolucją cywilizacji.Jak myślisz kto miałby pomysł na to aby cofnąć naszą mentalnośc o jakieś 5000 lat?
Oczywiście że anglosasi https://en.wikipedia.org/wiki/A_Modest_Proposal Tam rodzą się idee że niech ręka boska broni.
PS
co do ducha judaizmu uważam że (wedle mojej wiedzy) raczej chazaryzmu (od Chazarii) ale to zupełnie inny temat.
_________________
sasza.mild.60@mail.ru
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 11:52, 30 Paź '15   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Chiny: dalsze reformy gospodarcze w projekcie planu 5-letniego

Zmniejszenie ingerencji rządu w ceny, zwiększenie roli konsumpcji jako silnika wzrostu gospodarczego i rozciągnięcie ubezpieczeń dla osób starszych na całe społeczeństwo to założenia nowego planu 5-letniego ChRL, którego projekt uzgodniono dzisiaj w Pekinie.

Foto: Shutterstock Chiny: dalsze reformy gospodarcze w projekcie planu 5-letniego

Nad projektem 13. planu 5-letniego, który wytyczy cele i kierunki rozwoju chińskiej gospodarki na lata 2016-2020, dyskutowano podczas trwającego od poniedziałku do czwartku plenum Komitetu Centralnego rządzącej Komunistycznej Partii Chin (KC KPCh).

Głównym celem sformułowanym w planie jest osiągnięcie "średnio-wysokiego wzrostu" w najbliższych pięciu latach, co pozwoli do 2020 roku na budowę "umiarkowanie zamożnego społeczeństwa", obiecywanego przez prezydenta Xi Jinpinga, gdy obejmował on swoją funkcję w 2013 roku. Oznacza to podwojenie PKB i dochodu per capita zarówno w miastach, jak i na wsi, w porównaniu z rokiem 2010.

Cel ma zostać osiągnięty poprzez "zapewnienie bardziej zrównoważonego" rozwoju, promocję większej specjalizacji i wyrafinowania w sektorze przemysłowym oraz "znaczące zwiększenie udziału konsumpcji w rozwoju gospodarczym" - podała agencja Xinhua, powołując się na oficjalny komunikat partii.

Wskaźnik urbanizacji ma również rosnąć w szybszym tempie – dodano w komunikacie.

Według informatorów Bloomberga premier Li Keqiang mówił przed plenum, że aby osiągnąć "umiarkowanie zamożne społeczeństwo", w nowym 5-letnim okresie konieczny jest wzrost na poziomie co najmniej 6,53 proc. rocznie.

Tymczasem chińska gospodarka zwalnia; tempo wzrostu w trzecim kwartale br. wyniosło 6,9 proc. i jest najniższe od kryzysu finansowego sprzed sześciu lat. Według niektórych ekspertów nawet utrzymanie wzrostu na nieco niższym poziomie nie będzie łatwe. - Cel na poziomie 6,5 proc. może być trudny do osiągnięcia. Cel między 5 a 6 proc. byłby bardziej wykonalny - powiedział hongkoński ekonomista Le Xia.

Kolejnym założeniem nowej 5-latki jest zmniejszenie udziału rządu w ustalaniu cen produktów i usług. Pekin zapowiada też ograniczenie biurokracji, przekazanie większej części władzy rządom lokalnym i poprawę jakości obsługi w urzędach. Chiny ustanowią również "nowoczesny system fiskalny i podatkowy" i zreformują nadzór finansowy – podała Xinhua.

Chiny rozciągną też ubezpieczenie dla osób starszych na całe społeczeństwo, używając do tego państwowych funduszy – ustalili chińscy przywódcy.

W czasie plenum podjęto również decyzję o odejściu od polityki jednego dziecka i zezwoleniu wszystkim małżeństwom w kraju na posiadanie dwójki dzieci. Liberalizacja przepisów to odpowiedź na starzenie się społeczeństwa – podała chińska agencja. Choć decyzja wywołała pozytywne komentarze, wielu ekspertów sądzi, że nie przyniesie w krótkim czasie spodziewanych efektów.

Na zakończenie plenum ogłoszono też oficjalnie wydalenie z KC 10 urzędników podejrzewanych o korupcję, w tym Linga Jihua, niegdyś typowanego do najwyższych stanowisk w kraju, zaufanego doradcy byłego prezydenta Hu Jintao.

Mimo spowolnienia gospodarczego wygląda na to, że do końca roku zrealizowanych zostanie większość celów z trwającego obecnie 12. planu 5-letniego. W latach 2010-2014 chińska gospodarka rosła o 8 proc. rocznie, podczas gdy założenia planu mówiły o wzroście 7-procentowym. Jako największy sukces kończącej się 5-latki agencja Xinhua przedstawia rozwój chińskiego sektora internetowego.
(gż)
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/chiny-da.....ego/5s9x0x
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.400 mBTC

PostWysłany: 16:46, 12 Kwi '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Chiny postanowiły kupić Morze Martwe AFP Gali Tibbon 11.04.2016

Chiński gigant inwestycyjny Fosun International podpisał umowę o zakupie izraelskiej firmy Ahava, jedynego oficjalnego producenta kosmetyków na bazie soli z Morza Martwego. Kwota transakcji wyniosła 77 milionów dolarów.

W niedzielę wiceprezes i dyrektor wykonawczy towarzystwa Fosun Liang Xinjun podpisała umowę o zakupie Ahava z dyrektorem wykonawczym Gaon Holdings Guyem Regevem. Uroczystość odbyła się w obecności wysokich rangą izraelskich urzędników w hotelu w Jerusalem David Cytadel, donosi agencja Reuter.

Zgodnie z umową chińska firma otrzyma akcje będące w posiadaniu spółek Gaon Holdings i Shamrock Izrael Growth Fund Advisors, a także akcje należące do lokalnych kibuców. Wiceprezes towarzystwa Fosun Liang Xinjun oświadczył, że jest zadowolony z wyniku porozumienia i ma nadzieję wprowadzić markę Ahava na chiński rynek.

Chińskie firmy i korporacje w ostatnich latach aktywnie działają na izraelskim rynku. Tak w 2011 roku China National Chemical Corporation nabyła firmę Adama, która zajmuje się produkcją pestycydów, za 2,4 mld dolarów, a w 2015 roku chińska firma Bright Food nabyła pakiet kontrolny akcji największego izraelskiego producenta nabiału Tnuva.

Ponadto Chiny są już największym na świecie importerem kosmetyków i preparatów zdrowotnych opartych na zasobach mineralnych Morza Martwego.

Eksperci uważają, że obecność geopolityczna Chin w Izraelu będzie tylko rosnąć. W szczególności ze względu na budowę przez państwową firmę China Harbor nowego portu morskiego Aszdod na Morzu Śródziemnym. Pierwszy w kraju prywatny port pojawi się nie wcześniej niż w 2021 roku. Koszt projektu szacowany jest na ponad miliard dolarów. Celem projektu jest połączenie Aszdod z izraelskim południowym miastem Eilat i transport towarów do Europy z pominięciem Kanału Sueskiego.
http://pl.sputniknews.com/gospodarka/201.....artwe.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 17:45, 16 Kwi '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zużycie cementu w Chinach w latach 2011-2013 a zużycie cementu w USA w latach 1901-2001.







https://www.washingtonpost.com/news/wonk.....h-century/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 11:42, 17 Kwi '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
JP Morgan narzędziem w rękach Chińczyków 10.01.2014


Główne banki bulionowe określane często jako US Commercials przez lata trzymały ogromną pozycję short w kontraktach terminowych na złoto i srebro. Pozycja ta zazwyczaj zwiększała się gdy cena rosła po czym kartel organizował nagłą wyprzedaż, po której aktywowały się zlecenia stop loss i dochodziło do złamania ceny. Banki bulionowe zamykały zyskowne kontrakty. Cena powoli odbudowywała się i cyklicznie powtarzany proces przynosił bankom zarówno zyski finansowe jak i ograniczał wzrost ceny metalu.

W połowie zeszłego roku doszło jednak do sporej zmiany. Mianowicie główni manipulanci czyli cztery banki bulionowe z USA zmieniły znaczną pozycję short (zyskują gdy spada cena) na long. Wydawało się, że banki zmieniły nastawienie do złota. Analizując kilka ostatnich wydarzeń doszedłem jednak do trochę innych wniosków. Czy trafnych, okaże się za kilka miesięcy.

Ostatni Bank Participation Report Futures prezentuje następujące dane:



Wynika z nich, iż 4 największe banki mają łączną pozycję netto long rzędu 57 tys. kontraktów.

Po dokładnym przeanalizowaniu tego co się dzieje w JP Morgan sytuacja wygląda jednak inaczej. Mianowicie w ciągu kilku ostatnich miesięcy gigantyczna pozycja short JPM wynosząca ok 70 tys. kontraktów została zamknięta przy okazji kwietniowej i czerwcowej paniki. Jednocześnie JPM nieustannie zwiększał pozycję long dochodząc do 75 tys. Kontraktów na koniec roku 2013.

Skoro zatem sam JP Morgan posiada netto 75 tys. kontraktów long (kontrakty long czyli oferta kupna złota) to okazuje się, że pozostałe trzy główne banki nadal mają pozycję netto short (ofertę sprzedaży złota).

Czemu zatem pozycja głównego manipulanta jest tak różna od pozostałych banków. Otóż gigantyczna pozycja long (kupuje złoto) jest wykorzystywana do przejmowania rezerw fizycznego złota z zapasów Comexu zdeponowanych w magazynach (JP Morgana, HSBC, Scotia Mocatta i Bricsu).

Sytuacja zaczyna powoli się krystalizować jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że główny budynek JP Morgana na Manhattanie przeszedł ostatnio w ręce Chińczyków za pół ceny podczas gdy ceny nieruchomości w NY biją rekordy. Póki co, są to tylko moje domysły ale jest możliwe, że JPM przeszedł pod realną kontrolę Chińczyków i jest narzędziem służącym do przejmowania pozostałych zapasów złota fizycznego dostępnych na rynku.

Tylko w grudniu z ogromnej pozycji 75 tys. kontraktów każdy opiewający na 100 uncji zrealizowanych zostało 3400 co odpowiada 97% kontraktów kończących się w grudniu. Oznacza to, że z topniejących zapasów Comexu, JP Morgan wyciągnął jakieś 10,5 tony. Jednocześnie w tym samym czasie odmówiono realizacji kontraktów innym klientom zmuszając ich do rozliczenia w gotówce. Dziesięć ton co prawda nie jest ilością powalającą lecz przy obecnych zapasach zwyczajnie nie można wyciągnąć więcej w ciągu 1 m-ca.

Podobne ilości zapewne zostaną wyciągnięte w nadchodzących miesiącach. Bardzo ważny jest jednak fakt, że łączne zapasy Comexu (pozycja registered – metal może być użyty do rozliczenia kontraktów) szacowane są na 480 tys. uncji czyli 15 ton. Dla porównania, w marcu 2013 zapasy wynosiły jeszcze 3 mln uncji czyli 93 tony.

Skąd jednak wziąć metal jeżeli zostało go zaledwie 15 ton? Otóż kartel zapewne znajdzie sposoby na przedłużenie funkcjonowania rynku papierowych derywatów.

Być może JPM zadowoli się metalem, który został zdeponowany przez zewnętrznych klientów, a którego jest ciągle około 230 ton. Nie byłby to żaden precedens. Od kilku lat toczą się liczne procesy na całym świecie wytoczone przez klientów, którym odmówiono wydania zdeponowanego złota.

Innym rozwiązaniem jest np. transfer złota z zapasów GLD ciągle wynoszących ok. 800 ton. Poza bankami bulionowymi praktycznie żaden inny posiadacz certyfikatów nie ma możliwości konwersji papieru na metal. GLD przez lata doskonale sprawdzał się jako główny instrument mający za zadanie odciągnięcie mas od zakupu metalu fizycznego. Ostatecznie jakiekolwiek zapasy metalu są w posiadaniu ETF’u muszą przejść w jedyne słuszne miejsce. Doskonałym przykładem jak załatwia się takie sprawy jest case funduszu ABN Amro, którego klienci z dnia na dzień dowiedzieli się, że ich fundusz inwestujący w złoto wycofuje się z możliwości konwersji jednostek na metal i klient co najwyżej może zadowolić się gotówką stosownie do wyceny na podstawie ceny spot.

W całej układance jest jeszcze jedna możliwość. Chińczycy skupując przez ostatnie lata całe dostępne złoto posiadają najprawdopodobniej największe zapasy na świecie dużo, dużo większe niż oficjalne rezerwy. Dla odróżnienia zachód praktycznie pozbył się kruszcu co potwierdza sprawa zwrotu niemieckiego złota. Giełda w Szanghaju handluje kontraktami terminowymi zabezpieczonymi złotem. W skali globalnej metal fizyczny odpowiada za mniej więcej 1 % całego handlu. Zakładając, że dni Comexu są policzone Chińczycy mogą mieć w planach przejęcie globalnego handlu kontraktami na złoto. Rynek szacowany jest na 5 bln USD i generuje nie małe dochody.

Główna siedziba JPM będąca jednocześnie największym skarbcem w USA doskonale wpisywała się w plany dominacji globalnego handlu złotem zarówno w Azji jak i w USA czy w Londynie.

Sceptycy mogą oczywiście twierdzić, że USA na to nie pozwoli. Jeżeli tak to za czyim pozwoleniem w ciągu ostatnich 30 lat z USA przeniesiono do Chin miliony miejsc pracy oraz co ważniejsze całą technologię? Chiny znalazły się na obecnej pozycji nie przypadkiem. Bez ogromnych preferencji handlowych żaden kraj nie mógłby się rozwijać w takim tempie. Poza tym to nikt inny jak George Bush Senior (Mr. NWO) był autorem otwarcia Chin na świat.

Moim zdaniem oddanie Chińczykom głównej siedziby JPM miało dużo większe znaczenie niż zwykły zakup nieruchomości. Jeżeli ten sam bank nagle przyczynia się do drenażu złota z Comexu, a tym samym do szybszego rozpadu centrum manipulacji to mamy do czynienia z zakulisowymi działaniami. Moim zdaniem Chińczycy odstąpili od nagłego ataku na obligacje i petrodolara w zamian za ciche przyzwolenie FED’u (JPM) na dalszy drenaż złota z zachodu. Gdy tylko drenaż się zakończy przyjdzie czas na złotego petro juana.

Najwidoczniej w całej grze z Chińczykami zbyt wiele osób na zachodzie zapomniało o mądrym przysłowiu „Kto posiada złoto ten ustala zasady gry”.

Trader21
http://independenttrader.pl/jp-morgan-narzedziem-w-rekach-chinczykow.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 13:11, 10 Paź '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Nowa normalność Państwa Środka. Chińskie reformy w pigułce 6 października 2016 źródło:obserwatorfinansowy.pl

Przychody i wydatki lokalnych budżetówźródło: Materiały Prasowe


Choć minęło sporo czasu od zakomunikowania przez Pekin, iż chińska gospodarka zmierza do tzw. nowej normalności, dotąd nie określono, na czym ma ona polegać. Powściągliwość wynika z silnej opozycji w rządzie, która w obawie przed spadkiem popularności obstaje za dalszym stymulowaniem gospodarki.

Wśród najważniejszych czynników przyszłych zmian w chińskiej polityce makroekonomicznej należy wskazać spadek wpływów budżetów lokalnych wywołany niższymi przychodami ze sprzedaży gruntów. Szacuje się, iż przychody ze sprzedaży ziemi i nieruchomości stanowią od 30 do nawet 80 proc. wpływów lokalnych budżetów. W minionym roku przychody te zmniejszyły się o prawie 22 proc. do ponad 0,5 bln dol.

Ponadto pogłębia się przepaść pomiędzy największymi chińskimi miastami a resztą kraju w zakresie wartości sprzedaży gruntów i nieruchomości. W pierwszej połowie tego roku w największych 22 miastach zanotowano prawie 90-proc. wzrost przychodów budżetowych. Na przykład wpływy do kasy lokalnej Szanghaju zwiększyły się o 30 proc. Natomiast przychody ze sprzedaży ziemi w prowincjach Liaoning (region industrialny) i Shanxi (region przemysłu wydobywczego) spadły odpowiednio o prawie 19 proc. i 7,4 proc.

Obrazuje to znaczną polaryzację wartości gruntów między regionami najbogatszymi a pozostałymi obszarami Chin oraz rosnącą dywergencję pomiędzy obszarami wiejskimi i miejskimi.

Sytuację przychodów budżetów lokalnych pogarsza dodatkowo malejąca podaż gruntów. Do końca czerwca tego roku podaż gruntów państwowych przeznaczonych pod budowę zmalała o 12,5 proc., oferta nieruchomości gruntowych spadła prawie o 21 proc., a gruntów pod budowę infrastruktury – o ponad 7 proc. Stąd najważniejsze źródło dochodów lokalnych budżetów wyraźnie wysycha.

Niewypłacalne firmy

Problemy również nie omijają przedsiębiorstw. Coraz więcej korporacji ma trudności z bieżącą obsługą zobowiązań, w tym odsetek z zaciągniętych kredytów. W maju tego roku zobowiązania przedsiębiorstw państwowych kontrolowanych centralnie oszacowano na około 12 mld dol., a firm nadzorowanych przez władze lokalne na 6 mld dol. Trudności z wykupem wyemitowanych obligacji w pierwszej połowie tego roku wykazywało trzy razy więcej korporacji niż w całym roku poprzednim. Dotąd 70 przedsiębiorstw przełożyło lub odwołało nowe emisje papierów dłużnych, obserwując sceptyczne nastawienie inwestorów do ich zakupu.

Nawet korporacje mające bezpośrednio wsparcie w Pekinie nie radzą sobie z terminowym regulowaniem zobowiązań. Ostatnio mająca monopol na rynku China National Salt Corporation nie była w stanie obsługiwać zadłużenia zaciągniętego w pięciu bankach. W odpowiedzi banki wprowadziły ograniczenia w udzielaniu kredytów przedsiębiorstwom państwowym, co w warunkach chińskich jest zjawiskiem nadzwyczajnym.

Przy tej okazji warto wspomnieć, iż na skutek trudności finansowych przedsiębiorstw wskaźnik ostrzegawczy obciążenia bankowego w Państwie Środka w pierwszym kwartale tego roku osiągnął rekordowy pułap ponad 30 proc. (przekroczenie 10 proc. świadczy o podwyższonym ryzyku bankowym).

Również nieoficjalni pożyczkodawcy zdają się przystosowywać do coraz trudniejszych warunków ściągania należności. Na przykład Differ Group Holding Company – firma oferująca krótko- i średnioterminowe finansowanie oraz rozwiązania finansowe małym i średnim przedsiębiorstwom – zaczęła wyraźnie dostosowywać się do pogarszającej się płynności klientów i wydłużać okres spłaty. Obecnie największą część spłacanych firmie pożyczek stanowią te o zapadalności powyżej 180 dni. Jeszcze niedawno dominowały krótkie terminy spłaty – do miesiąca.

Reforma podatkowa

Podaż ziemi źródło: Materiały Prasowe

Odpowiedzią Pekinu na wymienione problemy gospodarki stała się m.in. reforma podatkowa. Przeszła ona praktycznie bez echa w mediach światowych, a stanowi ważny krok w uzdrawianiu lokalnych i korporacyjnych finansów. Minister finansów Lou Jiwei zaproponował, iż z końcem tego roku Pekin jasno określi, które wydatki będą dokonywane z budżetu centralnego, a które z kas lokalnych. Ponadto część wpływów podatkowych zostanie z powrotem przekazana do dyspozycji budżetów lokalnych.

Do niedawna lukę między przychodami a wydatkami lokalnymi starano się załatać wpływami ze sprzedaży gruntów i finansowaniem pochodzącym z nieformalnych instytucji bankowych. Jednak w obecnej sytuacji strategia nie może być kontynuowana.

Jeżeli reforma Lou Jiwei się powiedzie, istnieje duża szansa, że samorządy uniezależnią się od sprzedaży ziemi i pożyczek w undergroundowych instytucjach oraz z większą odpowiedzialnością będą planowały swoje wydatki.

Zmiany w prawie upadłościowym

Kolejne kroki w kierunku „nowej normalności” koncentrują się na reformie chińskiego systemu prawnego. Zmiany te, podobnie jak reforma podatkowa, zostały wprowadzone po cichu, bez szumu medialnego.

Obecnie chiński Sąd Najwyższy implementuje plan zakładania trybunałów upadłościowych. Na początku instytucje te będą funkcjonowały tylko w Pekinie, Szanghaju, Chongqing i Tianjin. Z czasem sądy upadłościowe rozpoczną działalność w pozostałych głównych miastach Państwa Środka.

Rozwiązanie to to wydaje się być niezbędne ze względu na szybko rosnące przypadki ogłaszania upadłości przez przedsiębiorstwa. Zgodnie z danymi Sądu Najwyższego tylko w pierwszym kwartale tego roku 1028 firm ogłosiło bankructwo, co oznacza ponad-50 proc. wzrost do analogicznego okresu w roku poprzednim. Ustanowienie sądów upadłościowych pozwoli na sprawniejszą sprzedaż aktywów za pośrednictwem legalnych kanałów oraz wyeliminuje z rynku „firmy zombie”.
Lokalne firmy asset management

Zgodnie z obowiązującymi w Chinach zasadami banki pozostają jedynymi podmiotami, które mają prawo odsprzedawać zagrożone pożyczki, a firmy asset management są wyłącznymi licencjonowanymi instytucjami, które mogą nabyć taki produkt. W efekcie ukształtował się niebezpieczny oligopol czterech centralnych firm asset management. Z czasem zezwalano na powstawanie lokalnych firm zarządzania aktywami (obecnie działają 24 takie podmioty). Jednak swoboda ich działania była mocno ograniczona.

Pekin zapowiedział, że w najbliższym czasie rozluźni bariery dotyczące działalności lokalnych firm asset management. Chociaż dotychczas instytucje te i tak znajdowały sposoby na pominięcie różnych obostrzeń, np. korzystały z pośredników finansowych, po wprowadzeniu zapowiedzianych zmian będą mogły działać już na równych prawach z centralnymi firmami asset management.

Swoboda kapitału

Można wskazać na jeszcze jeden sposób wprowadzania zmian do chińskiej gospodarki – zezwolenie Pekinu na większą niezależność kapitału. Widać to było przede wszystkim w ostatnich wydarzeniach, kiedy to banki i inwestorzy odmówili wzięcia udziału w wątpliwych operacjach ratunkowych zadłużonych korporacji i władz lokalnych.

Pokazało to nie tylko niezależność i siłę kapitałów bankowych i prywatnych, ale także ciche przyzwolenie władz na takie postępowanie.
Efekty zmian

Obserwatorzy chińskiej gospodarki zastanawiają się, co dadzą wskazane wyżej zmiany.

Po pierwsze, wprowadzone reformy instytucjonalne pozwolą na mniej drastyczne przejście z bardzo szybkiego wzrostu na niższe jego wartości. Pekin ma nadzieję, że podczas łagodnie przebiegającego stadium przejściowego nie wybuchnie żaden kryzys polityczny.

Po drugie, reformy pokazują, iż rozwiązania instytucjonalne wprowadzane przez Ministerstwo Finansów czy Ludowy Bank Chin mają decydujące znaczenie. Ich oddziaływanie na sferę realną gospodarki jest znacznie większe niż wszelkie konflikty ideologiczne na najwyższych szczeblach władzy.

Po trzecie, podjęte przez Pekin działania mają zapobiec kryzysowi fiskalnemu. Wprowadzane reformy podatkowe i prawne jednoznacznie pokazują, iż problem nie zostanie zamieciony pod dywan, a stopniowo rozwiązywany.

Również inwestorzy mogą liczyć na kilka korzystnych zmian wskutek reform związanych z tzw. nową normalnością. Należy się spodziewać, że wzrośnie rola kapitałów prywatnych. Rozwinie się również sekurytyzacja wierzytelności bankowych, co zwiększy transparentności rynku. Więcej firm zaangażuje się też w obrót aktywami. Rozluźni to niezdrowe relacje między centralnymi firmami asset management a bankami, a pozostałym inwestorom umożliwi dostęp do rynku.

Autor: Ewa Cieślik
http://forsal.pl/artykuly/980346,nowa-no.....gulce.html
(za): https://www.obserwatorfinansowy.pl/temat.....rmalnosci/

Komentarze:

Cytat:
Romuald Myga
1 października 2016 o 8:42 Chiny powoli wchodzą w fazę trudności dotykających krajów wysoko rozwiniętych jak przykładowe USA sprzed czasu quantitative easing QE Ciekawi mnie czy pójdą ich drogą czy spróbują znaleźć inne wyjście
https://www.obserwatorfinansowy.pl/temat.....rmalnosci/
_________________
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 11:32, 13 Paź '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Chiny: Władze przyznają, że byli wojskowi przeżywają trudności 13 października 2016 PAP

Chińskie władze przyznały w czwartek, że zdemobilizowani wojskowi mogą w cywilu napotykać różnego rodzaju trudności życiowe. To reakcja na wtorkowe protesty w Pekinie w związku z zapowiedzianym zmniejszeniem armii o 300 tys. żołnierzy.

Zmniejszenie liczebności wojska Chiny zapowiedziały w zeszłym roku, główne redukcje planując na koniec przyszłego roku. Posunięcie to, jak pisze agencja Reutera, jest związane z planami wydatkowania większych sum na zaawansowaną technologicznie broń dla marynarki wojennej i sił powietrznych.

We wtorek w Pekinie setki ludzi, w tym wielu w zielonych mundurach kamuflażowych, skandowało i machało flagami w proteście przeciwko utracie swych stanowisk po zaplanowanych redukcjach w wojsku.

"W ostatnich latach część zdemobilizowanego personelu wojskowego doznało przejściowych trudności w życiu codziennym" - przyznało ministerstwo obrony Chin w komunikacie przesłanym AFP.

Napisano w nim, że rząd i Centralna Komisja Wojskowa są zaniepokojone sytuacją i władze podjęły szereg kroków, by poprawić traktowanie byłych wojskowych. Warunki życia części z nich się polepszyły - zaznaczył resort obrony. Kolejne kroki zapowiedziano na przyszłość, nie podając jednak konkretnych działań.

Chiny mają największą na świecie armię, liczącą 2,3 mln żołnierzy. Rząd prezydenta Xi Jinpinga pompuje miliony dolarów w projekty jej modernizacji.
http://forsal.pl/wydarzenia/artykuly/984.....nosci.html
_________________
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 11:52, 06 Lis '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Antykorupcyjna rewolucja Xi Jinpinga 18.10.2016 Robert Cheda



Transformacja ekonomiczna i skok w globalizację wywołały szok mentalnościowy elit, który zwykło określać się mianem gigantycznej korupcji.

Od rozpoczęcia kampanii antykorupcyjnej w Chinach aresztowano, usunięto z zajmowanych stanowisk lub partii ponad 100 tys. osób. Na biurokrację i komunistycznych funkcjonariuszy padł blady strach, bo Pekin jest niezwykle konsekwentny i za kraty trafiają najbardziej zaufani towarzysze. Nic dziwnego, że działania dyscyplinujące wobec elit władzy i biznesu są porównywane do rewolucji kulturalnej. Obecny przewodniczący republiki Xi Jinping z rozmachem wielkiego poprzednika Mao Zedonga wypala gorącym żelazem największą plagę chińskiej transformacji – korupcję. Stawką jest los kluczowych reform, bez ich powodzenia kraj wkroczy w okres społecznej i gospodarczej niestabilności. Tylko realizacja „chińskiego marzenia” pozwoli Chinom utrzymać mocarstwowy status, a przewodniczącemu Xi – ster rządów.

Uderzać w tygrysy i muchy

Cóż to jest 100 tys. ofiar w porównaniu z chińską populacją liczącą 1,3 mld osób? Przy tym od chwili proklamowania w 1948 r. Chińskiej Republiki Ludowej, tamtejsze społeczeństwo było przedmiotem licznych eksperymentów komunizmu. Ojciec – założyciel ChRL Mao Zedong był autorem lewackiej koncepcji skoku ekonomicznego. W jego trakcie, a więc w latach 1958–1966 życie straciło od 40 do nawet 60 mln Chińczyków, z których większość zmarła w wyniku klęski głodowej. Mao nie zapominał o elitach władzy, inicjując rozprawę z opozycją. Kampania znana w historii pod hasłem „niech rozkwita sto szkół, niech rozkwita sto kwiatów” doprowadziła chińską inteligencję do nieomal pełnego unicestwienia. Nic dziwnego, że po jego śmierci nastąpił kilkuletni okres walk partyjnych frakcji o władzę. Dopiero aresztowanie i osądzenie tzw. bandy czworga, czyli najbliższych współpracowników Mao, w tym jego żony, stworzyło warunki dynamicznego rozwoju gospodarczego. W 1983 r. ówczesny przywódca Chin Deng Xiaoping ogłosił czas stabilizacji społecznej, która uruchomiła mechanizm niesłychanego w historii odrodzenia, opartego wszakże na tradycjach tysiącletniej cywilizacji oraz kultury. Pod kierownictwem Deng Xiaopinga, zwanego ojcem chińskiego cudu gospodarczego, kraj wszedł w okres nieprzerwanej do dziś prosperity. Jednak rewolucji gospodarczej nie towarzyszyła polityczna liberalizacja, dlatego rządy sprawuje nadal partia komunistyczna. Dysonans pomiędzy ideologią marksizmu a rzeczywistością tylko się powiększał, prowadząc do zagubienia tej pierwszej w morzu pokus materialnych, którym cały czas podlegał aparat biurokratyczny i partyjny. Nazywając rzecz po imieniu, transformacja ekonomiczna i skok w globalizację wywołały szok mentalnościowy elit, który zwykło określać się mianem gigantycznej korupcji. Czy centralne władze w Pekinie zdawały sobie sprawę, że niejako hodują na własnym łonie stugłową hydrę? Tak, ale wszelkie wahania znikały, gdyż celem strategicznym były parametry wzrostowe, wywołujące dobrze znane zjawisko spoglądania na świat przez różowe okulary. Gdy obecny przewodniczący (prezydent) ChRL Xi Jinping zdał sobie sprawę z rozmiarów narodowego nieszczęścia, było już zbyt późno, aby ograniczyć się półśrodkami lub działaniami pozorowanymi. Dlatego ogłosił rozpoczęcie działań antykorupcyjnych o niebywałej w kapitalistycznej historii Chin skali i równie surowych metodach. Aby upewnić społeczeństwo oraz skorumpowane elity w powadze sytuacji, nazwał narodowe oczyszczenie kampanią uderzenia w tygrysy i muchy. Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko zero tolerancji dla korupcji w każdym wymiarze szkodliwości, oraz na każdym szczeblu systemu zarządzania gospodarką i państwem. Bo tak naprawdę Chiny znalazły się pod tym względem na progu przepaści.

Diagnoza


Chiny z tysiącleciami funkcjonowania biurokratycznego aparatu władzy i zarządzania wytworzyły równie specyficzną kulturę kontaktów międzyludzkich, w tym urzędowych i biznesowych. Odmienność Chin polega także na wielkości terytorium, ogromnej i wielonarodowej populacji, a o tym ostatnim szczególe na ogół się zapomina. Kraj był zatem silny elitami regionalnymi, ponieważ centralna władza w Pekinie zawsze musiała działać poprzez lokalnych plenipotentów. Natomiast elity komunistyczne, które i dziś znajdują się u steru rządów, ukształtowało działanie w konspiracji. Najpierw z powodu szykan i prześladowań ze strony legalnej władzy, a następnie w toku japońskiej okupacji i toczonej ze zmiennym powodzeniem wojny domowej. Wszystko razem przyczyniło się do wytworzenia nieformalnych powiązań, które dziś są znane jako nomenklaturowe klany. Paradoksalnie, ale typowym przykładem jest sam prezydent. Jego ojciec był bliskim współpracownikiem Mao Zedonga, a po proklamowaniu ChRL zajmował poczesne miejsce w areopagu władzy, jako członek komitetu centralnego partii i wicepremier. Mimo że i syn i ojciec byli represjonowani w okresie rewolucji kulturalnej Mao, nie utracili wiary w komunizm i odbudowali swoją wpływową pozycję w państwie. Zatem gdy na początku lat 80. Deng ogłosił marsz Chin ku kapitalizmowi, taka właśnie klanowa nomenklatura partyjna szybko zjednoczyła się z nowymi biznesmenami i technokratami. To bowiem od partyjnych biurokratów zależały najważniejsze decyzje. Tym bardziej że Pekin za wszelką cenę starał się odbudować narodową gospodarkę, a w tym celu przyznał regionom kraju olbrzymi zakres samodzielności. Zadanie poprawy sytuacji bytowej społeczeństwa na poziomie lokalnym można było osiągnąć tylko jednym sposobem, poprzez przyciągnięcie zagranicznych inwestycji. A to otwierało szerokie możliwości korupcyjne. Oczywiście partia cały czas apelowała o zachowanie czujności i czystości w swoich szeregach, a nawet podejmowała pewne działania. Tyle że miały one charakter pokazowy i sprowadzały się do procesów typowych kozłów ofiarnych, zadenuncjowanych przez lokalne układy, jako osoby niepożądane. Z drugiej strony, skoro Deng rzucił narodowe hasło: Chińczycy bogaćcie się, do dzieła przystąpili wszyscy, w tym aktyw partyjny, który miał wszelkie szanse pierwszym przekuć słowa w czyny. Takim sposobem korupcja poraziła wszystkie szczeble i działy machiny państwowej Chin. Do takiego stopnia, że choć mało kto o tym wie, spora część postulatów studenckich demonstracji, jakie w 1989 r. zostały spacyfikowane na pekińskim Placu Niebiańskim, dotyczyła ukrócenia łapówkarstwa oraz zrównania praw edukacyjnych i ekonomicznych dla wszystkich Chińczyków. I jakkolwiek chińscy komuniści krwawo przecięli możliwość jakiegokolwiek dialogu pomiędzy obywatelami i władzą, czyli politycznej liberalizacji, to zaoferowali swój wariant społecznego paktu. Zgodnie z nim partia zapewniała warunki stałego wzrostu gospodarczego i indywidualnego bogacenia, a w zamian za to społeczeństwo przymykało oczy na korupcję funkcjonariuszy państwa.

Obywatelski pakt zaczął trzeszczeć w szwach pod koniec pierwszej dekady XXI w. Złożyły się na to dwa czynniki. Po pierwsze, wyczerpuje się dotychczasowy model wzrostu gospodarczego. Produkcja, a raczej gigantyczna manufaktura kompletująca produkty zagranicznych technologii, w jaką zamieniły się Chiny, przesyciła światowy rynek. Po drugie, mimo cenzury państwa w środkach masowego przekazu rozpowszechnienie dostępu do trudno kontrolowalnych, elektronicznych nośników informacji umożliwiło jej lepszy, oddolny obieg. A zatem Chinom zagroziła kumulacja negatywnych czynników ekonomicznych i politycznych, bo dotychczasowy wzrost PKB nie wyeliminował nierówności społecznych, a wręcz je spotęgował. Z drugiej strony, ideologiczne hasła równości i sprawiedliwości, pękły jak mydlane bańki pod wpływem skandali ujawnianych w Internecie. Jednym słowem, na początku obecnej dekady Chiny, choć z ogromnym kapitałem i bez żadnych wątpliwości pozytywnym dorobkiem ostatniego trzydziestolecia, stanęły jednak na gospodarczym, politycznym i społecznym rozdrożu. Bezpośrednim zaś sygnałem do rozprawy z korupcją stał się skandal z udziałem syna wysoko postawionego funkcjonariusza partyjnego, jaki został upubliczniony w sieci. Latorośl szefa kancelarii poprzedniego prezydenta Hu Jintao, w wieku 23 lat rozbiła się śmiertelnie na pekińskiej ulicy w luksusowym Ferrari. Można tylko współczuć, tyle że młodzieniec kierował samochodem nago, bo był pod wpływem narkotyków i alkoholu, a wraz z nim zginęły także dwie młode kobiety, również niekompletnie ubrane. Nie to jednak było przyczyną zbiorowego oburzenia Chińczyków, tylko dysproporcja pomiędzy śmiesznymi, oficjalnymi dochodami kierowcy, a wartością samochodu. Ten właśnie przypadek uświadomił ponoć przewodniczącemu Xi rozmiar korupcji, która przeżarła wszystkie, nawet najwyższe szczeble władzy, a tym samym konieczność bezwzględnego przeciwdziałania złu.

Gwardia i książęta

Jeśli początkowo partyjna biurokracja usiłowała robić dobrą minę do złej gry i zająć pozycję przeczekującą, to metody i zasięg kampanii szybko pozbawiły chińskie elity jakichkolwiek iluzji. Strategia uderzeń w tygrysy i muchy została obliczona na wywarcie mocnego efektu psychologicznego. Biurokraci mieli zacząć się bać i tak się stało. Co do metod to są niezwykle klarowne. Prezydent powołał specjalną formację śledczą o szerokich kompetencjach, której nazwę można przetłumaczyć jako Centralna Komisja Weryfikacji Dyscypliny (CKWD). Niegdyś zajmowała się ideologiczną czystością w szeregach partii komunistycznej liczącej ok. 90 mln członków. Obecnie sformowane przez komisję brygady antykorupcyjne wkroczyły praktycznie do wszystkich ministerstw i urzędów państwowych, nie omijając służb specjalnych i armii. Wspólna procedura działania przewiduje odbiór sygnałów o nieprawidłowościach, zaliczanych do bardzo elastycznej kategorii naruszenia partyjnej dyscypliny. Dokładniej chodzi o łapówkarstwo, niemoralne prowadzenie, niedbałość w wykonywaniu obowiązków służbowych, nadużywanie stanowiska, itp. Rezultatem wszczętego postępowania mogą być nagany o różnej formie dolegliwości, obniżenie stanowiska i degradacja, wreszcie wykluczenie z partii i usunięcie z pracy na podstawie opinii o nieprzydatności. Ostatnie postanowienia są praktycznie równoznaczne z uruchomieniem postępowania karnego, czyli oskarżeniem i tymczasowym zatrzymaniem, aż do wyjaśnienia. Na tym etapie losy pechowców przejmuje w swoje ręce ludowa prokuratura – cywilna lub wojskowa. Jeśli urzędnik nie jest członkiem partii, procedura postępowania jest identyczna za wyłączeniem komponentu odpowiedzialności w tym zakresie. Zgodnie z chińskim kodeksem karnym, jeśli oskarżony dopuścił się szkody na sumę przewyższającą 100 tys. juanów (ok. 15 tys. dolarów), grozi mu kara od 10 lat do dożywotniego więzienia. W przypadku zaistnienia szczególnych okoliczności obciążających prawo dopuszcza wyrok śmierci. Brzmi groźnie, a jak jest w praktyce?

Najgłośniejsze dotąd przypadki dotyczyły dwóch wysoko postawionych urzędników partyjnych. Pierwszym był Bo Xilai, członek biura politycznego KPCh i pierwszy sekretarz ważnego ośrodka przemysłowego Chongqingu. Miasto, którym kierował skorumpowany aparatczyk, należy do tzw. czterech miast wydzielonych, pomyślanych jako szczególnie ważne centra nauki i rozwoju, a w tym konkretnym przypadku, także ważny port handlowy na rzece Jangcy. Proces Bo zawierał wątki czysto kryminalne, ponieważ żona urzędnika została oskarżona o zabójstwo brytyjskiego partnera biznesowego na tle nieporozumień finansowych. Główny oskarżony jest przykładem szybkiej kariery w ramach chińskiego kapitalizmu państwowego, a co najbardziej paradoksalne zasłynął, jako nieustraszony i na dodatek skuteczny bojownik walczący z korupcją na własnym terenie. Działalność antykryminalna Bo stanowiła właściwą przepustkę do krajowej kariery partyjnej. W 2013 r. został skazany oficjalnie na karę śmierci za przestępstwa korupcyjne, z prolongatą terminu egzekucji, co zgodnie z chińską praktyką prawną oznacza faktyczną karę dożywotniego więzienia. Kolejnym z głośnych oskarżonych stał się Ling Jihuan, szef kancelarii i doradca byłego prezydenta Hu Jintao, a zarazem ojciec pechowego kierowcy ferrari. Ling został także skazany na karę dożywotniego więzienia pod zarzutem korupcyjnym. Najważniejszy pozostaje fakt, że obaj wysocy biurokraci wywodzą się z uprzywilejowanych klanów nomenklaturowych, cieszących się kuratelą poprzednich prezydentów kraju. Ich procesy i wyroki stały się swoistymi sygnałami ostrzegawczymi dla elit najwyższego szczebla. Jeśli zaś chodzi o tzw. starą gwardię, to czystki nie ominęły także najważniejszych struktur siłowych Chin, czyli służb specjalnych i armii. Rosyjski ekspert wojskowy Wasilij Kaszyn twierdzi, że działania prezydenta mają w tym zakresie charakter wręcz synchroniczny. Pod zarzutami korupcyjnymi zdymisjonowano trzygwiazdkowych generałów dowodzących logistyką sił zbrojnych oraz wywiadem wojskowym i bezpieczeństwem wewnętrznym armii, czyli kluczowymi strukturami Zarządu Politycznego. Równolegle zdymisjonowano szefa Centralnego Biura Ochrony, zajmującego się inwigilacją elit władzy. Jakby tego było mało, stanowisko stracił jeden z szefów ministerstwa bezpieczeństwa. Czystki, choć bardziej honorowe dosięgły szeregu innych przedstawicieli chińskiej generalicji. Jednak, jak twierdzi Douglas H. Paal z Centrum Carnegie, obecne zmiany cieszą się poparciem średniego i młodszego korpusu oficerskiego. Ten szczebel sił zbrojnych był źródłem niezadowolenia związanego właśnie z korupcją, a dokładniej z koniecznością kupowania wyższych stopni wojskowych. W armii rósł sprzeciw wobec przydzielania intratnych i perspektywicznych stanowisk klientom generalskich klanów. Jak mówi D.H. Paal: jeśli przejechać się przez północno-wschodni Pekin, to można zobaczyć pyszne domy generałów, a za parkanami tych rezydencji – ujrzeć Bentleye i Lamborghini. To widoczne dowody, że handlowali funkcjami w Głównym Zarządzie Politycznym lub równie nielegalnie oddawali w arendę wyposażenie, personel i nieruchomości armii znajdujące się na stanie Zarządu Logistyki. Trudno, aby niżsi stopniem nie patrzyli na to z odrazą i to od pułkowników wyszło zapotrzebowanie na czystki skierowane pod adresem prezydenta. W ocenie Paala weryfikacja kadr kierowniczych armii i służb bezpieczeństwa jest kluczową częścią kampanii antykorupcyjnej, a co najważniejsze toczy się bardzo szybkim tempie. Czystki dotykają nie tylko starej gwardii, ale tak zwanych książąt, czyli drugiego pokolenia nomenklatury. Chiny są bowiem państwem, w którym stanowiska i władza przechodzi z tytułu rodzinnego następstwa w ręce dzieci i młodszych krewnych. Z tym że chińska złota młodzież wiąże swoją przyszłość z biznesem. Dlatego prezydencka komisja weryfikacyjna uderzyła już w zeszłym roku w największe i kluczowe dla gospodarki koncerny państwowe. W ten sposób najbliżsi krewni byłych premierów i członków biura politycznego opuścili zarządy takich gigantów jak China Power International Development, China Telecom, czy jednego z liderów rynku ubezpieczeń AnbangInsurance, wsławionego zakupem międzynarodowej sieci hoteli Waldorff Astoria. Oczywiście przykłady można mnożyć, bo tylko w 2016 r. do aresztów trafiło 1,5 tys. urzędników. Wobec kolejnych kilkudziesięciu tysięcy toczą się postępowania wyjaśniające. Powołując się na zachodnie opinie prasowe, chińska biurokracja zamarła, bojąc się podejmować jakiekolwiek decyzje, które mogą zostać uznane za epizod przestępczy. Jak oceniają ekonomiści, dotychczas kampania antykorupcyjna kosztowała Chiny 1,5 proc. PKB, w postaci niezrealizowanych inwestycji i kontraktów, ale głównie z powodu załamania rynku usług i dóbr zaliczonych do luksusowych. Jednak prezydent kontynuuje swoje działania z taką determinacją, która rodzi pytanie o inny niż tylko moralny zamysł.


Gospodarka i polityka


Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że Xi Jinping nie kieruje się rachubami politycznymi. Uderzenia antykorupcyjne są skierowane przeciwko konkurencyjnym klanom nomenklaturowym, związanym z personami niewchodzącymi w obecny krąg decyzyjny. Nie można zapominać, że KPCh stanie niebawem przed procedurą wyboru kręgu potencjalnych następców obecnego przewodniczącego. Nic dziwnego, że Xi Jinping dąży do zapewnienia kontynuacji władzy swoich protegowanych, osłabiając partyjną opozycję. A jednak sprowadzanie ostrza kampanii do czystek personalnych byłoby znaczącym uproszczeniem problemów, przed jakim stoją Chiny, a które wywołały kampanię antykorupcyjną. Na przykład skazany na karę śmierci, Bo Xilai propagował powrót do maoizmu, jako metodę utrzymania partyjnych rządów i receptę na wszystkie bolączki trapiące Państwo Środka. Ale elitarna dyskusja ideologiczna jest tylko odzwierciedleniem stanu gospodarki i społeczeństwa. Faktycznie, prezydent stoi przed zadaniem utrzymania monopolu władzy komunistów. W Chinach narasta niezadowolenie społeczne z nikłych rezultatów konsumpcyjnych wzrostu gospodarczego. W opłakanym stanie jest ekologia, systemy opieki zdrowotnej i ubezpieczenia socjalne, dlatego klasa średnia, która wchodzi na drogę emancypacji, może postawić przed władzami postulaty polityczne. A przecież Pekin w strasznym śnie widzi przed sobą scenariusz radziecki, to jest skutki politycznej liberalizacji prowadzące do wewnętrznego rozpadu państwa. Na dodatek Chiny wyczerpują dotychczasowy model wzrostu ekonomicznego. Dane o nietrafionych inwestycjach i coraz bardziej ograniczonym stopniu wykorzystania rozbudowanych mocy przemysłu, szczególnie ciężkiego, tylko potwierdzają taką diagnozę. W związku z tym przewodniczący Xi Jinping sformułował program reform strukturalnych, w których zadanie wzrostu gospodarczego przypadło wewnętrznej konsumpcji. W uproszczeniu oczywiście, bo aby ten stan osiągnąć, przewidziano szereg zmian na czele ze stymulacją migracji wewnętrznej do ośrodków miejskich, poprawą stanu ekologicznego, komunikacji, budownictwa, a przede wszystkim wykreowaniem ogromnej klasy średniej, lojalnej wobec państwa. Drugim, nie mniej ważnym wektorem jest odejście przemysłu od stanu zachodniej manufaktury, do gospodarki wysokich technologii i wysoko przetworzonych towarów. Trzecim filarem jest zbyt takiej produkcji poza rynkiem wewnętrznym, czemu służy inicjatywa Jednego Pasa – Jednej Przestrzeni Ekonomicznej (handlowej i tranzytowej) pomiędzy Chinami i Europą poprzez Azję Środkową i Bliski Wschód. Wszystko razem przyniesie wzmocnienie władzy partii komunistycznej, która takimi reformami proponuje chińskiemu społeczeństwu nowy wariant paktu lojalnościowego. Nie będzie to łatwy czas dla Chin, bo nawet dysponując największymi na świecie kapitałami inwestycyjnymi, zmiany w tej skali będą dla obywateli bolesne z socjalnego punktu widzenia. Z drugiej strony, Pekin uruchamia naprawdę ogromne środki finansowe, tak na inwestycje, jak i projekty restrukturyzacyjne oraz osłonowe. Na przykład szacunkowy wkład chiński w Jeden Pas wyniesie ok. biliona dolarów. Unowocześnienie przemysłu ciężkiego to 240 mld dolarów, z czego 10 proc. to środki przeznaczone na zmianę profesji przez redukowanych pracowników. Tylko państwowe korporacje zamierzają zwolnić do 20 proc. personelu biurowego, a wszystko to w warunkach powolnej, acz odczuwalnej redukcji tempa wzrostu PKB.
Trudno się dziwić chińskiemu przywódcy, że przy megareformach i adekwatnych do potrzeb finansach, myśli o efektywnym przebiegu zmian i racjonalnym wydatkowaniu środków. Trudno się dziwić, że kampania antykorupcyjna jest najważniejszym przedsięwzięciem przygotowawczym, niezbędnym z punktu widzenia przyszłości i powodzenia Chin.

[...]
http://gf24.pl/wydarzenia/swiat/item/344-antykorupcyjna-rewolucja-xi-jinpinga
_________________
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 12:05, 06 Lis '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Chiny chcą przyznawać obywatelom punkty, od których ma zależeć każdy aspekt ich życia 2016-10-28 Jakub Kundzik




Partia Komunistyczna chce zachęcać do dobrego sprawowania oceniając wszystkich obywateli przy pomocy danych z Internetu. Słaby wynik będzie oznaczał pozbawienie podstawowych praw, jak możliwość uzyskania pożyczki czy prawo do podróżowania.

W takim świecie, w którym każdy aspekt życia podlega kontroli, ranking decyduje, czy możecie pożyczyć pieniądze, posłać dzieci do dobrych szkół, czy wyjechać za granicę; za niski ranking uniemożliwi wynajęcie pokoju w luksusowym hotelu, zarezerwowanie stolika w dobrej restauracji, a nawet umówienie się na randkę!

Nie jest to antyutopia o superpaństwie w stylu Raportu mniejszości Stevena Spielberga, gdzie wszechwiedząca policja łapała przestępcę, zanim popełnił zbrodnię. To może być rzeczywistość Chin w 2020 roku. Taki scenariusz wyłania się z ambitnego planu władz w Pekinie, które chcą stworzyć daleko idący system punktowy dla obywateli. Oficjalnym celem jest budowa kultury „szczerości” i „harmonijnego społeczeństwa socjalistycznego”, w którym „dotrzymywanie słowa jest chlubą”.

Wysokiej rangi dokument na ten temat został wydany we wrześniu. Wymienia on sankcje dla osób i firm, które uzyskają niski ranking. Nadrzędna zasada głosi: „jeśli zaufanie zostanie zawiedzione w jednej dziedzinie, restrykcje zostaną nałożone wszędzie”. Cały wachlarz praw zostanie zawieszony, a osoby i instytucje łamiące zaufanie społeczne będą poddawane daleko idącemu codziennemu nadzorowi i wyrywkowym kontrolom.


Program przewiduje zbieranie każdego dostępnego w Internecie skrawka informacji o chińskich obywatelach i firmach w jednej bazie danych. Następnie przyznawany będzie ranking punktowy, opierający się na politycznej, handlowej, społecznej i prawnej „historii” danej osoby fizycznej czy prawnej.

Rząd ChRL nie ogłosił jeszcze, jak dokładnie system ma działać – w szczególności, według jakiej formuły wyliczany będzie ranking oraz jakie wagi będą miały poszczególne aspekty zachowania. Generalną ideą jest, aby dobre uczynki były wynagradzane, a złe – karane. Ostatecznym sędzią będzie Partia Komunistyczna. Chiny nazywają to Internet plus, a krytycy – państwem policyjnym XXI wieku.

Plan przewiduje ujarzmienie potęgi big data w kraju, gdzie 700 mln ludzi żyje w dużej mierze online, korzystając ze smartfonów, e-handlu i mediów społecznościowych. Co więcej, system będzie zasysał dane sądowe, policyjne, bankowe, podatkowe i historię zatrudnienia. Obywatele będą mogli także oceniać profesjonalizm i rzetelność lekarzy, nauczycieli, lokalnych urzędników i przedsiębiorstw.

Chiny idą w kierunku społeczeństwa totalitarnego, gdzie rząd kontroluje i wpływa na prywatne życie jednostek – powiedział mieszkający w Pekinie pisarz i komentator społeczny Murong Xeucun. – To jak Wielki Brat, który ma całą wiedzę o tobie i może cię skrzywdzić w dowolny sposób.

Sercem systemu rankingu społecznego ma być kontrola ogromnej, anarchicznej i kiepsko regulowanej chińskiej gospodarki – by karać firmy sprzedające zatrute jedzenie czy fałszywe lekarstwa, by ujawnić lekarzy przyjmujących łapówki, czy naciągaczy żerujących na najsłabszych. – Oszustwo staje się coraz powszechniejsze w społeczeństwie – powiedziała w kwietniu Lian Weiliang, wiceprezeska Krajowej Komisji ds. Rozwoju i Reform, głównej chińskiej agencji planistycznej. – Szwindlarze muszą ponieść karę.

Mimo to w Chińskiej Republice Ludowej takie plany nieuchronnie mają autorytarny aspekt. Nie chodzi tylko o regulację gospodarki, ale o także o stworzenie nowej socjalistycznej utopii pod łaskawym przewodem Partii Komunistycznej.

Dużą częścią chińskiego teatru politycznego jest twierdzenie, że istnieje idealna przyszłość, utopia, do której się dąży – mówi Rogier Creemers, profesor prawa i administracji na Uniwersytecie Leiden w Holandii. – Dziś po półwieczu leninizmu, dzięki zdobyczom technologicznym pozwalającym zbierać i przetwarzać olbrzymie zasoby danych, dystans pomiędzy wzniosłymi ambicjami Partii a jej hipotetyczną zdolnością do ich realizacji bardzo się zmniejszył – dodał.

Jednakże owo zmniejszenie dystansu budzi wysokie oczekiwania, mówi Creemers, dodając, że Partia może porywać się z motyką na słońce. Przyznanie każdemu Chińczykowi rankingu, mierzącego i oceniającego każdy aspekt jego postępowania będzie stanowiło nie tylko gigantyczne wyzwanie technologiczne, lecz będzie też na wskroś subiektywne – i może być niezwykle niepopularne.

Od kwestii technicznej wykonalności, przez polityczną wykonalność, do faktycznego stworzenia rankingu i rozciągnięcia go na populację 1 mld 300 mln ludzi, będzie to olbrzymie wyzwanie – powiedział Creemers.

Partia Komunistyczna może mieć obsesję na punkcie kontroli, lecz jest także wrażliwa na opinię publiczną. Władze już raz musiały się wycofać, gdy podobny pilotażowy projekt wywołał sprzeciw obywateli. W 2010 roku w prefekturze Suining w południowochińskiej prowincji Jianglu wprowadzono punkty za dobre zachowanie. Maksymalnie można było mieć 1000 punktów, a za drobne wykroczenia drogowe odejmowano 20. Cięższe wykroczenia – jak przejście na czerwonym świetle, prowadzenie pod wpływem alkoholu czy wręczenie łapówki – traciło się 50 pkt.

Niektóre kary ukazywały zamiar kontroli prywatnego życia obywateli, np. uczestnictwo w czymkolwiek uznawanym za kult religijny czy brak opieki nad starszymi kosztowało 50 pkt. Inne kary związane były z obsesją Partii na punkcie zachowania porządku publicznego i dławieniem wszelkiej krytyki władz: spowodowanie „nieporządków”, które blokowały biura partii czy urzędy, odejmowało 50 pkt, a fałszywe oskarżenie w Internecie – aż 100. Uzyskanie „narodowego zaszczytu”, jak tytuł wzorowego obywatela czy robotnika, nagradzano 100 pkt.

Na podstawie tego rankingu, obywatele byli przydzielani do jednej z czterech kategorii. Ci, którzy uzyskali ocenę „A” otrzymywali wsparcie rządowe przy zakładaniu biznesu i preferencyjny status przy zapisywaniu się do Partii, aplikowaniu do pracy w administracji czy służby w wojsku, a także pomagało w staraniu się o awans. Ludzie z oceną „D” byli zwalniani z pracy i tracili prawo do wsparcia publicznego.

Projekt wywołał skojarzenia z kartą dobrego obywatela, jaką japońskie władze okupacyjne wprowadziły w latach 30-ch. W mediach społecznościowych pojawiły się protesty wskazujące, że „społeczeństwo stanęło na głowie”, bo to obywatele powinni oceniać urzędników, a nie na odwrót.

Władze Suining mówiły później państwowej telewizji, że projekt został zmodyfikowany i choć wciąż przyznawano punkty, to zrezygnowano z ocen od „A” do „D”. Urzędnicy odmówili komentarza do niniejszego artykułu.

Pomimo protestów w Suining, rząd centralny zdaje się być zdeterminowany, by przeforsować plan. Powody są częściowo ekonomiczne. Ponieważ niewiele osób w Chinach posiada karty kredytowe czy pożycza pieniądze w bankach, informacja kredytowa jest skąpa. Nie ma tamtejszego odpowiednika amerykańskiego FICO, czy polskiego BIK-u, który weryfikowałby ryzyko kredytowe.

Jednocześnie rząd w Pekinie chce zwalczać ten rodzaj przestępstw gospodarczych, który doprowadził w 2008 roku do hospitalizacji tysięcy niemowląt po spożyciu skażonego mleka i kaszek dziecięcych czy tegoroczny skandal z podaniem milionom dzieci wadliwych szczepionek. Jest to jednak także próba narzucenia moralności, jakiej hołduje Partia Komunistyczna.

Chińska Administracja Cybernetyczna pragnie, by każdy, kto wykazuje „nieuczciwe” zachowanie w sieci trafiał na czarną listę, a czołowy uczony twierdzi, że medialna czarna lista „nieodpowiedzialnego dziennikarstwa” zwiększy samodyscyplinę i moralność wśród dziennikarzy.

Lester Ross, partner zarządzający pekińską kancelarią prawną Wilmer Hale, twierdzi, że zasady są skonstruowane tak, by zatrzymać każdego, kto się „wychyla z szeregu”. Zagrożeni mogą być prawnicy stosujący agresywną linię obrony swoich klientów. Ross widzi reminiscencje Rewolucji Kulturalnej, kiedy to Mao Zedong określił „pięć czarnych kategorii” przeciwników rewolucji, w tym właścicieli ziemskich, bogatych rolników i prawicowców, którzy byli wyłapywani na seanse publicznego poniżania i bicia, osądzani i poddawani reedukacji.

Według planowanego systemu rankingowego kary mają być mniej brutalne – np. zakaz jazdy pociągiem w kuszetkach, spania w lepszych hotelach, wyjazdów zagranicznych czy posyłania dzieci do najlepszych szkół – ale wciąż dotkliwe.

Krytyk władz Xuecun zdobył popularność liczoną w milionach obserwujących na Weibo – chińskim odpowiedniku Twittera, aż cenzura zaczęła się nim zajmować. Obawia się teraz, że nowy plan rankingu społecznego może utrudnić życie tym, którzy odważą się nagłaśniać nadużycia. – Moje konto w mediach społecznościowych było usuwane wiele razy, więc rząd będzie mógł powiedzieć, że jestem osobą nieuczciwą –powiedział. – W takiej sytuacji nie będę mógł wyjechać za granicę czy jeździć pociągiem.

W ramach zatwierdzonych przez władze programów pilotażowych osiem prywatnych firm stworzyło bazy informacji kredytowej, zbierających szeroki wachlarz danych o aktywności w sieci, finansach i kartotece policyjnej. Jedną z najpopularniejszych jest Sesame Credit, część giganta e-handlu, właściciela największej na świecie platformy sprzedażowej Alibaba. Jak zapewnia przedstawiciel firmy, dziesiątki milionów użytkowników o wysokim rankingu mogą wypożyczać samochód czy rower bez zostawiania depozytu, a także omijać długie kolejki w szpitalach, dzięki wnoszeniu opłat kilkoma kliknięciami na smartfonie już po wypisaniu.

Portal randkowy Baihe zachęca użytkowników do publikowania rankingu Sesame Credit, by przyciągnąć potencjalnych partnerów. 15 proc. użytkowników tak właśnie robi. Pragnąca zachować anonimowość kobieta, pracująca w branży reklamowej, twierdzi, że używa Baihe od ponad dwóch lat. Sprawdzanie rankingu Sesame Credit pozwala jej odsiać naciągaczy.

Najpierw patrzę na zdjęcie, a potem na profil – mówi. – Musi używać potwierdzonego imienia i nazwiska. Zaufam mu i porozmawiam, jeśli ma ranking Sesame Credit.

Jednakże, bardzo wątpliwe jest, że ranking będzie odporny na oszustwa. William Glass, analityk zagrożeń wywiadowczych w centrum ekspercki FireEye, twierdzi, że scentralizowany system będzie niezwykle atrakcyjny dla hakerów, a jednocześnie narażony na ataki.

– Na takie rzeczy istnieje duży rynek. Jak tylko system zacznie działać, pojawi się wielka zachęta dla cyberprzestępców czy nawet osób powiązanych z rządem, by włamać się i ukraść lub zmodyfikować dane – powiedział. – Ten system będzie ostateczną prawdą o tym, kim jesteś. Biorąc pod uwagę, że wszystkie te informacje będą przechowywane cyfrowo, z pewnością można powiedzieć, że nie będą w pełni bezpieczne, a ludzie mogą potencjalnie włamać się i je zmienić.
red. Natalia Wilk-Sobczak

Artykuł [1] wolontaryjnie przetłumaczył Jakub Kundzik.

[1] http://www.independent.co.uk/news/world/.....75221.html

http://mediumpubliczne.pl/2016/10/chiny-.....ekt-zycia/
_________________
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
de93ial




Dołączył: 17 Lip 2013
Posty: 2868
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 13:31, 06 Lis '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem


_________________
http://www.triviumeducation.com/
Punkt startowy dla wszystkich.
http://trivium.wybudzeni.com/trivium/
Wersja PL
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 15:50, 08 Lis '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Hongkong: Marsz milczenia prawników przeciwko decyzji Chin 08.11.2016 PAP

Setki ubranych na czarno prawników przemaszerowało we wtorek w milczeniu przez centrum Hongkongu w proteście przeciwko poniedziałkowej decyzji władz Chin, uniemożliwiającej dwojgu wyłonionym w wyborach prodemokratycznym politykom objęcie mandatów deputowanych.

Dawna brytyjska kolonia została zwrócona Chinom w 1997 roku w ramach zasady "jeden kraj, dwa systemy", w myśl której region cieszy się szerokim zakresem autonomii, a jego mieszkańcy korzystają ze swobód niedostępnych dla rodaków z innych części ChRL, w tym wolności słowa i prasy. Zasada ta ma obowiązywać przez 50 lat, czyli do 2047 roku. Hongkong ma odrębny system prawny, ale kontrolę nad regionem i tak sprawuje Pekin. Niektórzy mieszkańcy obawiają się, że ostatnio władze w Pekinie coraz częściej ingerują w sprawy wewnętrzne Hongkongu, by uciszać swych przeciwników.

Podczas wtorkowej demonstracji prawnicy z Hongkongu i z zagranicy przeszli z siedziby sądu niższej instancji do Sądu Najwyższego. Protestowali przeciwko poniedziałkowej decyzji Stałego Komitetu Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych, który dokonał interpretacji hongkońskiej konstytucji. Komitet, który między sesjami parlamentu sprawuje najwyższą władzę ustawodawczą w Chinach, postanowił, że deputowanymi parlamentu w Hongkongu nie mogą zostać osoby, które podczas zaprzysiężenia wprowadzą zmiany w przysiędze wierności wobec lokalnej konstytucji lub nie okażą należytego szacunku.

Postanowienie uniemożliwia wykonywanie mandatu poselskiego dwojgu niezależnym deputowanym wybranym we wrześniu do Rady Ustawodawczej Hongkongu, którzy domagają się większej autonomii tego regionu od władz w Pekinie. Podczas październikowej uroczystości zaprzysiężenia 30-letni Sixtus Leung i 25-letnia Yau Wai-Ching rozwinęli transparent z napisem "Hongkong to nie Chiny" oraz zmienili tekst przysięgi, deklarując, że będą bronić "narodu Hongkongu", oraz używając pogardliwego określenia na Państwo Środka.

Pekin ogłosił swą interpretację hongkońskiej konstytucji w czasie, gdy sprawą ewentualnego wykluczenia dwojga deputowanych zajmował się sąd w Hongkongu. Decyzja chińskich władz oburzyła m.in. wielu prawników i polityków.

"Chcemy podkreślić, że taka interpretacja nie jest normą w hongkońskim systemie prawnym" - powiedział adwokat Dennis Kwok, który zorganizował protest. "Nie zgodzimy się, aby ta interpretacja stała się normą" - dodał.


Demonstrację zakłóciło kilkunastu prochińskich działaczy, którzy szydzili z protestujących i obrażali ich, wykrzykując przez głośniki.

Stowarzyszenie, które reprezentuje ponad tysiąc adwokatów, wyraziło ubolewanie z powodu interpretacji, oceniając, że "przyniesie ona więcej szkód niż pożytku". Według stowarzyszenia można odnieść wrażenie, że Pekin podejmuje decyzje ustawodawcze w imieniu Hongkongu.

Wtorkowy marsz był czwartym takim protestem hongkońskich prawników od 1997 roku. Poprzedni zorganizowano w czerwcu 2014 roku w odpowiedzi na raport chińskiego rządu. Napisano w nim, że "miłość do kraju" jest podstawowym politycznym wymogiem, który muszą spełniać wszyscy hongkońscy urzędnicy, w tym sędziowie i pracownicy sądowi.
http://forsal.pl/wydarzenia/artykuly/991.....-chin.html
_________________
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 11:21, 15 Lis '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Sąd w Hongkongu: prodemokratyczni deputowani nie obejmą mandatów 15 listopada 2016 PAP

Sąd w Hongkongu orzekł we wtorek, że dwoje prodemokratycznych polityków, wyłonionych w wyborach, nie może objąć mandatów deputowanych, ponieważ ich przysięga była nieważna. Decyzja jest zgodna z wcześniejszą interpretacją hongkońskiej konstytucji przez ChRL.

7 listopada Stały Komitet Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych postanowił, że deputowanymi parlamentu w Hongkongu nie mogą zostać osoby, które podczas zaprzysiężenia wprowadzą zmiany w przysiędze wierności wobec lokalnej konstytucji lub nie okażą należytego szacunku. Komitet między sesjami parlamentu sprawuje najwyższą władzę ustawodawczą w Chinach.


Postanowienie to uniemożliwia wykonywanie mandatu poselskiego dwojgu niezależnym deputowanym wybranym we wrześniu do Rady Ustawodawczej Hongkongu, którzy domagają się większej autonomii tego regionu od władz w Pekinie. Podczas październikowej uroczystości zaprzysiężenia 30-letni Sixtus Leung i 25-letnia Yau Wai-Ching rozwinęli transparent z napisem "Hongkong to nie Chiny" oraz zmienili tekst przysięgi, deklarując, że będą bronić "narodu Hongkongu", oraz używając pogardliwego określenia na Państwo Środka.

Pekin ogłosił swą interpretację hongkońskiej konstytucji w czasie, gdy sprawą ewentualnego wykluczenia dwojga deputowanych zajmował się już sąd w Hongkongu. Decyzja chińskich władz oburzyła m.in. wielu prawników i polityków.

W proteście przeciwko decyzji władz ChRL na ulice Hongkongu wyszły setki ubranych na czarno prawników.

Dawna brytyjska kolonia została zwrócona Chinom w 1997 roku w ramach zasady "jeden kraj, dwa systemy", w myśl której region cieszy się szerokim zakresem autonomii, a jego mieszkańcy korzystają ze swobód niedostępnych dla rodaków z innych części ChRL, w tym wolności słowa i prasy. Zasada ta ma obowiązywać przez 50 lat, czyli do 2047 roku. Hongkong ma odrębny system prawny, ale kontrolę nad regionem i tak sprawuje Pekin. Niektórzy mieszkańcy obawiają się, że ostatnio władze w Pekinie coraz częściej ingerują w sprawy wewnętrzne Hongkongu, by uciszać swych przeciwników.
http://forsal.pl/artykuly/992999,sad-w-h.....datow.html


Cytat:
Chiny: pierwszy lotniskowiec osiągnął gotowość bojową 15 listopada 2016 PAP

Pierwszy chiński lotniskowiec Liaoning osiągnął gotowość bojową i może odbywać misje daleko od wybrzeży kraju - poinformował we wtorkowym wywiadzie dla dziennika "Global Times" komisarz polityczny pełniący służbę na tym okręcie Li Dongyou.

Dongyou podkreślił, że lotniskowiec jest już "stale gotowy do walki z wrogiem". Przypomniał, że wcześniej okręt pełnił funkcję szkoleniową, a nie bojową. Dodał, że mimo osiągnięcia zdolności operacyjnej potencjał bojowy Liaoninga nadal jest mniejszy niż amerykańskich jednostek.

Według komisarza politycznego na okręcie służy ponad 1 tys. osób.

Władze w Pekinie nie ujawniły, do jakich działań chcą wykorzystać Liaoninga. Jednak agencja Associated Press szacuje, że Chińczycy chcą dzięki tej jednostce wzmocnić swoją pozycję na Morzu Południowochińskim, gdzie obecne są m.in. okręty amerykańskiej marynarki wojennej.

AP dodaje, że Liaoning będzie też nadal służył jako okręt do szkolenia marynarzy. Obecnie władze w Pekinie budują drugi lotniskowiec, który jest całkowicie krajową konstrukcją.

Liaoning, jedyny dotąd lotniskowiec chińskiej marynarki wojennej, to dawny radziecki okręt Wariag (wcześniejsza nazwa Riga), kupiony w nieukończonym stanie od Ukrainy w 1998 roku i następnie przeholowany do Chin, gdzie został w pełni wyposażony. Do służby wszedł we wrześniu 2012 roku. Jednak nie osiągnął wtedy pełnej zdolności operacyjnej.

Jednostka ta jest uważana za symbol ambicji Pekinu, by odgrywać większą rolę na arenie międzynarodowej, i jego wzrastającej potęgi militarnej.
http://forsal.pl/wydarzenia/artykuly/992.....ojowa.html
_________________
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 13:21, 18 Lis '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Pierwszy raz w historii chińskie inwestycje w USA wyższe niż USA w Chinach 18 listopada 2016 PAP

Flaga Chin na tle Bramy Tiananmen źródło: Bloomberg autor zdjęcia: Tomohiro Ohsumi

Po raz pierwszy w historii w 2015 r. chińskie inwestycje w USA przekroczyły 15 mld dolarów i były większe niż amerykańskie w Chinach - poinformowała firma analityczna Rhodium Group w dokumencie podsumowującym 25 relacji handlowych między tymi państwami.

Z wyliczeń Rhodium Group wynika, że w latach 1990-2015 Amerykanie dokonali w Chinach ponad 6,6 tys. inwestycji na kwotę 228 mld dolarów. W tym samym czasie Chińczycy przekazali 64 mld w 1,2 tys. inwestycji w Stanach Zjednoczonych.

Jak podkreśla dziennik "Wall Street Journal" dane te są znacznie wyższe od tych publikowanych wcześniej przez władze w Waszyngtonie i Pekinie. Twórcy raportu wyrażają nadzieję, że ich dane zachęcą polityków do pogłębienia wzajemnych stosunków.

Publikacja "Dwustronna ulica" powstała w czasie ochłodzenia relacji między władzami Stanów Zjednoczonych i Chin. Zwolennicy wolnego handlu obawiają się, że administracja nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa może przyjąć protekcyjny model polityki, a to może odbić się na interesach wielu podmiotów gospodarczych.

Jak podkreślają analitycy chińskie inwestycje polegają głównie na przejmowaniu amerykańskich biznesów, szczególnie w ostatnich pięciu latach. Liderami inwestycji są prywatne firmy w tym z sektora finansowego. Natomiast Amerykanie głównie (71 proc.) przekazywali pieniądze na nowe projekty w Chinach.

Media przypominają, że Trump ostro krytykował Chiny podczas kampanii wyborczej. Groził m.in. wprowadzeniem ceł w wysokości 45 proc. na importowane chińskie towary i zapowiadał, że pierwszego dnia urzędowania ogłosi, iż Chiny manipulują kursami walut.


Wcześniej w tym miesiącu analitycy wskazywali, że Pekinowi zależy na ustabilizowaniu stosunków z Waszyngtonem wobec piętrzących się problemów, takich jak zwalniająca gospodarka, reformy wewnętrzne i perspektywa zmian na najwyższych szczeblach władzy. (PAP)
http://forsal.pl/wydarzenia/artykuly/994.....inach.html
_________________
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WZBG




Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 3598
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 12:09, 25 Lis '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Chińskie przejęcia niemile widziane w Europie 25 listopada 2016 źródło:obserwatorfinansowy.pl

źródło: Materiały Prasowe

Realizując rządowy plan Nowego Jedwabnego Szlaku, chińscy inwestorzy ruszyli na zakupy europejskich firm. Przekonali się, że nie zawsze są witani z otwartymi ramionami, bo rzeczywisty cel dokonywanych przez nich przejęć budzi obawy. O uregulowanie ich zasad przez UE zaczęli zabiegać Niemcy.

Według wyspecjalizowanej w zbieraniu danych o przejęciach, publicznych ofertach i emisjach obligacji firmy Dealogic przez pierwsze 10 miesięcy 2016 roku chińskie firmy ogłosiły w Niemczech 44 transakcje przejęć warte w sumie 11,3 mld dol. To więcej niż wynosi łączna wartość wszystkich chińskich przejęć w Niemczech w latach 2002–2015. Dotychczasowy rekord – 28 transakcji wartych 2,6 mld dol. – padł w 2014 r.

Zakupy na szlaku

Przejęcia mają pomóc w zrealizowaniu rządowego celu, jakim jest rozwój innowacyjności, co obrazowo określa się jako zastąpienie metki „wyprodukowane w Chinach” metką „zaprojektowane w Chinach”, oraz planu, który mówi, że do 2020 roku 40 proc. istotnych komponentów wykorzystywanych przez chiński przemysł ma być rodzimej produkcji. Do 2025 roku wskaźnik ten ma wzrosnąć do 70 proc.

Chińscy inwestorzy w Europie celują w spółki posiadające unikalne technologie. Dotyczy to nie tylko rynku niemieckiego. W Finlandii China National Silicon Industry Group za 170 mln euro kupił w tym roku Okmetic, producenta wykorzystywanych m.in. w produkcji mikroprocesorów i sensorów wafli krzemowych. Agic Capital, chińsko-europejska firma zarządzająca funduszami private equity, kupiła latem włoską firmę Gimatic, producenta chwytaków, czyli wykorzystywanych w robotyce urządzeń mających za zadanie podnosić i przenosić obiekty.

Skala chińskich inwestycji, a także firmy, które stały się celem przejęć, zaczęły niepokoić niemieckich polityków, a także niektórych ekspertów. Pierwszy wyraźny sygnał padł wiosną 2016 roku, gdy chiński producent sprzętu gospodarstwa domowego Midea Group ogłosił zamiar kupienia producenta robotów przemysłowych Kuka. Firma jest dumą niemieckiego przemysłu, co kanclerz Angela Merkel podkreśliła w kwietniu 2016 r. podczas targów w Hanowerze, gdy chwaliła się jej technologiami przed Barackiem Obamą, prezydentem USA.


Chiny są czwartym partnerem handlowym Niemiec, a Niemcy dla Chin piątym. Wzajemna wymiana handlowa w 2015 roku, po wzroście o 5,6 proc., osiągnęła wartość ponad 163 mld euro. Niemieckie firmy ciągle szukają w Chinach rynków zbytu i wszelkie zaostrzenie stosunków byłoby niemile widziane przez nastawiony na eksport niemiecki przemysł. Dlatego politycy starają się być niezwykle ostrożni.

Berlin formalnie nie starał się zablokować próby przejęcia Kuki, ale przedstawiciele rządu – zwłaszcza Sigmar Gabriel, wicekanclerz i minister gospodarki – dawali wyraźne sygnały, że złożona przez europejskich inwestorów kontroferta byłaby mile widziana. Liczono zwłaszcza na niemieckich producentów samochodów – wielkich klientów firmy. Takiej oferty nie udało się jednak skonstruować i Kuka przeszła w chińskie ręce za 4,6 mld euro.

Już wiosną było słychać głosy, że zarówno Niemcy, jak i Europa nie są w stanie obronić swego przemysłu przed zakusami zagranicznych firm. Owszem, w Niemczech transakcje mogą być blokowane, gdy zagrażają rynkowej konkurencji oraz w szczególnych pojedynczych sytuacjach (gdy zagrażają bezpieczeństwu energetycznemu, obronności lub stabilności finansowej). Na podstawie tych przepisów trudno jednak blokować przejęcia firm posiadających unikalne technologie.

Podobne mechanizmy blokowania przejęć istnieją w Polsce. Na mocy uchwalonej w lipcu 2015 r. ustawy o kontroli niektórych inwestycji powstaje lista objętych ochroną spółek ze ściśle określonych sektorów. Znalezienie się na niej oznacza, że firma może zostać przejęta tylko za zgodą rządu. W czerwcu 2016 r. znalazły się na niej KGHM i Grupa Azoty (w 2012 r. wrogiego przejęcia chciał dokonać rosyjski miliarder Wiaczesław Kantor, próba została zablokowana przez resort skarbu, który doprowadził do zmian w statucie firmy polegających na ograniczeniu liczby innych niż Skarbu Państwa głosów inwestorów posiadających 20 i więcej procent akcji spółki). W lipcu listę rozszerzono o EDF Polska, ENGIE Energia Polska, PKN Orlen, PKP Energetyka i Tauron Polska Energia.

Jesienią zamiar skorzystania z uprawnień, jakie rządowi daje ustawa o kontroli niektórych inwestycji, zasygnalizował Krzysztof Tchórzewski, minister energii, który ogłosił sprzeciw wobec planów sprzedaży przez francuski EDF polskich aktywów. Francuski koncern wybrał oferty czeskiej grupy EPH i australijskiego funduszu IFM.

Słowa i działania

Gdy wiosną wicekanclerz Gabriel formułował swoje zastrzeżenia do chińskich zakupów niemieckich firm, robił to bardzo ostrożnie. Podkreślał, że nie jest to protekcjonizm, że chodzi o walkę z nieuczciwą konkurencją ze strony krajów o gospodarce sterowanej przez państwo. Zaznaczał, że na razie Niemcy nie planują dokonywać zmian w prawie, by móc blokować niektóre transakcje. Akcentował, że w Europie konieczna jest dyskusja na temat wetowania niepożądanych przejęć.

– Myślę, że nie możemy poświęcać niemieckich firm, miejsca pracy w Niemczech na ołtarzu wolnego rynku, gdy nie mamy równych szans i równych reguł działania – mówił w czerwcu, tuż przed wizytą kanclerz Merkel w Chinach.

Wiosenna burza wokół chińskich przejęć w Niemczech latem przycichła. We wrześniu rząd, a dokładniej ministerstwo gospodarki nie zgłosiło sprzeciwu wobec planu kupienia Axitron SE, producenta sprzętu do produkcji półprzewodników, przez Fujian Grand Chip Investment Fund. Ogłoszona w maju transakcja miała wartość 670 mln euro, a chiński fundusz przez swą niemiecką spółkę chciał w wezwaniu kupić minimum 50,1 proc. akcji niemieckiej firmy technologicznej. Potem ogłoszono, że konsorcjum chińskich inwestorów jest zainteresowane zakupem Ledvance, działu sprzętu oświetleniowego ogólnego zastosowania firmy Osram Light.

W końcu października niemieckie ministerstwo wycofało wrześniową zgodę na przejęcie Axitron, motywując to tym, że firma posiada technologie o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa, które mogą być wykorzystane także w sektorze obronnym. Informowano, że ministerstwo uzyskało nieznane wcześniej informacje, których analiza „doprowadziła do cofnięcia zaświadczenia o braku zastrzeżeń”. W mediach pojawiły się spekulacje, że zgoda została wycofana m.in. w wyniku przekazania Niemcom informacji przez rząd USA i tamtejsze służby. Kilka dni później tygodnik „Wirtschatswoche” poinformował, że rząd chce dokładnie przyjrzeć się planowanemu przejęciu Ledvance.

Wiadomość o blokowaniu transakcji zbiegła się w czasie z nową falą dyskusji o przejmowaniu niemieckich firm przez inwestorów spoza Unii Europejskiej i planowaną wizytą wicekanclerza Gabriela w Chinach.

Michael Machnig, wiceminister gospodarki, powiedział „Financial Times”, że Niemcy obawiają się przejęć sterowanych przez chiński rząd albo mających na celu transfer technologii. Podkreślił, że w wyjątkowych przypadkach rząd musi mieć prawo nie pozwolić na takie transakcje.

Na reakcję na działania niemieckiego rządu zdecydował się Pekin. Rzecznik ministerstwa handlu Shen Danyang oświadczył dziennikarzom w czasie wizyty wicekanclerza, że Chiny mają nadzieję, że „ostatnie decyzje rządu Niemiec o ponownej analizie ofert przejęć złożonych przez chińskie firmy są wyjątkiem i nie oznaczają zmiany polityki gospodarczej”. Konkretnych przykładów nie podał.

Amerykańskie wzory

Wiele wskazuje na to, że Niemcy chcą, aby nowe zasady przejmowania europejskich firm przez inwestorów spoza UE zostały uregulowane także na szczeblu unijnym. Według gazety „Welt am Sontag” kierowane przez Gabriela ministerstwo gospodarki chce zabezpieczyć niemieckie firmy technologiczne przed niechcianymi przejęciami zwłaszcza przez pochodzące spoza Unii firmy państwowe lub kontrolowane przez państwo. Z dokumentów, które przeciekły do mediów, wynika też, że szef resortu gospodarki proponuje, by rządy wszystkich krajów Unii mogły blokować zakupy pakietów akcji większych niż 25 proc. przez firmy z krajów, które ograniczają dostęp do własnego rynku, oraz gdy przejęcie odbywa się na polecenia lub za pieniądze rządu.

Pomysły wicekanclerza Gabriela i jego resortu poparł Günther Oettinger, unijny komisarz ds. gospodarki cyfrowej. Uznał, że debata na temat niechcianych przejęć na szczeblu unijnym jest dobrym pomysłem.

Pomysły Gabriela znalazły uznanie nie tylko u komisarza Oettingera. Także niektórzy eksperci uważają, że chińskie firmy mogą w Europie inwestować o wiele łatwiej niż europejskie w Chinach. Padają sugestie, że Unii Europejskiej brakuje instytucji podobnej do amerykańskiego Committee on Foreign Investment in The United States, który autoryzuje przejęcia i ma prawo je blokować, jeśli uzna, że zagrażają one bezpieczeństwu narodowemu. Podobny mechanizm obowiązuje także w Kanadzie. Na mocy Investment Canada Act transakcje duże oraz te w branżach uznawanych za wrażliwe – jeśli przejmującym jest podmiot spoza Kanady – są poddawana analizie uprawnionych organów i minister przemysłu może je zablokować.

– W Europie nie ma strategicznego myślenia na temat inwestycji zagranicznych. Jeśli transakcja ma sens z rynkowego punktu widzenia, to jest realizowana – dodaje cytowany przez „Wall Street Journal” – twierdzi Markus Ferber, niemiecki deputowany do Parlamentu Europejskiego.

Autor: Tomasz Świderek
http://forsal.pl/wydarzenia/artykuly/993.....ropie.html
_________________
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Świniopas




Dołączył: 06 Sty 2016
Posty: 657
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 16:12, 01 Gru '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
W Chinach pojawił się na rynku nowy towar
W Chinach pojawił się na rynku nowy towar przeznaczony dla mieszkańców miast i regionów, w których powietrze jest skrajnie zanieczyszczone – sprzedawcy oferują im w butelkach świeże powietrze z Nowej Zelandii. Cena – 17 centów za jeden wdech – donosi „The South China Morning Post”.

„Ręcznie pakowane, czyste, bez zanieczyszczeń, nasycone tlenem” – głosi etykieta na 7,7-litrowej butli, którą można kupić za 219 juanów (ok. 30 USD). Taka butla pozwala wykonać 180 wdechów. Dla bardziej oszczędnych jest tańsza oferta – powietrze z Kanady za 16 USD, a dla skąpych – rodzime chińskie powietrze, ale z czystszego miasta Weihai za jedyne 70 centów.


Dla Chińczyków z miast, w których powietrze jest skrajnie zanieczyszczone, np. Pekinu, przewidziano rabaty. Nie wszyscy jednak docenili nową ofertę. „Pooddychałem tym powietrzem i nie widzę wielkiej różnicy” – pisze na portalu społecznościowym jeden z klientów.

Duszą się czajniki, i to dosłownie. Jak się do nas przywleką to bedzie tak z jak gatunkami inwazyjnymi.
Są jak Goliat, ale my ze swoimi procami z NATOwskigo demobilu, skorumpowaną mafijną władzą nie jesteśmy Dawidem.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Goska




Dołączył: 18 Wrz 2007
Posty: 3191
Post zebrał 0.000 mBTC

PostWysłany: 17:20, 01 Gru '16   Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiedys dolecialo do mnie powietrze z mojego parku w Polsce. To bylo cos cudownego. Moc znowu nim oddychac i sie nim raczyc. To byl luxus !

Australia pachnie eukaliptusami. Jak sie wysiada z samolotu, to zatyka az !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Prawda2.Info -> Forum -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona:  «   1, 2, 3, 4, 5, 6, 7   » 
Strona 2 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz moderować swoich tematów


Ekspansja Chin
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group.
Wymuś wyświetlanie w trybie Mobile